Malowanie wołu
Spójrz na sztalugi wschodzącego słońca
na błękit płótna
światło otwiera jego wątłą przestrzeń
wciska się ostrzem wstającego świtu
pomiędzy drzewa rozprzestrzenia liście
czuć już w powietrzu tłusty posmak ziemi
łąka jest z boku
zanim ją dotknie chybotliwy ciężar
wilgotne nozdrze zanurzy się w trawie
zanim się stanie jak obfity stół
/ tych kilka mlaśnięć niczego nie zmieni /
czerwień tkwi w barwach jakże niecierpliwa.
Komentarze (6)
Wiersz rozchwiany. Metafory nie do końca przemyślane ("Sztalugi wschodzącego słońca") (czerwień tkwi w barwach) /brzmi to tak samo jak >niebieski jest kolorem </. Niezbędna jest zmiana wersyfikacji bo powstają wątpliwości (stołem stanie się łąka czy nozdrze?). Jakoś nie dostrzegam tego procesu twórczego, który zapowiadasz w tytule.
Cóż mogę na to powiedzieć. Wystarczy usiąść, uspokoić się i rozbudzić wyobraźnie -"Malowanie wołu" albo po głębszej analizie "Zarzynanie wołu". Nic tu nie jest rozchwiane. Obraz następuje po obrazie. A w tle czai się nieuchronny koniec. Życzę miłego dnia.
Przepiękna kompozycja! Wiersz kojarzy mi się z baletem, baletem słów, obrazów i uczuć. Cóż można chcieć więcej. Powtórzę się:
Przepiękna kompozycja!
Jeszcze sporo bałaganu, do przeredagowania, słówek do wymiany - choćby w kończącym wersie.
Nie mu żadnego bałaganu — jest to osobista próba spojrzenia w inny sposób na rytualne zarzynanie wołu. Światło, barwy, przestrzeń. Każde słowo ma znaczenie, jest jak drogowskaz, który prowadzi do finału.
Przyznam, że nigdy nie wpadłabym na taką metaforykę.
Zarzynanie krowy = malowanie wołu
Jest w tym krwawymj obrazie subtelność i metafizyczność.
Czytam w takiej postaci, jaka jest i niczego więcej bym nie zmieniała.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania