Malarz (obrazy z życia)

Postanowiłem, że namaluję samego siebie w różnych okresach życia. Jednak, żeby było trudniej dla mnie i ciekawiej dla Czytelników, to specjalnie pomieszałem czas i miejsca opisywanych wydarzeń.

Pamiętam rodzinną wycieczkę do ogrodu zoologicznego. Mama kupiła mi i bratu dwa duże balony, które nadmuchane zostały helem. Balony pomalowałem na czerwono. Kolor ten kojarzył mi się z radością i miłością. Jednak każdy medal ma dwie strony. Czerwony kojarzy mi się z również z cierpieniem i tragedią.

Leżałem w szpitalu. Miałem nieszczęśliwy wypadek w domu. Drzwi do łazienki, pod wpływem silnego przeciągu, przytrzasnęły i ucięły kawałek palca wskazującego lewej dłoni. Przed amputacją całego palca uratował mnie chirurg. To była dobra wiadomość. Zła polegała na tym, że uszkodzony palec jest „krótszy” w porównaniu do tego z prawej dłoni.

Pędzel zanurzyłem w czarnej barwie. Mógłbym pomalować hebanowym odcieniem garnitur, w którym broniłem pracę magisterską z ekonomii.

Niestety ten sam garnitur „towarzyszył” mi, gdy zmarł sparaliżowany dziadek, a później schorowana babcia. Pogrzeby były jesienią. Mógłbym pomalować nagrobki zmarłych ludzi na czarno lub biało. Od siebie namalowałem żółcią palące się znicze.

Kolor żółty pamiętam, gdy bawiłem się z młodszym bratem w piaskownicy. Cieszyłem się z wspólnych chwil podczas zabawy, ale jeszcze ich nie doceniłem jak przed potencjalną tragedią.

Kocham brata. Namalowałem żółtym kolorem plażę nad jeziorem. Pamiętam chwile grozy, gdy pomalowana na niebiesko woda mogła „odebrać” członka rodziny. Obraz tych strasznych chwil namalowałem w sercu i zapamiętam do końca życia.

Pomalowałem na zielono ogród zmarłej cioci, który odwiedziłem jak byłem małym i bardzo niesfornym chłopczykiem. Wykorzystałem barwy na palecie malarskie takie jak czerwony, żółty, niebieski i zielony, by stworzyć na płótnie kolorowe kwiaty nad którymi latały motylki.

Miło wspominam piękną tęczę. Przywitała nas pierwszego dnia wakacji nad mazurskimi jeziorami. Wujek, który był żeglarzem zgodził się, żebym chwycił ster łodzi i pobawił się w marynarza. Niestety wspomniany wujek już nie żyje, ale był ze mnie dumny, gdy miałem sakrament bierzmowania. Jego śmierć bardzo przeżyłem z bratem. Potrzebuję więcej czerni, bo jest mi smutno.

Mówi się, że kolor zielony jest symbolem nadziei. Modliłem się do Boga, by uratował brata, który miał się utopić. Tak myślałem z matką, która na brzegu krzyczała imię brata. Ten na szczęście nie utopił się, bo podczas naszej nieuwagi wpłynął w zatoczkę i zniknął z naszych oczu.

Nadużywam czarnej barwy. Wpadłem kiedyś w depresję. Nie życzę nikomu tej podłej choroby, którą na szczęście pokonałem i stałem się silniejszy i zadowolony, gdy znowu poczułem radość z życia.

Na tym pozytywnym stwierdzeniu będę kończył moje wspomnienia. Mógłbym jeszcze powspominać i malować, ale jak doczytałeś/aś do tego miejsca, to Ci dziękuję i serdecznie pozdrawiam😉

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania