Manifest
Czuję jakby szum myśli twojej,
Szyfrował przekaz moich słów.
Kocham cię, ale ile można miłością,
Zrywać ostatnie włosy cierpliwości z głów?
Błagam o pocałunek, chociaż raz w usta,
Nadstawisz policzek, pośmiejesz się chwilę,
Dasz upust przepaści emocji co się huśta,
I mnie stracisz jak leżące na granicy desperacji bile.
Pojawiłem się i znikłem, niczym grzany w twoim szlugu dym,
Wypalony i zdeptany na brukowy chodnik odrzucenia,
Zamiast dopasywać ci pierścionek wybieram najżałosny rym,
Nadzieją wędrując, szukając kwiatu twego odkupienia.
Może w innym lustra odbiciu
skrzywdzić by cię można, gdyby nie ręce skupione
Na niewidzialnych stygmatów zmyciu,
strudzone, ukrwione, uśpione.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania