– Mam nadzieję, że zaboli.

Szpetny odcień niebieskiego przykryty gwieździstą tuniką rozświetlającą ulice cichego miasta wypełnił mój wzrok, jak tylko wyszłam na balkon. Szkarłatne pajęcze lilie w doniczkach zdobiły balustradę odkąd pamiętam, niemalże porywając za sobą spojrzenie, ale moje oczy skierowane są ku pustej popielniczce na małym, szklanym stole przy którym zawsze siedziałaś.

 

Dym twoich papierosów dusił mnie i zatruwał od środka, jednak ty nie zdawałaś sobie sprawy. Wychodziłaś na balkon, a ja zawsze byłam z tobą. Przy otwartym oknie siedziałam na podłodze, w kuchni, skulona we własnych chudych obięciach. Wdychając kolejne cząsteczki chemiczne, nauczona by miłości szukać w samotności, spędzałam czas z tobą, wierząc naiwnie, że mnie kochasz.

 

Pusta przestrzeń tarasu jest teraz tak nieznajoma i odmienna. Dla oczu przywykłych do rozbitego szkła coś niezwykłego, niemalże obcego. Aż łzy wypływają by pokalać nieskazitelnie czystą przestrzeń wyrzutami sumienia.

 

Szereg pustych butelek leżał zawsze na stole w tej samej aranżacji. Każdy o innym kolorze, by nie znudzić bardziej twych znużonych życiem oczu. Szary dym unosił się w powietrzu, a ty sięgałaś po mililitry trunku — twojej prawdziwej miłości.

Liczyłam każdy twój łyk, mając nadzieję, że żaden nie będzie ostatnim. W końcu nadzieja umiera, a kropla ostatnia wylewa się z butli.

 

Wracałaś wtem do środka. Wracałaś, by okazać miłość przez moment. Wykrzykując sekwencje agresywnych głosek, których znaczenia wcześniej nie znałam, zostawiałaś po sobie znaki swych uczuć na mojej bladej skórze.

 

Zapytałam Cię raz, dlaczego okazywanie uczuć tak boli.

 

Rzekłaś wtedy: „Miłość to cierpienie. Ból, łzy i nieszczęście.”

 

Zimny wiatr rozwiewa moje włosy, a ja ze zmęczenia siadam na twoim krześle. Na krześle, na którym już nigdy więcej nie usiądziesz,

Plamy czerwonej z rąk mych zmyć już nie ma jak, dlatego mam nadzieję, że przynajmniej twój pośmiertny wyrok przewyższy ten, zadany przeze mnie na ziemi.

 

Mam nadzieję, że zaboli.

 

Tak, jak twoja “miłość” bolała mnie, Mamo.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • najmniejsza 2 dni temu
    Wstrząsający tekst.
  • Dr. Emil 2 dni temu
    Noo.
    Straszne ale i ładne i takie prawdziwe.
  • Mona Demona 2 dni temu
    Aż nie wiem, co napisać. To bardzo mocny tekst — kopie emocjonalnie prosto w serce. Ostatnie słowo mnie powaliło. Daję 5. Nie wiem — za treść, za tego kopa… po prostu czuję, że muszę.
  • AleksanderIK 2 dni temu
    Wow dziękuję bardzo 🫶 Trochę bałam się opublikować ten tekst, jednak ogromnie się cieszę z tego, jak wyszedł. Dziękuję za podzieleniem się swoją opinią — to wiele dla mnie znaczy :]]
  • zsrrknight wczoraj o 9:18
    całkiem niezłe. Wygląda na to, że proza lepiej ci wychodzi niż poezja

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania