Poprzednie częściMAJ I LOSU ZAWIROWANIA (1)

MAJ I LOSU ZAWIROWANIA /9

Pamiętam również jak próbowałam bronić Basię od ciosów ojca. Rzucałam się na niego wściekła, kopiąc go i gryząc, jednak otrząsał się ze mnie, jak olbrzymi zwierzak od natręta i lądowałam zazwyczaj na podłodze obijając się o jakąś szafkę lub krzesło.

Basia zazwyczaj przyjmowała pozę skulonej myszki. Siadała na podłodze i zasłaniała głowę. Wyczuła, że gdy się nie broni, to ataki ojca są krótsze i mniej dotkliwe. Nie sprawiało mu przyjemności okładać kogoś, kto cierpliwe i z pokorą znosi jego wybuchy.

Później ,gdy zasypiał na kanapie lub swoim łóżku ,babcia jak dobrotliwa wróżka leczyła nasze siniaki i zadrapania swoimi magicznymi ziołami i modliła się gorliwie co wieczór o nasze lepsze życie.

Razem z nią klękałyśmy obok naszych łóżek i modliłyśmy się do naszych Aniołów Stróżów oraz Świętej Panienki, by nas uchroniła od złości jaka jest na tym świecie, od razów ojca , oraz o to, by przestał pić i się zadręczać. Byłam wtedy zła na mojego Anioła Stróża i Przenajświętszą Panienkę za to, że guzik sobie robią z naszych modlitw i mówiłam Babci, że pewnie mają teraz inną ważniejszą robotę, a nie zmianę w szlachetnego i dobrego ojca, jakiegoś nieszczęśliwego pijaczynę złoszczącego się na swoje dzieci.Nie chciałam siĘ modlić. Jednak babcia nie dawała za wygraną i dalej kazała nam co wieczór klękać obok łóżka.

Jakoś w tych naszych modlitwach zapomniałyśmy o niej , o naszej kochanej babuni. Modliłyśmy się o wszystko tylko nie o jej zdrowie i o to by była z nami jak najdłużej. Nawet nie pomyślałyśmy zapewne jak i ona, że jej dni po śmierci naszej mamy będą w naszym domu policzone.

Nie zdawałyśmy sobie sprawy z tego, że może się coś zmienić. Żadna z nas nie przypuszczała, że może przyjść czas bez naszej Babci. Była przecież z nami od zawsze i nawet przez myśl nam nie przeszło, że ojciec wraz ze śmiercią mamy nie będzie chciał jej obecności w naszym domu.

Nigdy nie zdążyłyśmy podziękować jej za to, że z nami mieszkała i za wszystko, co nam podarowała. Dopiero po latach doceniłyśmy jej poświęcenie i ból jaki razem z nami przeżywała.To ona nawet za życia naszej matki była nam od niej bliższa. Ona z nami się bawiła, przygotowywała posiłki, odprowadzała do przedszkola, później do szkoły.. To jej zwierzałyśmy się z naszych porażek i sukcesów. Rodzice zajęci sobą nie mieli dla nas czasu. Ojciec jako sędzia, a mama, która pracowała jako lekarz w miejscowym szpitalu wciąż byli zapracowani. A gdy wracali do domu, to padali ze zmęczenia. W naszym gospodarstwie domowym królowała babcia i to ona starała się sobą wynagrodzić nam wszystko, co tylko było możliwe.

Nie mogła jedynie nauczyć się jeździć na łyżwach i stała zawsze przed stawem na którym obie z Baśką zasuwałyśmy, gdy tylko mogłyśmy wyjść z domu. Przestępowała z nogi na nogę, chuchała w zmarznięte dłonie, by je ogrzać i machała do nas z uśmiechem na czerwonej od zimna twarzy. Jeszcze teraz pamiętam jak wieczorami w jesienne i zimowe wieczory ogrzewała pierzynę o piec kaflowy, gdy kładłyśmy się spać. My obie z Baśką leżałyśmy skulone na łóżku czekając na pierzynę, która jak ogromny ciepły bochenek miękkiego ciasta przykrywała nas puchata i cieplutka . Rano gdy wynurzałyśmy nosy spod tej podgrzewanej wieczorem pierzyny, babcia już pogrzebaczem wydobywała popiół z pieca, by rozpalić w nim na nowo ogień. Leżałyśmy tak do chwili, gdy pojawiała się w drzwiach naszego pokoju niosąc mleko lub kakao.

A my wypijałyśmy je łapczywie cichutko i również cichutko jeszcze w pidżamach, gdy nie było ojca, wędrowałyśmy do ciepłej kuchni, by zjeść śniadanie.

Ojciec nie lubił gdy rano jeszcze w pidżamach plątałyśmy się mu pod nogami. Jeśli już miałyśmy być razem z nim w pokoju lub kuchni, to oczywiście nienagannie ubrane i uczesane. Przy wspólnych posiłkach nie było mowy byśmy się odzywały. Rozmawiać przy stole mogli jedynie dorośli. Gdy udzielano nam głosu, to jedynie w święta i tylko wtedy gdy byli goście. Wszyscy byli zawsze zachwyceni naszym wychowaniem i posłuszeństwem. Najbardziej nie lubiłyśmy z Basią, gdy musiałyśmy dawać jakieś występy. Obie wiedziałyśmy, że gdy pójdzie coś źle, gdy coś skopiemy, to mamy za przeproszeniem ,jakby to by teraz powiedziano, przechlapane. Musiałyśmy zawsze wszystko nienagannie wyrecytować, zagrać, zaśpiewać.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania