Mały Aniołek ze zgaszoną świecą

Mały Aniołek ze zgaszoną świecą

Usłyszał że za wodą, oni ją rozświecą

Poszedł więc na plażę wypatrywać ognia

Nadzieja w jego sercu do niczego nie podobna

 

Spacerował wzdłuż wypatrując znaku

Iskry gdzieś znad tafli mroku, ognistego kwiatu

Nagle dostrzegł płomień gdzieś w oddali

Przyśpieszył więc kroku, nie dostrzegłszy fali

 

Wezbrało się morze, cofnął się czas

Lodowate krople uderzyły w twarz

Zawył wiatr, na kolanach osiadł brud

Świeca mokra, dalsza droga, próżny trud

 

„Oddycham sztormem, modlę się do chmur

Dlaczegoś mi to zrobił, o Panie mój?”

 

Otchłań swoje oczy otworzyła gniewnie

Małe serce pękło, zlęknione potężnie

 

„Dlaczego mówisz do mnie, jak do swego boga?

Nie w mą stroną być powinna, skierowana Twoja trwoga

Nie jestem w stanie zrobić Ci nic złego

Synem jesteś bowiem tego Największego”

 

„Dlaczego w takim razie zesłałeś na mnie burzę?

Wiesz przecież, że dojść do ognia muszę”

 

„Chciałeś dojść do tych iskier przez moją krainę

Na końcu tego piachu, szykują śmiech i drwinę

Moje córki i synowie

Z koronami w głowach królowie

 

Bo nie jest częścią mego świata, ogień za horyzontem

Nie dojdziesz tam, podążając tym frontem

Na ścieżce tej mój piach zmiesza się z Twymi łzami

 

Z lęku przed Twym Ojcem zatrzymałem Cię falami”

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania