Manifest

Czuję jakby szum myśli twojej,

Szyfrował przekaz moich słów.

Kocham cię, ale ile można miłością,

Zrywać ostatnie włosy cierpliwości z głów?

 

Błagam o pocałunek, chociaż raz w usta,

Nadstawisz policzek, pośmiejesz się chwilę,

Dasz upust przepaści emocji co się huśta,

I mnie stracisz jak leżące na granicy desperacji bile.

 

Pojawiłem się i znikłem, niczym grzany w twoim szlugu dym,

Wypalony i zdeptany na brukowy chodnik odrzucenia,

Zamiast dopasywać ci pierścionek wybieram najżałosny rym,

Nadzieją wędrując, szukając kwiatu twego odkupienia.

 

Może w innym lustra odbiciu

skrzywdzić by cię można, gdyby nie ręce skupione

Na niewidzialnych stygmatów zmyciu,

strudzone, ukrwione, uśpione.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania