Poprzednie częściMAJ I LOSU ZAWIROWANIA (1)

MAJ I LOSU ZAWIROWANIA /8

Nasza babcia.

Mama naszej mamy była z nami od zawsze- od dni naszych narodzin, do dnia kiedy wszystko się dla nas zmieniło. Była dla nas osobą, która zawsze jest blisko, jakby na wyciągnięcie dłoni. To ona nas nauczyła prawie wszystkiego i to ona z nami była w radosnych i smutnych momentach naszego życia w domu na ul. Piaskowej.

Ona była naszą nauczycielką i powierniczką i pomagała nam w naszych pierwszych krokach, a później w lekcjach. To ona cierpliwie odpowiadała na lawinę pytań, którą ja zasypywałyśmy i to ona pomagała nam rozróżnić litość i zło od dobroci.

Nauczyła nas pacierza oraz innych modlitw oraz pomagała w przygotowaniach do pierwszej komunii. także cały czas podkreślając że ksiądz. to nie święty przed, którym trzeba padać na kolana, lecz zwykły człowiek popełniający błędy.

Cały czas wbijała nam do głowy zasady, które do dziś są aktualne i które nauczyły nas patrzeć trzeźwo na wszystko, co się wokół nas dzieje.

Dzięki niej nigdy nikogo pochopnie nie oceniałyśmy i nie krytykowałyśmy.

Cały czas uważała, że każde zło zostanie ukarane i że wszystko ma swój koniec.

Zawsze powtarzała, że to co się właśnie w danym momencie dzieje ma swój koniec i musi minąć Trzeba więc wierzyć i mieć nadzieję, że przyszłość przyniesie lepsze od tego co jest teraz. Również dzięki niej pokochałyśmy książki. Czytając nam wieczorami do snu wprowadziła nas w ich zaczarowany świat. Dzięki niej ten świat pełen magii, oraz wspaniałych i ciekawych przygód rozbudził naszą ciekawość. Dzięki niej obie z Basią gdy już samodzielnie czytałyśmy zapisałyśmy się do naszej miejskiej biblioteki i pochłaniałyśmy kilogramy książek.

Pamiętam do dzisiaj jak przy czytaniu modulowała ton głosu, jak dostojnie starała się odczytywać wiersze oraz z jakim przejęciem odczytywała nam fragmenty biblii.

Często siedząc razem z nią w kuchni, gdy przygotowywała posiłki lub robiła zaprawy na zimę czytałyśmy na głos wypożyczone książki. Nawet nie zauważyłyśmy, że w trakcie naszych wspólnych kuchennych prac, pogaduszek i czytania nauczyłyśmy się wielu rzeczy. Jeszcze wtedy nie wiedziałyśmy, że te umiejętności tak szybko nam się przydadzą .

Babcia była także bardzo często naszym murem obronnym przed złością i agresją ojca. Jednak pomimo, że ten babciny mur starał się być mocny, to i tak padał pod naporem siły naszego często pijanego ojca.

Niestety złość naszego ojca była w domu częstym gościem. I choć mama starała się go wyciszać i łagodzić, to zazwyczaj przegrywała i jedyne co mogła zrobić, to skrócić czas jego pastwienia się nad nami. Ja byłam drobniejsza i zwinniejsza, oraz potrafiłam jakoś szybciej wyczuć jego rosnącą złość i do pewnego czasu miałam swoje bezpieczne schronienie - miejsce pod rodzinnym starym łożem rodziców, gdzie szybko się wślizgiwałam i przeczekiwałam jego ataki. Jednak Basia starsza ode mnie i trochę grubsza niestety nie miała szans na skorzystanie z tej kryjówki. Często więc trafiała w surowe i groźne ręce naszego ojca i obrywała niemiłosiernie.

Babcia często próbowała zasłaniać nas swoim ciałem lub wyrywała nas z jego rąk wrzeszcząc na niego, jednak zazwyczaj, to on wygrywał, oddzielając ją od którejś z nas jednym mocnym uderzeniem paska lub dyscypliny.

Gdy tylko zdążyłam, to chowałam się pod łóżkiem i leżałam tam cicho płacząc. Leżałam skulona z zasłoniętymi uszami, by nie słyszeć odgłosów uderzeń paska i wyzwisk jakimi nas obrzucał. Zazwyczaj tam zasypiałam i budził mnie chłód lub odrętwienie rąk lub nóg. Wtedy cicho wyślizgiwałam się i bacznie obserwując śpiącego ojca ze strachem, by się nie obudził, cichutku przemykałam do naszego pokoju. Często mama widziała jak wymykam się z ich pokoju i nic nie mówiąc odprowadzała mnie smutnym wzrokiem.

Miałam do niej żal i byłam na nią zła, że pozwala na to, by nas tak traktował, lecz babcia starała się ją usprawiedliwiać powtarzając uparcie, że tylko dzięki niej jego złość jest mniejsza.

Spałyśmy w jednym pokoju z babcią, która na każdą noc zamykała drzwi na klucz,(na wszelki wypadek gdyby ojciec wrócił do domu pijany i próbował się awanturować). Jednak w te noce, gdy byłam schowana pod łóżkiem rodziców drzwi do naszego pokoju były zawsze uchylone. Starałam się jak najbardziej cicho wejść do pokoju, lecz zawsze czułam, że babcia nie śpi i czeka na mój powrót. Jednak nigdy się nie odzywała, nieraz cichutko wstawała i otulała mnie szczelniej moją pierzyną, jakby chciała upewnić się , że już jestem bezpieczna i odgrodzić jej ciepłem od tego, co było i co sprawiło mi ból.

Nieraz gdy bardzo zmarzłam pod łóżkiem rodziców, to cichutko wsuwałam się do niej, by się rozgrzać i wtedy czułam jak leciutko przyciąga mnie do siebie i głaszcze delikatnie po głowie.Zasypiałam zwinięta w kłębek czując zapach jej ciała. Pachniała i drożdżowym ciastem i jakimś nieokreślonym ciepłem. Do dzisiaj są to dla mnie zapachy wprawiające mnie w błogi stan spokoju. Często, gdy czułam się zraniona i było mi potwornie źle piekłam ciasto drożdżowe i później rozkoszowałam się zapcham który roznosił się po całym domu. Do dziś uwielbiam momenty, gdy dociera do mnie zapach drożdżowego ciasta.

 

cdn. .

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania