Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Malcolm i pan Korneliusz

Co ty na to poradzisz? - rzekł Malcolm. Już od ponad godziny, próbował tłumaczyć koledze, że kobieta, z którą się związał, jest rozwiązła i cyniczna.

W słuchawce czuł ból i paraliż swojego kumpla.

- Wiesz jak ona na mnie działa, nic na to nie poradzę, że ją tak mocno kocham — bronił się nieszczęśliwy romantyk.

Malcolcm nalał sobie kawy i zapalił papierosa. Dzisiaj czerwone Marlboro, pies popatrzył na niego zatroskany.

- Oj przestań Zuzio, dziś tylko jeden — tłumaczył się pupilowi.

- Co? - zmieszał się Patrick.

- Nie, ja do psa, to co znowu zrobiłeś źle ? - rzucił Malcolm.

- Wiesz, ja. - tu urwał. Usłyszał tylko piknięcie.

Malcolm ucieszył się w głębi ducha, niby powinien wysłuchać kumpla do końca, ale na dzisiaj skończył się limit problemów znajomych, no i bateria padła.

Później z nim pogadam, jak wrócę z pracy, będę bardziej otumaniony, pomyślał.

 

Zszedł na dół po schodach. Strasznie skrzypiało.

- I po co nam alarm, cholera — uśmiechnęła się babcia i wrzuciła żółtko do miski z mąką. - Skrzypienie tych cholernych schodów obudzi wszystkich świętych.

- Cześć, babciu — Głodny?

- Nie, jadę do pracy, zostaw mi coś do podgrzania. Zarzucił kurtkę na siebie i już miał chwytać za gałkę do drzwi.

- Dzisiaj wraca twój ojciec — babcia czekała na reakcje wnuczka.

Powoli się obrócił w stronę kuchni i rzekł:

- Niech sobie wraca, ale do mnie niech nie zagląda, wiesz babciu, że nie lubię go bez powodu.

-Co mam mu powiedzieć? - rzuciła babcia, jednocześnie doglądając czy babeczki rosną w piekarniku.

- Zdam się na ciebie babciu — zamknął za sobą drzwi i wskoczył na rower.

 

Wiedział, że rozmowa z ojcem nie wchodzi w grę. Nie dość, że musiał odpisywać na jego listy, które były przesiąknięte sztucznym poczuciem tęsknoty, do tego wszystkiego jeszcze musiał wciągać jego babcię, która musiała robić za jego szpiega i dowiadywać się, co słychać u syna?Jeden wielki mind fuck.

Zajechał po drodze do sklepu spożywczego, kupić fantę i słone paluszki — ulubiony zestaw. Mimo że miał siedemnaście lat, pracował w biurze, u słynnego detektywa Korneliusza Madona, ten czterdziestoletni facet, potrafił rozpracować człowieka mrugnięciem oka, a drugim, jeśli było trzeba, wsadzić gościa do ciupy.

Malcolm poznał Korneliusza, na praktykach ze szkoły. Nie chciał iść do zwyczajnej roboty, wiedział, że to będzie dla niego tragiczne, w sensie nudne i pozbawione polotu. Nie minęło dwa tygodnie, a Malcolm wykazywał predyspozycje do pracy w terenie i myślenia analitycznego. Wiedział już, co chce robić w życiu, a pieniądze nie były jego motywacją, tylko praca z Korneliuszem. Korneliusz też cieszyła myśl, że będzie miał kogoś bystrego u boku; reszta jego praktykantów, nie potrafiła trafić do jego biura. Co się dzieje z tą młodzieżą?

 

Odstawił rower na miejsce i ruszył w stronę ciemnego biurowca. Recepcjonista rzucił mu tylko spojrzenie, że może przejść bez potwierdzania tożsamości i otworzył mu elektroniczną bramkę.

Pierwsze trzy piętra należały do firmy farmaceutycznej, a trzy następne do firmy maklerskiej. Ostatnie piętro, czyli siódme, było zarejestrowane na firmę - I will find it. Cisnął guzik numer siedem. Winda ciągnęła się monotonie, do tego ta muzyka, która zrażała ludzi do prawdziwego jazzu.

 

Winda stanęła. Drzwi do biura były lekko uchylone. Zapukał trzy razy i wszedł.

 

- O siema, młody — rzucił Baber . - Co ty masz na głowie?

- Stary kask siostry, mój ktoś podpieprzył — bronił się Malcolm. Cały był mokry, mimo, że nie padało, to temperatura w biurze robiła swoje.

- Kawy? Bo idę robić.

Malcolm rzucił kurtkę na obrotowe krzesło.

- Dla mnie lura, taka jak zwykle - rzekł do asystenta Korneliusza. Wiedział, że już wszystkich zraził do siebie, kiedy nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, z rodzaju co jest lepsze ? - Espresso czy Latte, chwilę się zastanowił i powiedział, że innej niż czarna nie próbował. Wychował się bez ojca i matki, a babcia nie była urodzonym baristą — robiła mu czarną lurę, bo taką kawę, lubił pić jego świętej pamięci dziadek.

Baber popatrzył na niego, nie ukrywając zaskoczenia odpowiedzią.

- Okej. - rzekł i po chwili zniknął. Było słuchać, jak majsterkuje przy ekspresie.

 

Zadzwonił telefon

- Malcolm! - krzyknął z aneksu kuchennego Baber.

Malcolm podniósł słuchawkę ale sygnał po chwili się urwał. Odłożył. Po chwili znowu ktoś zadzwonił, ale na komórkę Malcolma. Czysty przypadek, pomyślał

- Słucham?

- Malcolm tu Korneliusz, słuchaj mnie uważnie — rzucił do młodego praktykanta. Malcolma przeszedł nie wiedzieć czemu zimny dreszcz.

- Niech pan mówi - powiedział. Malcolm jak z automatu włączył nagrywanie rozmowy i wziął do ręki notatnik.

- Jestem w Irlandii i niechcący, a może podświadomie wiedziałem, że to mnie czeka. Jego głos był strasznie ochrypły, jakby przebiegł maraton ze słoniem na plecach.

- Czy jest pan ranny? - zapytał Malcolm.

Usłyszał tylko płytki oddech w słuchawce, a potem trzask drzwi po drugiej stronie słuchawce.

- Malcom nie ma czasu - mówił - Znajdź Roberta Winda, on pomoże ci mnie znaleźć, ucz się od niego wszystkiego i pamiętaj, nie mów nic na temat jego wąsów, a najlepiej to na nie patrz. Jeszcze żyje bo nie wiedzą, czego się dowiedziałem na temat ich organizacji, myślą, że mam po drugiej stronie jakiegoś łączni.. - zaczął kaszleć, po niespodziewanym ataku kaszlu, zaczął znowu — pamiętaj, że to ważne, macie z Robertem jakieś czterdzieści osiem godzin. Połączenie zerwane.

 

- Co tu się odjebało? - rzucił na głos. Wiedział, że szef jest z tych ekscentrycznych geniuszy i lubi się bawić z głupszymi od siebie, ale żeby takie inscenizacje tworzyć?.

Malcolm wstał z krzesła, pobiegł do Babera i streścił mu rozmowę.

- Pierdzielisz ? - Baber o mało nie zakrztusił się ciastkiem owsianym.

- Lecę szukać tego Robert, a ty nie powiadamiaj policji, szef nie chciałby tego, jeśli prowadzi śledztwo, na większą skalę, to tylko spowoduję większą szkodę,

Malcolm szybkim ruchem ręki zdjął kurtkę z wieszaka i schylił się po fioletowy kask z naklejką Hot Girls Go Wild.

Zbiegł schodami i machnął do recepcjonisty ruchem ręki w geście pożegnania. Miał już plan, może nie do końca skrupulatny, ale zawsze to jakiś. O pieniądze się nie martwił, jego ojciec był zobowiązany do wysłania mu alimentów, więc nie tracąc dłużej czasu, udał się w stronę domu. Czekała go tylko rozmowa z babcią, jak jej tu powiedzieć, że wnuk leci do Północnej Irlandi?.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Marian 01.08.2018
    Czy to jest część czegoś większego?
    Jeśli nie, to brak tu zakończenia.
    Dużo błędów interpunkcyjnych i tekst jest napisany nieco haotycznie.
    Pozdrawiam.
  • Aisak 01.08.2018
    Kropka po znaku zapytania to szczyt ekstrawagancji.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania