Mały Książę-Druga Podróż

Prolog

 

Zanim wrócił

 

Są podróże, które zaczynają się od odejścia.

Są też takie, które zaczynają się dopiero wtedy, kiedy człowiek wraca.

Mały Książę długo myślał, że najtrudniejszą rzeczą na świecie jest znaleźć właściwą drogę.

Dopiero wiele lat później zrozumiał, że trudniejsze jest coś innego.

Mieć odwagę przyznać, że przez część drogi szło się w niewłaściwą stronę.

Przez lata odwiedzał różne planety.

Widział ludzi, którzy mieli wszystko i nie mieli nic.

Widział tych, którzy potrafili zdobyć cały świat, ale nie potrafili znaleźć czasu dla jednej bliskiej osoby.

Widział ludzi, którzy uciekali przed samotnością w tłum.

I takich, którzy uciekali przed miłością, ponieważ kiedyś ktoś nauczył ich, że miłość boli.

Widział również ludzi, którzy patrzyli na innych z pogardą, nie wiedząc, że najbardziej gardzą tym, czego nie potrafią zaakceptować w sobie.

Ale o tym wtedy jeszcze nie wiedział.

Aż pewnego dnia pomyślał o swojej róży.

I zapragnął wrócić.

Nie dlatego, że był pewien, że znajdzie tam odpowiedź.

Tylko dlatego, że po raz pierwszy zrozumiał, iż nie wszystkie pytania trzeba zadawać światu.

Niektóre trzeba zadać własnemu sercu.

 

Rozdział I

 

Powrót

 

Mały Książę wrócił na swoją planetę wiele lat temu.

Tylko że tym razem nie wiedział, czy naprawdę wrócił.

Bo człowiek może wrócić do miejsca, z którego wyszedł, a mimo to nie wrócić już do tego, kim był.

Dwa wulkany wciąż stały na swoim miejscu.

Jeden był wygasły.

I była róża.

Ta sama.

A może tylko tak mu się wydawało.

Podszedł do niej.

Nie powiedział nic.

Róża również milczała.

Patrzyli na siebie długo.

Tak patrzą na siebie ludzie, którzy mają sobie bardzo wiele do powiedzenia, ale wiedzą, że niektóre słowa potrzebują najpierw ciszy.

— Czy bardzo się zmieniłem? — zapytał.

— Tak.

Mały Książę spuścił głowę.

— To źle?

— Nie.

— Więc dlaczego tak powiedziałaś?

— Bo człowiek powinien się zmieniać.

Róża pochyliła się lekko.

— Tylko nie powinien zgubić tego, kim był, zanim świat powiedział mu, kim ma zostać.

Mały Książę długo patrzył w ziemię.

— Byłem daleko.

— Wiem.

— Skąd?

— Róże nie potrzebują map.

— Tęskniłem.

— Wiem.

— Ty za mną nie?

— Tęskniłam.

Mały Książę uśmiechnął się.

— Więc dlaczego powiedziałaś, że nie?

— Bo tęsknota nie zawsze oznacza, że chcemy kogoś zatrzymać.

Nad planetą pojawiła się pierwsza gwiazda.

— Czego więc chciałaś?

Róża odpowiedziała cicho:

— Żebyś wrócił do siebie.

Mały Książę nie zrozumiał.

Jeszcze nie.

— A gdzie jest „siebie”?

Róża spojrzała na niego.

— Tego będziesz musiał poszukać.

 

Rozdział II

 

Człowiek, który wszystko policzył

 

Pierwsza planeta była pełna liczb.

Mieszkał na niej człowiek, który liczył wszystko.

Gwiazdy.

Pieniądze.

Godziny.

Kilometry.

Lata.

Nie liczył tylko rzeczy, których najbardziej potrzebował.

Dotyku.

Rozmów.

Przebaczenia.

Miłości.

— Dlaczego to wszystko liczysz? — zapytał Mały Książę.

— Żeby wiedzieć, ile mam.

— A jeśli policzysz wszystko, będziesz szczęśliwy?

Człowiek spojrzał na niego.

— Szczęście nie ma jednostki miary.

— Więc dlaczego próbujesz je zmierzyć?

Człowiek nie odpowiedział.

Na jego biurku leżał dziecięcy rysunek.

„Tato, kiedy będziesz miał dla mnie czas?”

Mały Książę przeczytał zdanie.

— Ile kosztuje ten rysunek?

— Nic.

— Więc nie ma wartości?

Człowiek poderwał się.

— Jest wart więcej niż wszystko, co mam!

Mały Książę spojrzał na niego spokojnie.

— W takim razie są rzeczy, których nie można policzyć.

Człowiek usiadł.

Po chwili zapytał:

— Myślisz, że jestem złym człowiekiem?

Mały Książę zastanowił się.

— Nie wiem.

— Dlaczego?

— Bo nie znam całej twojej historii.

Człowiek spuścił głowę.

Mały Książę dodał:

— Ale wiem jedno. Czasami ludzie liczą wszystko wokół siebie, żeby nie musieć policzyć własnych błędów.

Człowiek spojrzał na niego.

I po raz pierwszy od wielu lat przestał liczyć.

Policzył za to dni.

Nie te, które przeżył.

Te, które jeszcze mógł odzyskać.Rozdział III

 

Kobieta z zatrzymanym zegarem

 

Na kolejnej planecie stały setki zegarów.

Żaden nie działał.

— Dlaczego je zatrzymałaś? — zapytał Mały Książę.

— Żeby czas nie uciekł.

— Udało się?

— Nie.

— Co zrobił?

— Poszedł dalej.

Kobieta przez całe życie czekała na właściwy moment.

Na właściwego człowieka.

Na właściwą chwilę.

Na odwagę.

Na lepsze jutro.

Aż któregoś dnia odkryła, że całe jej życie składało się z jednego słowa:

„Później”.

— Czego najbardziej żałujesz? — zapytał Mały Książę.

— Tego, że czekałam na życie, zamiast je przeżywać.

— A teraz?

Kobieta spojrzała na zegary.

— Teraz boję się, że jest za późno.

Mały Książę podszedł do okna.

— Czy słońce pyta, czy jest właściwy moment, zanim wzejdzie?

Kobieta uśmiechnęła się pierwszy raz od dawna.

— Nie.

— To może ty też nie musisz.

Podeszła do pierwszego zegara.

Ruszyła wskazówki.

Nie po to, żeby odzyskać czas.

Tylko po to, żeby zacząć go zauważać.

 

Rozdział IV

 

Kobieta, która nie widziała swojego piękna

 

Na tej planecie mieszkała kobieta.

Każdego ranka stawała przed lustrem.

Patrzyła na siebie długo.

A potem odwracała wzrok.

— Co widzisz? — zapytał Mały Książę.

— Niedoskonałości.

— A co jeszcze?

— Nic.

Mały Książę spojrzał na nią.

— Czy lustro kłamie?

— Nie.

— Więc dlaczego pokazuje ci tylko to, czego nie lubisz?

Kobieta nie odpowiedziała.

Na jej twarzy były drobne zmarszczki.

Pod oczami cień.

Na policzku niewielka blizna.

— Co to? — zapytał.

— Pamiątka.

— Po czym?

— Po życiu.

Dotknęła blizny.

— Tutaj ktoś mnie zranił.

— A tutaj?

Wskazała na serce.

— Tutaj zraniłam się sama.

— Jak?

— Uwierzyłam, że nie jestem wystarczająco dobra.

— Kto ci to powiedział?

— Wielu ludzi.

— A ty?

Kobieta milczała.

— Czy ty sama też sobie to powtarzałaś?

— Każdego dnia.

Mały Książę odwrócił lustro.

— Dlaczego?

— Żebyś dzisiaj nie patrzyła na twarz.

— To na co?

— Na człowieka.

Kobieta zaczęła płakać.

— Nie wiem, jak pokochać siebie.

— Nie zaczynaj od miłości.

— Od czego?

— Od tego, żeby przestać siebie krzywdzić.

Kobieta spojrzała na niego.

— A jeśli nie potrafię zobaczyć swojego piękna?

Mały Książę odpowiedział:

— To na razie zobacz swoje życie.

— Co w nim jest pięknego?

— To, że mimo wszystkiego nadal tutaj jesteś.

Kobieta spojrzała w lustro jeszcze raz.

Tym razem nie szukała zmarszczek.

Nie liczyła niedoskonałości.

Zobaczyła kobietę.

Zmęczoną.

Poranioną.

Ale żywą.

I po raz pierwszy od wielu lat powiedziała do swojego odbicia:

— Przepraszam, że tak długo cię nie widziałam.

To było jej pierwsze spojrzenie pełne miłości.

 

Rozdział V

 

Chłopiec bez łez

 

Na następnej planecie mieszkał chłopiec.

Siedział pod drzewem.

— Dlaczego płaczesz?

— Nie płaczę.

— Twoje oczy mówią co innego.

Chłopiec otarł twarz.

— Mężczyźni nie płaczą.

— Kto ci to powiedział?

— Tata.

— A twój tata płacze?

— Nigdy.

Mały Książę spojrzał w niebo.

— To musi być bardzo samotny człowiek.

Chłopiec zaczął płakać.

Mały Książę nie powiedział „nie płacz”.

Powiedział:

— Możesz.

— Co?

— Możesz płakać.

— Dlaczego?

— Bo łzy nie czynią człowieka słabym.

Chłopiec spojrzał na niego.

— A czym go czynią?

— Prawdziwym.

Mały Książę pomyślał wtedy, że być może człowiek czasem najbardziej wstydzi się właśnie tego, co czyni go człowiekiem.

 

Rozdział VI

 

Człowiek bez cienia

 

Człowiek bez cienia przez całe życie próbował być kimś, kogo inni mogliby zaakceptować.

Był dobrym synem.

Dobrym pracownikiem.

Dobrym mężem.

Dobrym człowiekiem.

Tylko że coraz mniej wiedział, kim jest.

— Dlaczego nie masz cienia? — zapytał Mały Książę.

— Bo przez lata chodziłem cudzymi drogami.

— A teraz?

— Nie wiem, którędy iść.

— To dobrze.

— Dlaczego?

— Bo człowiek, który nie wie, dokąd iść, może po raz pierwszy wybrać własną drogę.

Mężczyzna spojrzał na ziemię.

— Boję się, że inni mnie nie zaakceptują.

— A ty akceptujesz siebie?

Mężczyzna nie odpowiedział.

I wtedy zrozumiał, że przez całe życie prosił innych o pozwolenie na bycie sobą.

 

Rozdział VII

 

Miasto pełne ludzi

 

W mieście były miliony ludzi.

Każdy miał telefon.

Każdy miał znajomych.

Każdy mógł napisać do kogoś w każdej chwili.

A jednak większość wyglądała na samotnych.

— Dlaczego? — zapytał Mały Książę starca siedzącego na ławce.

— Bo można być połączonym ze wszystkimi i nie być naprawdę blisko nikogo.

— Czego więc potrzebują?

Starzec odpowiedział:

— Kogoś, przed kim nie trzeba udawać.

Mały Książę spojrzał na przechodniów.

Nagle zauważył coś dziwnego.

Ludzie mijali innych i natychmiast ich oceniali.

Ten jest próżny.

Tamta jest brzydka.

Ten jest biedny.

Tamta jest głupia.

Ten jest słaby.

Mały Książę zapytał:

— Dlaczego tak łatwo widzą cudze wady?

Starzec odpowiedział:

— Bo cudza wada jest czasem bezpieczniejsza od własnej.

— Co masz na myśli?

— Człowiek potrafi długo patrzeć na innych, żeby nie musieć spojrzeć w siebie.

Mały Książę zapamiętał te słowa.

 

Rozdział VIII

 

Sprzedawca zapomnienia

 

Sprzedawca oferował ludziom zapomnienie.

Na półkach stały butelki.

„Wina”.

,Strata”.

„Wstyd”.

„Rozczarowanie”.

„Tęsknota”.

— Czy to działa? — zapytał Mały Książę.

— Na chwilę.

— A potem?

— Człowiek musi kupić kolejną butelkę.

— Dlaczego?

Sprzedawca westchnął.

— Bo rzeczy, których nie przeżyliśmy do końca, wracają.

Mały Książę spojrzał na półki.

— Nie sprzedajesz lekarstwa.

— Wiem.

— Sprzedajesz ucieczkę.

Sprzedawca spuścił głowę.

— Tak.

— A dokąd można uciec przed własnym sercem?

Sprzedawca odpowiedział:

— Nigdzie.

Mały Książę popatrzył na butelki.

— A co trzeba zrobić z bólem?

Sprzedawca odpowiedział:

— Posłuchać go.

— Dlaczego?

— Bo czasami ból mówi nam prawdę, której nie chcieliśmy usłyszeć.

 

Rozdział IX

 

Dziewczynka, która pamiętała

 

Dziewczynka miała mały kamień.

— Co w nim jest?

— Babcia.

Mały Książę uśmiechnął się.

— Przecież to tylko kamień.

— Dla ciebie.

Przyłożyła go do serca.

— Dla mnie jest wspomnieniem.

— Nie boisz się, że kiedyś zapomnisz?

— Nie.

— Skąd ta pewność?

Dziewczynka spojrzała na niego.

— Dopóki będę pamiętać, część jej będzie żyła we mnie.

Mały Książę zrozumiał, że człowiek może odejść z tego świata, a jednak pozostać w drugim człowieku.

Nie w pomniku.

Nie w fotografii.

W sposobie, w jaki ktoś się uśmiecha.

W słowach, które powtarza.

W dobru, którego nauczył.

 

Rozdział X

 

Lis, który nauczył się odchodzić

 

Lis był starszy.

— Czy pamiętasz Małego Księcia? — zapytał Mały Książę.

Lis spojrzał na niego.

— Nie pamiętam już wszystkiego.

— Więc co pamiętasz?

— To, kim byłem, kiedy byłeś obok.

Mały Książę zamilkł.

— Czy bardzo bolało, kiedy odszedłem?

— Tak.

— Więc dlaczego mnie nie zatrzymałeś?

Lis uśmiechnął się.

— Bo miłość nie polega na zamykaniu drzwi przed tym, kogo kochamy.

— A jeśli odejdzie?

— Pozwól.

— A jeśli nie wróci?

— Wtedy zostanie to, czego cię nauczył.

— A jeśli wróci?

Lis spojrzał mu w oczy.

— Wtedy sprawdź, czy wrócił człowiek, którego kochasz, czy tylko twoja tęsknota.

 

Rozdział XI

 

Człowiek, który zranił różę

 

Mężczyzna siedział obok połamanej róży.

— To ty?

— Co?

— Zrobiłeś jej krzywdę?

— Tak.

— Dlaczego?

— Bałem się, że ona zrani mnie pierwsza.

— Więc zraniłeś ją pierwszy?

— Tak.

— Pomogło?

— Nie.

— Dlaczego?

Mężczyzna spojrzał na różę.

— Bo człowiek nie staje się mniej samotny, kiedy niszczy to, czego się boi.

Mały Książę zapytał:

— Czego tak naprawdę się bałeś?

Mężczyzna długo milczał.

— Że nie będę wystarczająco dobry.

Mały Książę spojrzał na niego.

— Więc nie zraniłeś róży dlatego, że jej nie kochałeś.

— Nie.

— Zraniłeś ją dlatego, że nie umiałeś uwierzyć, że można kochać ciebie.

Mężczyzna spuścił głowę.

I pierwszy raz zobaczył, że czasami krzywdzimy innych nie przez brak miłości, lecz przez brak wiary, że sami jesteśmy jej warci.

Przeprosił różę.

Nie oczekiwał przebaczenia.

Po prostu powiedział prawdę.

 

Rozdział XII

 

Pustynia

 

Pustynia przyszła wtedy, kiedy Mały Książę nie miał już kogo pytać.

Nie było ludzi.

Nie było głosów.

Nie było odpowiedzi.

Był tylko piasek.

I on.

Usiadł.

Po raz pierwszy nie próbował znaleźć drogi.

Po prostu siedział.

I właśnie wtedy usłyszał własne myśli.

Najpierw się ich przestraszył.

Potem zaczął ich słuchać.

A jeszcze później zrozumiał, że całe życie najbardziej bał się nie samotności.

Bał się ciszy.

Bo cisza mówi prawdę.

I tej nocy Mały Książę zobaczył w piasku wiele twarzy.

Twarze ludzi, których spotkał.

Ale każda z nich powoli zaczęła przypominać jego własną.

 

Rozdział XIII

 

Mały Marcinek

 

Przy ognisku siedział chłopiec.

— Jak masz na imię?

— Marcinek.

— Na kogo czekasz?

— Na Gizeldę.

— Kim jest Gizelda?

— Moją żoną.

Mały Książę spojrzał na niego.

— Przecież jesteś dzieckiem.

Marcinek uśmiechnął się.

 

— Nie każda historia zaczyna się w tym samym miejscu.

Opowiedział o życiu, którego nie pamiętał całkowicie.

Był rycerzem.

Miał żonę Gizeldę.

Zginął podczas pojedynku.

— Dlaczego pamiętasz właśnie to?

Marcinek dotknął piersi.

— Bo są rzeczy, których pamięć przechowuje głębiej niż głowa.

— Po co wróciłeś?

— Bo nie wszystko zostało zakończone.

— Co?

— Miłość.

Mały Książę długo milczał.

— A jeśli nie spotkasz Gizeldy?

Marcinek spojrzał w ogień.

— Może spotkałem.

— I nie poznałeś?

— Może człowieka nie poznaje się po twarzy.

— Po czym?

— Po tym, że przy nim coś w tobie przestaje być obce.

Mały Książę spojrzał w gwiazdy.

Po raz pierwszy pomyślał, że niektóre spotkania mogą być starsze od pamięci.

 

Rozdział XIV

 

Wstyd, który prowadzi w górę

 

Na szczycie góry siedział starzec.

— Czego się wstydzisz?

— Siebie z dawnych lat.

— Nienawidzisz tego człowieka?

— Czasami.

— A gdybyś mógł z nim porozmawiać?

Starzec milczał.

— Co byś powiedział?

— Że mógł być lepszy.

— A potem?

— Że może jeszcze być.

Mały Książę spojrzał na niego.

— Czy wstyd jest zły?

— Nie zawsze.

— Kiedy nie?

— Kiedy nie mówi: „Jesteś bezwartościowy”.

Starzec spojrzał na dolinę.

— Tylko mówi: „Nie chcę już taki być”.

Mały Książę zrozumiał.

Wstyd może być kamieniem.

Ale może też być schodem.

Wszystko zależy od tego, co z nim zrobimy.

Jeśli zamienimy go w nienawiść do siebie — zacznie nas niszczyć.

Jeśli zamienimy go w odpowiedzialność — może poprowadzić nas wyżej.

 

Rozdział XV

 

Człowiek, który pisał

 

Na ostatniej planecie mieszkał człowiek z zeszytem.

— Dlaczego piszesz?

— Żeby nie zapomnieć tego, co czuję.

— A jeśli nikt tego nie przeczyta?

— To i tak będzie prawdą.

Mały Książę usiadł obok.

— Czego pragniesz najbardziej?

Człowiek odpowiedział:

— Żeby ktoś przeczytał moje słowa i pomyślał: „Nie jestem sam”.

Mały Książę uśmiechnął się.

— W takim razie pisz dalej.

— Dlaczego?

— Bo czasami człowiek nie potrzebuje odpowiedzi.

— Czego potrzebuje?

— Żeby ktoś wreszcie nazwał jego ból.

Człowiek zamknął zeszyt.

— A ty? Czego szukasz?

Mały Książę spojrzał w gwiazdy.

— Chyba siebie.

Człowiek uśmiechnął się.

— W takim razie jesteś już bardzo blisko.

 

Rozdział XVI

 

Róża

 

Kiedy Mały Książę wrócił na swoją planetę, róża była starsza.

On również.

— Widziałem wiele róż — powiedział.

— Wiem.

— Niektóre były piękniejsze.

— Wiem.

— Niektóre mniej kapryśne.

— Wiem.

— Niektóre łatwiejsze do kochania.

Róża zamilkła.

— I?

— Żadna nie była tobą.

Róża pochyliła płatki.

— Czego nauczyła cię podróż?

Mały Książę odpowiedział:

— Że człowiek może całe życie szukać kogoś, kto go pokocha, nie zauważając, że przez cały ten czas najbardziej potrzebował nauczyć się kochać siebie.

Róża spojrzała na niego.

— Tego nauczyła cię kobieta z lustrem?

— Tak.

— I czego jeszcze?

— Że czasami najbardziej boli nas w innych to, czego nie potrafimy zaakceptować w sobie.

Róża milczała.

— Jak to?

— Człowiek potrafi gardzić czyjąś słabością, bo przypomina mu własną.

— A pychą?

— Bo boi się własnej próżności.

— Kłamstwem?

— Bo zna swoje kłamstwa.

— Tchórzostwem?

— Bo sam kiedyś uciekł.

Róża spojrzała na niego bardzo uważnie.

— Więc inni są naszymi lustrami?

— Nie zawsze.

— Ale czasami?

— Czasami widzimy w nich siebie.

— I co wtedy?

Mały Książę odpowiedział:

— Możemy ich osądzić.

— Albo?

— Możemy zapytać, dlaczego tak bardzo nas drażnią.

Róża uśmiechnęła się.

— To trudniejsze.

— Dlatego ludzie tak rzadko to robią.

 

Rozdział XVII

 

Wszystkie lustra

 

Tej nocy Mały Książę długo nie spał.

Przed oczami przesuwały mu się wszystkie planety.

Człowiek, który wszystko liczył.

Kobieta z zatrzymanymi zegarami.

Kobieta, która nie widziała swojego piękna.

Chłopiec bez łez.

Człowiek bez cienia.

Miasto pełne samotnych ludzi.

Sprzedawca zapomnienia.

Dziewczynka z kamieniem.

Lis.

Człowiek, który zranił różę.

Starzec ze szczytu góry.

Marcinek.

Człowiek z zeszytem.

Nagle poczuł, że coś się w nim zmienia.

Zobaczył ich inaczej.

Człowiek, który wszystko liczył, nie był tylko chciwy.

Bał się utraty.

Kobieta z zegarami nie była tylko bierna.

Bała się, że życie może ją zranić.

Kobieta z lustrem nie była próżna.

Była dla siebie zbyt okrutna.

Chłopiec nie był słaby.

Po prostu zbyt długo musiał być silny.

Człowiek bez cienia nie był bez charakteru.

Tak długo próbował być kimś dla innych, że zapomniał, kim jest dla siebie.

Człowiek, który zranił różę, nie był pozbawiony miłości.

Bał się, że nie zasługuje na miłość.

Mały Książę zamknął oczy.

I wtedy zobaczył coś jeszcze.

Ich twarze zaczęły przypominać jego własną.

Człowiek, który wszystko liczył — był w nim.

Kobieta, która czekała — była w nim.

Chłopiec, który tłumił łzy — był w nim.

Człowiek bez cienia — był w nim.

Człowiek, który zranił różę — również.

Nawet ten, który najbardziej gardził sobą.

Mały Książę otworzył oczy.

— Czy to dlatego ich spotkałem? — zapytał.

Róża odpowiedziała:

— Być może.

— Żeby mnie czegoś nauczyli?

— Tak.

— Czego?

Róża pochyliła się nad nim.

— Że człowiek często patrzy na innych, kiedy powinien spojrzeć w siebie.

Mały Książę długo milczał.

— A jeśli zobaczę coś, czego w sobie nie lubię?

— Wtedy będziesz miał wybór.

— Jaki?

— Możesz to znienawidzić.

— Albo?

— Możesz to zrozumieć.

— A jeśli zrozumiem?

— Wtedy być może przestaniesz to przekazywać dalej.

Mały Książę spojrzał w gwiazdy.

Zrozumiał, że nie każdy człowiek, który nas rani, jest naszym nauczycielem.

Ale każda rana może stać się lekcją.

Nie musimy usprawiedliwiać zła.

Nie musimy pozwalać, żeby ktoś nas krzywdził.

Możemy jednak zapytać:

„Dlaczego ten człowiek poruszył we mnie coś tak głębokiego?”

Bo czasami największym lustrem jest człowiek, którego najbardziej nie lubimy.

A czasami tym, czego w nim nie znosimy,

jest coś, czego najbardziej nie potrafimy wybaczyć samym sobie.

 

Rozdział XVIII

 

Ostatnia gwiazda

 

Pewnego wieczoru Mały Książę zapytał różę:

— Czy boisz się śmierci?

— Tak.

— Dlaczego?

— Bo kocham życie.

— A jeśli życie się skończy?

Róża odpowiedziała:

— To nie znaczy, że wszystko, co było w nim prawdziwe, przestanie istnieć.

Mały Książę spojrzał w niebo.

— Co zostaje?

— To, co daliśmy innym.

— Pieniądze?

— Nie.

— Domy?

— Nie.

— Rzeczy?

— Nie.

— Więc co?

Róża pochyliła się ku niemu.

— Czyjeś serce, które dzięki tobie nauczyło się bić trochę odważniej.

Mały Książę długo patrzył na gwiazdy.

Jedna świeciła jaśniej od pozostałych.

— Myślisz, że byłem dobrym człowiekiem?

Róża milczała.

— Odpowiedz.

— Byłeś człowiekiem.

— To nie jest odpowiedź.

— Jest.

Mały Książę uśmiechnął się.

Bo zrozumiał.

Nie chodzi o to, żeby przeżyć życie bez błędów.

Nie chodzi o to, żeby nigdy nikogo nie zranić.

Nie chodzi o to, żeby zawsze wiedzieć, dokąd iść.

Chodzi o to, żeby kiedy już zobaczymy swoje błędy, nie przejść obok nich obojętnie.

Żeby umieć powiedzieć:

„Przepraszam.”

„Kocham.”

„Boję się.”

„Potrzebuję cię.”

„Potrzebuję siebie.”

„Nie wiem.”

„Ale spróbuję.”

Mały Książę spojrzał na swoją różę.

— Wiesz, czego nauczyłem się najbardziej?

— Czego?

— Że człowiek nie jest tym, co posiada.

Nie jest tym, co osiągnął.

Nie jest tym, co inni o nim mówią.

Nie jest nawet tym, ile razy upadł.

Człowiek jest tym,

co robi po każdym swoim upadku.

Róża milczała.

— A najważniejsze?

— Najważniejsze jest to, czego nie widać.

Mały Książę pokiwał głową.

— Już rozumiem.

— Co?

— Że serce nie jest po to, żeby chronić je przed życiem.

— Po co więc?

— Żeby nim żyć.

Tej nocy Mały Książę położył się obok róży.

Nie wiedział, czy rano wstanie.

Nie wiedział, dokąd poprowadzi go następny dzień.

Po raz pierwszy nie potrzebował wiedzieć.

Bo człowiek, który przestaje bać się tego, czego nie zna,

zaczyna naprawdę żyć.

A kiedy rano słońce pojawiło się nad planetą,

Małego Księcia już tam nie było.

Nie wiadomo, dokąd poszedł.

Niektórzy mówią, że wrócił między gwiazdy.

Inni, że został.

Jeszcze inni twierdzą, że można go czasami spotkać na pustyni.

Siedzi przy ognisku.

Nic nie mówi.

Po prostu słucha.

Słucha ludzi, którzy myślą, że nikt ich nie rozumie.

I jeśli któregoś wieczoru spojrzysz w niebo,

a jedna z gwiazd wyda ci się jaśniejsza od pozostałych,

nie pytaj dlaczego.

Zatrzymaj się.

Pomyśl o kimś, kogo kochasz.

O kimś, komu nie zdążyłeś powiedzieć „przepraszam”.

O kimś, komu powinieneś powiedzieć „dziękuję”.

O kimś, za kim tęsknisz.

A potem pomyśl o sobie.

Nie o człowieku, którym kazano ci zostać.

Nie o człowieku, którego świat ocenia.

Tylko o tym dziecku, które kiedyś patrzyło w gwiazdy i wierzyło, że dobro ma sens.

Być może ono nadal tam jest.

Czeka.

Nie na lepsze życie.

Nie na idealnego człowieka.

Nie na właściwy moment.

Czeka tylko na jedno:

żebyś wreszcie przestał przed nim uciekać.

Bo może właśnie na tym polega najdalsza podróż.

Nie na dotarciu do innej planety.

Nie na odnalezieniu drugiego człowieka.

Nie na poznaniu całego świata.

Tylko na przejściu całej drogi,

która prowadzi z powrotem do własnego serca.

I może dlatego spotykamy na swojej drodze tylu ludzi.

Jedni pokazują nam, kim chcemy być.

Inni pokazują nam, kim boimy się zostać.

Jeszcze inni pokazują nam to,

czym gardzimy,

czego się wstydzimy,

czego nie potrafimy sobie wybaczyć.

Ale najtrudniejsze lustra nie pokazują naszych wad.

Pokazują nam te części nas,

które najbardziej potrzebują miłości.

Bo może człowiek nie pojawia się w naszym życiu tylko po to, żeby nas pokochać.

Czasami pojawia się po to,

żeby pokazać nam miejsce,

w którym sami siebie jeszcze nie pokochaliśmy.

I może właśnie dlatego

niektórzy ludzie tak bardzo nas drażnią.

Nie dlatego, że są tacy jak my.

Ale dlatego,

że przypominają nam o czymś,

czego w sobie nie chcemy zobaczyć.

Mały Książę zrozumiał wtedy, że najważniejszą rzeczą, jaką można zrobić dla drugiego człowieka, nie jest powiedzieć:

„Wiem, jaki jesteś.”

Lepiej powiedzieć:

„Spróbuję zrozumieć, przez co przeszedłeś.”

A sobie samemu:

„Spróbuję zrozumieć, dlaczego jestem taki, jaki jestem.”

Bo dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zmiana.

Nie od nienawiści do siebie.

Nie od udawania, że nic się nie stało.

Nie od wymazywania przeszłości.

Tylko od spojrzenia na siebie

bez ucieczki,

bez kłamstwa,

bez pogardy.

I może właśnie wtedy człowiek po raz pierwszy naprawdę wraca do domu.

Do siebie.

Do swojego serca.

Do tego małego dziecka,

które kiedyś patrzyło w gwiazdy

i jeszcze nie wiedziało,

jak wiele razy życie będzie próbowało przekonać je,

że nie warto kochać.

A ono mimo wszystko

będzie kochało.

Będzie upadało.

Będzie wstawało.

Będzie płakało.

Będzie wybaczało.

Będzie tęskniło.

Będzie szukało.

Aż pewnego dnia zrozumie,

że przez cały ten czas

nie szukało drogi do świata.

Szukało drogi do siebie.

I wtedy ostatnia gwiazda zgaśnie dopiero o świcie.

Nie dlatego, że przestała świecić.

Tylko dlatego, że człowiek wreszcie nauczył się patrzeć własnym śercem

 

Koniec?

💙.

 

Rozdział III

 

Kobieta z zatrzymanym zegarem

 

Na kolejnej planecie stały setki zegarów.

Żaden nie działał.

— Dlaczego je zatrzymałaś? — zapytał Mały Książę.

— Żeby czas nie uciekł.

— Udało się?

— Nie.

— Co zrobił?

— Poszedł dalej.

Kobieta przez całe życie czekała na właściwy moment.

Na właściwego człowieka.

Na właściwą chwilę.

Na odwagę.

Na lepsze jutro.

Aż któregoś dnia odkryła, że całe jej życie składało się z jednego słowa:

„Później”.

— Czego najbardziej żałujesz? — zapytał Mały Książę.

— Tego, że czekałam na życie, zamiast je przeżywać.

— A teraz?

Kobieta spojrzała na zegary.

— Teraz boję się, że jest za późno.

Mały Książę podszedł do okna.

— Czy słońce pyta, czy jest właściwy moment, zanim wzejdzie?

Kobieta uśmiechnęła się pierwszy raz od dawna.

— Nie.

— To może ty też nie musisz.

Podeszła do pierwszego zegara.

Ruszyła wskazówki.

Nie po to, żeby odzyskać czas.

Tylko po to, żeby zacząć go zauważać.

 

Rozdział IV

 

Kobieta, która nie widziała swojego piękna

 

Na tej planecie mieszkała kobieta.

Każdego ranka stawała przed lustrem.

Patrzyła na siebie długo.

A potem odwracała wzrok.

— Co widzisz? — zapytał Mały Książę.

— Niedoskonałości.

— A co jeszcze?

— Nic.

Mały Książę spojrzał na nią.

— Czy lustro kłamie?

— Nie.

— Więc dlaczego pokazuje ci tylko to, czego nie lubisz?

Kobieta nie odpowiedziała.

Na jej twarzy były drobne zmarszczki.

Pod oczami cień.

Na policzku niewielka blizna.

— Co to? — zapytał.

— Pamiątka.

— Po czym?

— Po życiu.

Dotknęła blizny.

— Tutaj ktoś mnie zranił.

— A tutaj?

Wskazała na serce.

— Tutaj zraniłam się sama.

— Jak?

— Uwierzyłam, że nie jestem wystarczająco dobra.

— Kto ci to powiedział?

— Wielu ludzi.

— A ty?

Kobieta milczała.

— Czy ty sama też sobie to powtarzałaś?

— Każdego dnia.

Mały Książę odwrócił lustro.

— Dlaczego?

— Żebyś dzisiaj nie patrzyła na twarz.

— To na co?

— Na człowieka.

Kobieta zaczęła płakać.

— Nie wiem, jak pokochać siebie.

— Nie zaczynaj od miłości.

— Od czego?

— Od tego, żeby przestać siebie krzywdzić.

Kobieta spojrzała na niego.

— A jeśli nie potrafię zobaczyć swojego piękna?

Mały Książę odpowiedział:

— To na razie zobacz swoje życie.

— Co w nim jest pięknego?

— To, że mimo wszystkiego nadal tutaj jesteś.

Kobieta spojrzała w lustro jeszcze raz.

Tym razem nie szukała zmarszczek.

Nie liczyła niedoskonałości.

Zobaczyła kobietę.

Zmęczoną.

Poranioną.

Ale żywą.

I po raz pierwszy od wielu lat powiedziała do swojego odbicia:

— Przepraszam, że tak długo cię nie widziałam.

To było jej pierwsze spojrzenie pełne miłości.

 

Rozdział V

 

Chłopiec bez łez

 

Na następnej planecie mieszkał chłopiec.

Siedział pod drzewem.

— Dlaczego płaczesz?

— Nie płaczę.

— Twoje oczy mówią co innego.

Chłopiec otarł twarz.

— Mężczyźni nie płaczą.

— Kto ci to powiedział?

— Tata.

— A twój tata płacze?

— Nigdy.

Mały Książę spojrzał w niebo.

— To musi być bardzo samotny człowiek.

Chłopiec zaczął płakać.

Mały Książę nie powiedział „nie płacz”.

Powiedział:

— Możesz.

— Co?

— Możesz płakać.

— Dlaczego?

— Bo łzy nie czynią człowieka słabym.

Chłopiec spojrzał na niego.

— A czym go czynią?

— Prawdziwym.

Mały Książę pomyślał wtedy, że być może człowiek czasem najbardziej wstydzi się właśnie tego, co czyni go człowiekiem.

 

Rozdział VI

 

Człowiek bez cienia

 

Człowiek bez cienia przez całe życie próbował być kimś, kogo inni mogliby zaakceptować.

Był dobrym synem.

Dobrym pracownikiem.

Dobrym mężem.

Dobrym człowiekiem.

Tylko że coraz mniej wiedział, kim jest.

— Dlaczego nie masz cienia? — zapytał Mały Książę.

— Bo przez lata chodziłem cudzymi drogami.

— A teraz?

— Nie wiem, którędy iść.

— To dobrze.

— Dlaczego?

— Bo człowiek, który nie wie, dokąd iść, może po raz pierwszy wybrać własną drogę.

Mężczyzna spojrzał na ziemię.

— Boję się, że inni mnie nie zaakceptują.

— A ty akceptujesz siebie?

Mężczyzna nie odpowiedział.

I wtedy zrozumiał, że przez całe życie prosił innych o pozwolenie na bycie sobą.

 

Rozdział VII

 

Miasto pełne ludzi

 

W mieście były miliony ludzi.

Każdy miał telefon.

Każdy miał znajomych.

Każdy mógł napisać do kogoś w każdej chwili.

A jednak większość wyglądała na samotnych.

— Dlaczego? — zapytał Mały Książę starca siedzącego na ławce.

— Bo można być połączonym ze wszystkimi i nie być naprawdę blisko nikogo.

— Czego więc potrzebują?

Starzec odpowiedział:

— Kogoś, przed kim nie trzeba udawać.

Mały Książę spojrzał na przechodniów.

Nagle zauważył coś dziwnego.

Ludzie mijali innych i natychmiast ich oceniali.

Ten jest próżny.

Tamta jest brzydka.

Ten jest biedny.

Tamta jest głupia.

Ten jest słaby.

Mały Książę zapytał:

— Dlaczego tak łatwo widzą cudze wady?

Starzec odpowiedział:

— Bo cudza wada jest czasem bezpieczniejsza od własnej.

— Co masz na myśli?

— Człowiek potrafi długo patrzeć na innych, żeby nie musieć spojrzeć w siebie.

Mały Książę zapamiętał te słowa.

 

Rozdział VIII

 

Sprzedawca zapomnienia

 

Sprzedawca oferował ludziom zapomnienie.

Na półkach stały butelki.

„Wina”.

,Strata”.

„Wstyd”.

„Rozczarowanie”.

„Tęsknota”.

— Czy to działa? — zapytał Mały Książę.

— Na chwilę.

— A potem?

— Człowiek musi kupić kolejną butelkę.

— Dlaczego?

Sprzedawca westchnął.

— Bo rzeczy, których nie przeżyliśmy do końca, wracają.

Mały Książę spojrzał na półki.

— Nie sprzedajesz lekarstwa.

— Wiem.

— Sprzedajesz ucieczkę.

Sprzedawca spuścił głowę.

— Tak.

— A dokąd można uciec przed własnym sercem?

Sprzedawca odpowiedział:

— Nigdzie.

Mały Książę popatrzył na butelki.

— A co trzeba zrobić z bólem?

Sprzedawca odpowiedział:

— Posłuchać go.

— Dlaczego?

— Bo czasami ból mówi nam prawdę, której nie chcieliśmy usłyszeć.

 

Rozdział IX

 

Dziewczynka, która pamiętała

 

Dziewczynka miała mały kamień.

— Co w nim jest?

— Babcia.

Mały Książę uśmiechnął się.

— Przecież to tylko kamień.

— Dla ciebie.

Przyłożyła go do serca.

— Dla mnie jest wspomnieniem.

— Nie boisz się, że kiedyś zapomnisz?

— Nie.

— Skąd ta pewność?

Dziewczynka spojrzała na niego.

— Dopóki będę pamiętać, część jej będzie żyła we mnie.

Mały Książę zrozumiał, że człowiek może odejść z tego świata, a jednak pozostać w drugim człowieku.

Nie w pomniku.

Nie w fotografii.

W sposobie, w jaki ktoś się uśmiecha.

W słowach, które powtarza.

W dobru, którego nauczył.

 

Rozdział X

 

Lis, który nauczył się odchodzić

 

Lis był starszy.

— Czy pamiętasz Małego Księcia? — zapytał Mały Książę.

Lis spojrzał na niego.

— Nie pamiętam już wszystkiego.

— Więc co pamiętasz?

— To, kim byłem, kiedy byłeś obok.

Mały Książę zamilkł.

— Czy bardzo bolało, kiedy odszedłem?

— Tak.

— Więc dlaczego mnie nie zatrzymałeś?

Lis uśmiechnął się.

— Bo miłość nie polega na zamykaniu drzwi przed tym, kogo kochamy.

— A jeśli odejdzie?

— Pozwól.

— A jeśli nie wróci?

— Wtedy zostanie to, czego cię nauczył.

— A jeśli wróci?

Lis spojrzał mu w oczy.

— Wtedy sprawdź, czy wrócił człowiek, którego kochasz, czy tylko twoja tęsknota.

 

Rozdział XI

 

Człowiek, który zranił różę

 

Mężczyzna siedział obok połamanej róży.

— To ty?

— Co?

— Zrobiłeś jej krzywdę?

— Tak.

— Dlaczego?

— Bałem się, że ona zrani mnie pierwsza.

— Więc zraniłeś ją pierwszy?

— Tak.

— Pomogło?

— Nie.

— Dlaczego?

Mężczyzna spojrzał na różę.

— Bo człowiek nie staje się mniej samotny, kiedy niszczy to, czego się boi.

Mały Książę zapytał:

— Czego tak naprawdę się bałeś?

Mężczyzna długo milczał.

— Że nie będę wystarczająco dobry.

Mały Książę spojrzał na niego.

— Więc nie zraniłeś róży dlatego, że jej nie kochałeś.

— Nie.

— Zraniłeś ją dlatego, że nie umiałeś uwierzyć, że można kochać ciebie.

Mężczyzna spuścił głowę.

I pierwszy raz zobaczył, że czasami krzywdzimy innych nie przez brak miłości, lecz przez brak wiary, że sami jesteśmy jej warci.

Przeprosił różę.

Nie oczekiwał przebaczenia.

Po prostu powiedział prawdę.

 

Rozdział XII

 

Pustynia

 

Pustynia przyszła wtedy, kiedy Mały Książę nie miał już kogo pytać.

Nie było ludzi.

Nie było głosów.

Nie było odpowiedzi.

Był tylko piasek.

I on.

Usiadł.

Po raz pierwszy nie próbował znaleźć drogi.

Po prostu siedział.

I właśnie wtedy usłyszał własne myśli.

Najpierw się ich przestraszył.

Potem zaczął ich słuchać.

A jeszcze później zrozumiał, że całe życie najbardziej bał się nie samotności.

Bał się ciszy.

Bo cisza mówi prawdę.

I tej nocy Mały Książę zobaczył w piasku wiele twarzy.

Twarze ludzi, których spotkał.

Ale każda z nich powoli zaczęła przypominać jego własną.

 

Rozdział XIII

 

Mały Marcinek

 

Przy ognisku siedział chłopiec.

— Jak masz na imię?

— Marcinek.

— Na kogo czekasz?

— Na Gizeldę.

— Kim jest Gizelda?

— Moją żoną.

Mały Książę spojrzał na niego.

— Przecież jesteś dzieckiem.

Marcinek uśmiechnął się.

 

— Nie każda historia zaczyna się w tym samym miejscu.

Opowiedział o życiu, którego nie pamiętał całkowicie.

Był rycerzem.

Miał żonę Gizeldę.

Zginął podczas pojedynku.

— Dlaczego pamiętasz właśnie to?

Marcinek dotknął piersi.

— Bo są rzeczy, których pamięć przechowuje głębiej niż głowa.

— Po co wróciłeś?

— Bo nie wszystko zostało zakończone.

— Co?

— Miłość.

Mały Książę długo milczał.

— A jeśli nie spotkasz Gizeldy?

Marcinek spojrzał w ogień.

— Może spotkałem.

— I nie poznałeś?

— Może człowieka nie poznaje się po twarzy.

— Po czym?

— Po tym, że przy nim coś w tobie przestaje być obce.

Mały Książę spojrzał w gwiazdy.

Po raz pierwszy pomyślał, że niektóre spotkania mogą być starsze od pamięci.

 

Rozdział XIV

 

Wstyd, który prowadzi w górę

 

Na szczycie góry siedział starzec.

— Czego się wstydzisz?

— Siebie z dawnych lat.

— Nienawidzisz tego człowieka?

— Czasami.

— A gdybyś mógł z nim porozmawiać?

Starzec milczał.

— Co byś powiedział?

— Że mógł być lepszy.

— A potem?

— Że może jeszcze być.

Mały Książę spojrzał na niego.

— Czy wstyd jest zły?

— Nie zawsze.

— Kiedy nie?

— Kiedy nie mówi: „Jesteś bezwartościowy”.

Starzec spojrzał na dolinę.

— Tylko mówi: „Nie chcę już taki być”.

Mały Książę zrozumiał.

Wstyd może być kamieniem.

Ale może też być schodem.

Wszystko zależy od tego, co z nim zrobimy.

Jeśli zamienimy go w nienawiść do siebie — zacznie nas niszczyć.

Jeśli zamienimy go w odpowiedzialność — może poprowadzić nas wyżej.

 

Rozdział XV

 

Człowiek, który pisał

 

Na ostatniej planecie mieszkał człowiek z zeszytem.

— Dlaczego piszesz?

— Żeby nie zapomnieć tego, co czuję.

— A jeśli nikt tego nie przeczyta?

— To i tak będzie prawdą.

Mały Książę usiadł obok.

— Czego pragniesz najbardziej?

Człowiek odpowiedział:

— Żeby ktoś przeczytał moje słowa i pomyślał: „Nie jestem sam”.

Mały Książę uśmiechnął się.

— W takim razie pisz dalej.

— Dlaczego?

— Bo czasami człowiek nie potrzebuje odpowiedzi.

— Czego potrzebuje?

— Żeby ktoś wreszcie nazwał jego ból.

Człowiek zamknął zeszyt.

— A ty? Czego szukasz?

Mały Książę spojrzał w gwiazdy.

— Chyba siebie.

Człowiek uśmiechnął się.

— W takim razie jesteś już bardzo blisko.

 

Rozdział XVI

 

Róża

 

Kiedy Mały Książę wrócił na swoją planetę, róża była starsza.

On również.

— Widziałem wiele róż — powiedział.

— Wiem.

— Niektóre były piękniejsze.

— Wiem.

— Niektóre mniej kapryśne.

— Wiem.

— Niektóre łatwiejsze do kochania.

Róża zamilkła.

— I?

— Żadna nie była tobą.

Róża pochyliła płatki.

— Czego nauczyła cię podróż?

Mały Książę odpowiedział:

— Że człowiek może całe życie szukać kogoś, kto go pokocha, nie zauważając, że przez cały ten czas najbardziej potrzebował nauczyć się kochać siebie.

Róża spojrzała na niego.

— Tego nauczyła cię kobieta z lustrem?

— Tak.

— I czego jeszcze?

— Że czasami najbardziej boli nas w innych to, czego nie potrafimy zaakceptować w sobie.

Róża milczała.

— Jak to?

— Człowiek potrafi gardzić czyjąś słabością, bo przypomina mu własną.

— A pychą?

— Bo boi się własnej próżności.

— Kłamstwem?

— Bo zna swoje kłamstwa.

— Tchórzostwem?

— Bo sam kiedyś uciekł.

Róża spojrzała na niego bardzo uważnie.

— Więc inni są naszymi lustrami?

— Nie zawsze.

— Ale czasami?

— Czasami widzimy w nich siebie.

— I co wtedy?

Mały Książę odpowiedział:

— Możemy ich osądzić.

— Albo?

— Możemy zapytać, dlaczego tak bardzo nas drażnią.

Róża uśmiechnęła się.

— To trudniejsze.

— Dlatego ludzie tak rzadko to robią.

 

Rozdział XVII

 

Wszystkie lustra

 

Tej nocy Mały Książę długo nie spał.

Przed oczami przesuwały mu się wszystkie planety.

Człowiek, który wszystko liczył.

Kobieta z zatrzymanymi zegarami.

Kobieta, która nie widziała swojego piękna.

Chłopiec bez łez.

Człowiek bez cienia.

Miasto pełne samotnych ludzi.

Sprzedawca zapomnienia.

Dziewczynka z kamieniem.

Lis.

Człowiek, który zranił różę.

Starzec ze szczytu góry.

Marcinek.

Człowiek z zeszytem.

Nagle poczuł, że coś się w nim zmienia.

Zobaczył ich inaczej.

Człowiek, który wszystko liczył, nie był tylko chciwy.

Bał się utraty.

Kobieta z zegarami nie była tylko bierna.

Bała się, że życie może ją zranić.

Kobieta z lustrem nie była próżna.

Była dla siebie zbyt okrutna.

Chłopiec nie był słaby.

Po prostu zbyt długo musiał być silny.

Człowiek bez cienia nie był bez charakteru.

Tak długo próbował być kimś dla innych, że zapomniał, kim jest dla siebie.

Człowiek, który zranił różę, nie był pozbawiony miłości.

Bał się, że nie zasługuje na miłość.

Mały Książę zamknął oczy.

I wtedy zobaczył coś jeszcze.

Ich twarze zaczęły przypominać jego własną.

Człowiek, który wszystko liczył — był w nim.

Kobieta, która czekała — była w nim.

Chłopiec, który tłumił łzy — był w nim.

Człowiek bez cienia — był w nim.

Człowiek, który zranił różę — również.

Nawet ten, który najbardziej gardził sobą.

Mały Książę otworzył oczy.

— Czy to dlatego ich spotkałem? — zapytał.

Róża odpowiedziała:

— Być może.

— Żeby mnie czegoś nauczyli?

— Tak.

— Czego?

Róża pochyliła się nad nim.

— Że człowiek często patrzy na innych, kiedy powinien spojrzeć w siebie.

Mały Książę długo milczał.

— A jeśli zobaczę coś, czego w sobie nie lubię?

— Wtedy będziesz miał wybór.

— Jaki?

— Możesz to znienawidzić.

— Albo?

— Możesz to zrozumieć.

— A jeśli zrozumiem?

— Wtedy być może przestaniesz to przekazywać dalej.

Mały Książę spojrzał w gwiazdy.

Zrozumiał, że nie każdy człowiek, który nas rani, jest naszym nauczycielem.

Ale każda rana może stać się lekcją.

Nie musimy usprawiedliwiać zła.

Nie musimy pozwalać, żeby ktoś nas krzywdził.

Możemy jednak zapytać:

„Dlaczego ten człowiek poruszył we mnie coś tak głębokiego?”

Bo czasami największym lustrem jest człowiek, którego najbardziej nie lubimy.

A czasami tym, czego w nim nie znosimy,

jest coś, czego najbardziej nie potrafimy wybaczyć samym sobie.

 

Rozdział XVIII

 

Ostatnia gwiazda

 

Pewnego wieczoru Mały Książę zapytał różę:

— Czy boisz się śmierci?

— Tak.

— Dlaczego?

— Bo kocham życie.

— A jeśli życie się skończy?

Róża odpowiedziała:

— To nie znaczy, że wszystko, co było w nim prawdziwe, przestanie istnieć.

Mały Książę spojrzał w niebo.

— Co zostaje?

— To, co daliśmy innym.

— Pieniądze?

— Nie.

— Domy?

— Nie.

— Rzeczy?

— Nie.

— Więc co?

Róża pochyliła się ku niemu.

— Czyjeś serce, które dzięki tobie nauczyło się bić trochę odważniej.

Mały Książę długo patrzył na gwiazdy.

Jedna świeciła jaśniej od pozostałych.

— Myślisz, że byłem dobrym człowiekiem?

Róża milczała.

— Odpowiedz.

— Byłeś człowiekiem.

— To nie jest odpowiedź.

— Jest.

Mały Książę uśmiechnął się.

Bo zrozumiał.

Nie chodzi o to, żeby przeżyć życie bez błędów.

Nie chodzi o to, żeby nigdy nikogo nie zranić.

Nie chodzi o to, żeby zawsze wiedzieć, dokąd iść.

Chodzi o to, żeby kiedy już zobaczymy swoje błędy, nie przejść obok nich obojętnie.

Żeby umieć powiedzieć:

„Przepraszam.”

„Kocham.”

„Boję się.”

„Potrzebuję cię.”

„Potrzebuję siebie.”

„Nie wiem.”

„Ale spróbuję.”

Mały Książę spojrzał na swoją różę.

— Wiesz, czego nauczyłem się najbardziej?

— Czego?

— Że człowiek nie jest tym, co posiada.

Nie jest tym, co osiągnął.

Nie jest tym, co inni o nim mówią.

Nie jest nawet tym, ile razy upadł.

Człowiek jest tym,

co robi po każdym swoim upadku.

Róża milczała.

— A najważniejsze?

— Najważniejsze jest to, czego nie widać.

Mały Książę pokiwał głową.

— Już rozumiem.

— Co?

— Że serce nie jest po to, żeby chronić je przed życiem.

— Po co więc?

— Żeby nim żyć.

Tej nocy Mały Książę położył się obok róży.

Nie wiedział, czy rano wstanie.

Nie wiedział, dokąd poprowadzi go następny dzień.

Po raz pierwszy nie potrzebował wiedzieć.

Bo człowiek, który przestaje bać się tego, czego nie zna,

zaczyna naprawdę żyć.

A kiedy rano słońce pojawiło się nad planetą,

Małego Księcia już tam nie było.

Nie wiadomo, dokąd poszedł.

Niektórzy mówią, że wrócił między gwiazdy.

Inni, że został.

Jeszcze inni twierdzą, że można go czasami spotkać na pustyni.

Siedzi przy ognisku.

Nic nie mówi.

Po prostu słucha.

Słucha ludzi, którzy myślą, że nikt ich nie rozumie.

I jeśli któregoś wieczoru spojrzysz w niebo,

a jedna z gwiazd wyda ci się jaśniejsza od pozostałych,

nie pytaj dlaczego.

Zatrzymaj się.

Pomyśl o kimś, kogo kochasz.

O kimś, komu nie zdążyłeś powiedzieć „przepraszam”.

O kimś, komu powinieneś powiedzieć „dziękuję”.

O kimś, za kim tęsknisz.

A potem pomyśl o sobie.

Nie o człowieku, którym kazano ci zostać.

Nie o człowieku, którego świat ocenia.

Tylko o tym dziecku, które kiedyś patrzyło w gwiazdy i wierzyło, że dobro ma sens.

Być może ono nadal tam jest.

Czeka.

Nie na lepsze życie.

Nie na idealnego człowieka.

Nie na właściwy moment.

Czeka tylko na jedno:

żebyś wreszcie przestał przed nim uciekać.

Bo może właśnie na tym polega najdalsza podróż.

Nie na dotarciu do innej planety.

Nie na odnalezieniu drugiego człowieka.

Nie na poznaniu całego świata.

Tylko na przejściu całej drogi,

która prowadzi z powrotem do własnego serca.

I może dlatego spotykamy na swojej drodze tylu ludzi.

Jedni pokazują nam, kim chcemy być.

Inni pokazują nam, kim boimy się zostać.

Jeszcze inni pokazują nam to,

czym gardzimy,

czego się wstydzimy,

czego nie potrafimy sobie wybaczyć.

Ale najtrudniejsze lustra nie pokazują naszych wad.

Pokazują nam te części nas,

które najbardziej potrzebują miłości.

Bo może człowiek nie pojawia się w naszym życiu tylko po to, żeby nas pokochać.

Czasami pojawia się po to,

żeby pokazać nam miejsce,

w którym sami siebie jeszcze nie pokochaliśmy.

I może właśnie dlatego

niektórzy ludzie tak bardzo nas drażnią.

Nie dlatego, że są tacy jak my.

Ale dlatego,

że przypominają nam o czymś,

czego w sobie nie chcemy zobaczyć.

Mały Książę zrozumiał wtedy, że najważniejszą rzeczą, jaką można zrobić dla drugiego człowieka, nie jest powiedzieć:

„Wiem, jaki jesteś.”

Lepiej powiedzieć:

„Spróbuję zrozumieć, przez co przeszedłeś.”

A sobie samemu:

„Spróbuję zrozumieć, dlaczego jestem taki, jaki jestem.”

Bo dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zmiana.

Nie od nienawiści do siebie.

Nie od udawania, że nic się nie stało.

Nie od wymazywania przeszłości.

Tylko od spojrzenia na siebie

bez ucieczki,

bez kłamstwa,

bez pogardy.

I może właśnie wtedy człowiek po raz pierwszy naprawdę wraca do domu.

Do siebie.

Do swojego serca.

Do tego małego dziecka,

które kiedyś patrzyło w gwiazdy

i jeszcze nie wiedziało,

jak wiele razy życie będzie próbowało przekonać je,

że nie warto kochać.

A ono mimo wszystko

będzie kochało.

Będzie upadało.

Będzie wstawało.

Będzie płakało.

Będzie wybaczało.

Będzie tęskniło.

Będzie szukało.

Aż pewnego dnia zrozumie,

że przez cały ten czas

nie szukało drogi do świata.

Szukało drogi do siebie.

I wtedy ostatnia gwiazda zgaśnie dopiero o świcie.

Nie dlatego, że przestała świecić.

Tylko dlatego, że człowiek wreszcie nauczył się patrzeć własnym śercem

 

Koniec?

💙

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Aeliora godzinę temu

    Piękne uwielbiam Małego Księcia

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania