Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Mała śmierć, wielka sprawa

GODZINA 8:88

 

Obudziła się o godzinie 8:88. Przyjęła to zwyczajnie, jakby to była prawdziwa godzina, najprawdziwsza. Dopiero po chwili zorientowała się, że nie ma takiej godziny. Ale wtedy była już dziewiąta zero pięć i nie mogła sprawdzić co to za godzinę przed chwilą właściwie widziała. Najbardziej prawdopodobna była ósma pięćdziesiąt osiem (8:58). Tylko literki, właściwie cyferki, zamazywały się jej przed oczami, jak zawsze zaraz po przebudzeniu. Pewnie tak, ale jak to ona, wolała przyjąć, że widziała jednak 8:88. A skoro ją widziała, to musiało to coś znaczyć. Pytanie, co? Co ten niezwykły ciąg cyfr chciał jej powiedzieć?

 

Wpisała go do wyszukiwarki google jak zwykła to robić, gdy chciała uzupełnić swoją wiedzę szybko, ale też zachłannie. Informacje wyskoczyły na ekranie jej małego telefonu. Z trudem mogła je odczytać. Ale to, co rzuciło się jej w oczy od razu to dwie pierwsze linijki, po których poczuła ulgę. Linijki mówiły to: „Według numerologów to wielki znak od wszechświata! Ten anielski numer ukazuje się "wybrańcom". To znak, że wkrótce zaczniesz zbierać owoce swojej ciężkiej pracy.”

 

Boże… jak bardzo potrzebowała takiej wiadomości od wszechświata. Ostatni czas był dla niej trudny, żeby nie powiedzieć paskudny. Złość, żal, poczucie winy, smutek, rozczarowanie, frustracja i wiele tym podobnych emocji towarzyszyło jej od świtu do zmierzchu od prawie dwóch miesięcy. W prześwitach pomiędzy tymi nieprzyjemnymi stanami, zastanawiała się, czy to już depresja, czy „tylko” przejściowy kryzys? W celu rozpoznania posłuchała jednego z odcinków podcastu „O zmierzchu”. Marta Niedźwiecka mówiła mądrze i sensownie, tym swoim irytującym głosem, który jesteś w stanie zaakceptować, tylko dlatego, że tak mądrze i sensownie mówi. Tytuł odcinka to „Ciemna noc duszy / Kryzys”. Odpaliła go z nadzieją na odkrycie jakiejś nowej prawdy, która wyzwoli ją z tego, w czym była. Po około godzinie słuchania, miała wrażenie, że wie niewiele więcej, choć odcinek pełen był informacji. Może zbyt wielu?

Po kilku dniach próbowała poukładać sobie w głowie to, co usłyszała. Przede wszystkim wyjaśnienie różnicy pomiędzy kryzysem a depresją. Kryzys egzystencjalny to stan głębokich pytań o sens życia i własną tożsamość, w którym mimo niepokoju pozostaje zdolność refleksji i poszukiwania odpowiedzi. Depresja natomiast to zaburzenie psychiczne objawiające się trwałym smutkiem, utratą energii i poczuciem beznadziejności, które często uniemożliwia normalne funkcjonowanie i wymaga wsparcia specjalisty. Kryzys egzystencjalny może przejść w depresję, ale nie musi. Sam kryzys jest naturalną reakcją na ważne pytania i zmiany życiowe, jednak, jeśli trwa długo, nasila się i zaczyna prowadzić do poczucia beznadziejności, izolacji czy utraty sił do działania, może stopniowo przerodzić się w stan depresyjny.

 

Wiedziała więc już choć tyle, że depresji nie ma. Na szczęście to „tylko” kryzys. Ale co to dla niej oznacza? Czytała kiedyś piękną książkę o kryzysie „Tańcząc. Rozmowy o kryzysie i przemianie”, Agnieszki Jucewicz i Bartłomieja Dobroczyńskiego. Książka jest zapisem rozmowy autorów, którzy analizują sens kryzysów psychicznych, życiowych i duchowych. Książka pokazuje kryzys nie jako porażkę, lecz jako moment przejścia — trudny, ale potencjalnie prowadzący do głębszego poznania siebie i przemiany. Rozmówcy łączą psychologię, filozofię i doświadczenia terapeutyczne, by wyjaśnić, dlaczego cierpienie bywa nieuniknione i jak można je twórczo przeżyć. Całość ma formę refleksyjnego dialogu, który zachęca czytelnika do własnych przemyśleń nad sensem trudnych momentów w życiu. Przeczytała ją jednym tchem. Może za szybko? Teraz próbowała sobie przypomnieć co z tej książki zabrała dla siebie, ale kiedy ją czytała nie miała kryzysu, czytała ją tak z ciekawości oraz dla swoich klientów, by poszerzyć ich, nie swoją, perspektywę.

 

Tym razem, sama była w kryzysie i każde słowo Niedźwieckiej było o niej. Czyli? O kim? O kobiecie, która za chwilę kończy pięćdziesiąt lat i zdaje sobie sprawę, że drugi raz nie będzie miała już dwudziestu, trzydziestu ani czterdziestu. Że te prawie pół wieku żyła tak jak umiała, i często nie tak jak chciała. Że drugi raz nic się nie zdarzy. Że okazje, które miała przeminęły bezpowrotnie, a na te które nadejdą może nie mieć siły. Przynajmniej nie wtedy, jeśli będzie działać tak jak do tej pory. Te metody się wypaliły.

 

O kobiecie, która nie osiągnęła niczego z tego, co chciała. Chciała rodzinę z siedmiorgiem dzieci. Jest po rozwodzie. Dzieci ma dwójkę i już z nią nie mieszkają. Chciała być tancerką lub instruktorem fitness, dzisiaj płaci innym, by móc choć trochę się tego nauczyć. Chciała być Dyrektorem HR, takim szanowanym, na cały kraj, najlepiej będącym w Zarządzie. Jej stanowiska były zazwyczaj managerskie, blisko Zarządów, nigdy w nich, zawsze na ich usługach, szacunku było tam niewiele. Chciała cudownego związku, dzisiaj nawet tego nie była pewna. Chciała wydać książkę, pisać i wydawać ich więcej. Nie wiedziała jednak jak się za to zabrać. I tak pięćdziesiąty rok jej życia leciał sobie zbliżając ją do drugiej części jej życia i nic nie zapowiadało, że cokolwiek z tego, co chciała się wydarzy.

 

No i stąd wziął się ten jej mały kryzys, który, mimo że, jak to Niedźwiecka słusznie zauważyła, był małą śmiercią, z przyczyn znanych głównie Francuzom małą śmiercią nazywany być nie mógł. W języku francuskim ten zestaw słów oznacza orgazm a kryzys w niczym orgazmu nie przypomina, chyba że ktoś masochistycznie lubi pławić się w bagienku na dnie studni. Ona nie lubiła.

 

Wiedziała więc już dwie rzeczy. Nie miała ani depresji, ani orgazmu. Była gdzieś pomiędzy. Czuła się zawieszona między dawnym życiem, które przestało ją zadowalać, a nowym, którego jeszcze nie potrafiła zobaczyć. To, co kiedyś nadawało sens jej dniom, rozsypało się w pył, a pytania o to, kim jest i po co żyje, brzmiały głośniej niż jakakolwiek inny dźwięk dochodzący z ulicy. Oto patrzyła jak jej dawne „ja” umiera na jej oczach, a ona nie może, a właściwie, nie chce zrobić niczego, by tę śmierć powstrzymać. Jeśli na nią nie pozwoli nie zajdzie żadna zmiana. A niczego nie pragnęła tak bardzo jak zmiany właśnie. Musi pogrzebać stare, by mogło zmartwychwstać nowe.

 

Dlatego fakt, że tego dnia obudziła się o godzinie 8:88 odebrała jako zapowiedź nowego, dobrego życia, które przyniesie jej pełnię, odrodzenie, obfitość, poczucie sensu i spełnienie. Czy tak się jednak na pewno stanie? Mimo wiary w symbole i inne magie wiedziała na pewno, że tak naprawdę zależy to już tylko od niej.

 

C.D. oby nastąpił…

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania