Maks I - Rozdział I
Obrzeża miasta były dzielnicą wolną od przemocy i problemów życia codziennego. Ulicę zamieszkiwali głównie starsi ludzie, dlatego niecodzienne zjawisko przykuło uwagę sąsiadów i część z nich wyszła na ulicę by przyjrzeć się uważniej. Srebrna Toyota zatrzymała się na chodniku pod domem nr 2 na ulicy Sienkiewicza. Z samochodu wysiadł wysoki, ciemnowłosy mężczyzna ubrany w długi czarny płaszcz, przewiązany brązowym paskiem i czarne bojówki. Szedł pewnym krokiem w kierunku drzwi. Przed wejściem do mieszkania dopalił papierosa.
Zapukał zaciśniętą pięścią.
Drzwi otworzyła młoda kobieta ubrana w czarny policyjny mundur z okrągłymi okularami na oczach. Bez słowa wszedł do środka i rozpoczął dochodzenie.
- Posterun... - próbowała się zameldować.
- Kogo mamy? – wtrącił, rozglądając się po mieszkaniu.
Na ścianie zauważył obraz przedstawiający młodą, uśmiechniętą dziewczynę z rodzicami. Pomyślał o żonie, o szczęściu, które utracił, a które teraz widział na ścianie obcych ludzi. Doskonały wzrok śledczego łapał każdy szczegół, nie umknęły mu nawet inicjały autora.
S.B. 2014r.
- Anna Misk. Wiek około 25 lat. Policję wezwali sąsiedzi zaniepokojeni palącym się od kilku dni światłem w łazience – odpowiedziała policjantka.
Śledczy skinął głową i wszedł do łazienki.
W wannie leżała naga, młoda kobieta. Zanurzona w wodzie, która od krwi przybrała karminowy kolor, wyglądała pięknie niczym płatek róży falujący na tafli jeziora. Detektyw zbliżył się do ciała. Poczuł zapach malinowego szamponu i innych kobiecych perfum.
- Głębokie rany cięte na nadgarstkach obu dłoni. Zbyt głębokie... – pomyślał. – Gorąca woda zapobiegła zakrzepnięciu krwi, co przyspieszyło zgon. Na podłodze rozsypane żyletki. Wszystko wskazuje na samobójstwo. Tylko te cięcia... Są zbyt...
- Nie ma śladów włamania. Kobieta była sama w momencie śmierci. – wtrąciła policjantka.
- Wezwijcie patologa i niech zajmie się zwłokami. Przesłuchajcie sąsiadów i dowiedzcie się czy nic nie widzieli. Chce mieć pełny raport dziś wieczorem na biurku!
- To samobójstwo, po co patolog... – chwilę później żałowała tych słów.
- Przypatrz się uważnie jej dłoniom... – skontrował. - Rany są zbyt głębokie i precyzyjne... Widziałaś kiedyś samobójcę, który robi to z taką dokładnością... Spójrz na ułożenie ciała... Leży idealnie, nawet się nie osunęła... Dom jest wysprzątany... nie widać żeby ktoś tu mieszkał... A teraz do jasnej cholery skończ zadawać głupie pytania i wykonaj rozkaz!
Młoda policjantka zaczerwieniła się ze wstydu.
- Ta... tak jest... - wyjąkała.
- I poinformujcie rodzinę, że znaleźliśmy ich córkę...
Wyszedł przechodząc przez żółtą policyjną taśmę blokującą teraz wejście do domu. Zainteresowanie sąsiadów spadło i ulica znowu stała pusta. Panowała cisza, przerywana delikatnymi powiewami wiatru kołyszącymi korony drzew.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania