Mamo.

Budzę się rano

i zapominam.

Przez tę jedną, krótką chwilę -

zapominam, że Cię nie ma.

 

A potem pamiętam.

I świat pęka na pół.

 

Sięgam po telefon,

chcę do Ciebie zadzwonić,

opowiedzieć Ci o wczorajszym dniu,

o głupocie, która mnie spotkała,

o tym, jak ktoś mnie skrzywdził.

 

Ale Twój numer to już tylko cyfry.

Martwe cyfry.

Które nigdy nie usłyszą mojego głosu.

 

Czasami stoję w kuchni

i czuję zapach Twojej kawy.

To niemożliwe - wiem.

Ale czuję.

I przez sekundę - jesteś tu.

 

Potem cisza.

Pusta, przytłaczająca cisza.

 

Mamo, tyle chciałbym Ci powiedzieć,

tyle spraw zostało niedokończonych,

tyle słów niewypowiedzianych.

Przepraszam za te wszystkie razy,

gdy byłem niecierpliwy,

gdy machałem ręką na Twoje rady,

gdy nie miałem czasu.

 

Teraz mam cały czas na świecie.

A Ciebie nie ma.

 

Widzę matki z dziećmi na ulicy,

jak się śmieją, jak idą za rękę,

i coś we mnie pęka.

Bo my już nigdy tak nie pójdziemy.

Nigdy.

 

To słowo jest jak nóż.

Nigdy.

 

Nocami patrzę w gwiazdy

i szukam Cię tam.

Ludzie mówią, że jesteś jedną z nich,

że czuwasz nade mną z góry.

Ale ja nie chcę gwiazdy, Mamo.

Ja chcę Ciebie.

 

Chcę Twoich rąk, które głaskały mnie po włosach,

chcę Twojego głosu, który mówił ,,wszystko będzie dobrze'',

chce Twojego uścisku,

tego jedynego, który potrafił sklecić mnie z powrotem,

gdy rozpadałem się na kawałki.

 

Kto mnie teraz sklei?

 

Przychodzą święta.

I przy stole jest puste miejsce.

Twoje miejsce.

Wszyscy udają, że jest normalnie,

ale widzę to w ich oczach -

oni też czują.

Tę pustkę w kształcie Ciebie.

 

Osiągam coś ważnego

i pierwsza myśl - ,,muszę powiedzieć mamie!''

A potem pamiętam.

I ten sukces smakuje prochem.

 

Bo czym jest zwycięstwo,

gdy nie mogę podzielić się nim z Tobą?

 

Mamo, boję się,

boję się, że zapomnę dźwięku Twojego śmiechu,

że zatrze się obraz Twojej twarzy,

że któregoś dnia nie będę pamiętać,

jak Twoje ramiona obejmowały mnie mocno.

 

Boję się, że życie mnie pochłonie

i będę miał coraz mniej czasu, by o Tobie myśleć.

A przecież myślenie o Tobie,

to jedyne, co mi zostało.

 

Noszę Cię w sercu, mówią ludzie.

Jakby to miało wystarczyć.

Jakby serce mogło zastąpić Twoje ręce,

Twój głos, Twoją obecność.

 

Ale oni mają rację w jednym,

jesteś we mnie.

W każdej komórce mojego ciała,

w każdym oddechu,

w tym, jak mówię,

w tym, jak się śmieje.

w tym, jak kocham.

Jesteś we mnie,

bo ty mnie stworzyłaś.

 

I choć to boli nie do zniesienia,

choć czasem krzyczę w poduszkę z bezsilności,

choć łzy nie wysychają,

choć rano zapomnę i znowu zapamiętam -

wiem jedno:

 

Kochałem Cię, gdy byłaś tu,

kocham Cię teraz, gdy Cię nie ma.

I będę kochać na zawsze.

 

Bo miłość do matki

nie umiera wraz z nią.

Ona żyje.

Boli.

Krwawi.

Ale żyje.

 

I może to jest Twój ostatni dar dla mnie, Mamo.

Ta miłość, która nie umiera.

Ta więź, której śmierć nie przerwała.

 

Jesteś wszędzie, gdzie jestem ja.

W moich łzach.

W moim śmiechu.

W mojej tęsknocie.

W moim sercu, które bije dalej,

bo Ty nauczyłaś mnie żyć.

 

Dziękuję Ci, Mamo.

Za życie, które mi dałaś.

Za miłość, której mnie nauczyłaś.

Za to, że byłaś.

 

Tęsknię.

Tak bardzo tęsknię.

Każdego dnia.

Każdej chwili.

Do końca świata.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • andrew24 3 miesiące temu
    Nie jesteś jedyny.
    Myślę, że jestem bliżej mojej teraz,
    niż za życia.Tak ma wielu.

    Pozdrawiam serdecznie
    Spokojnego dnia

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania