Margines
Kartka nie jest biała.
Ma już ślady palców,
niewidoczne linie po cudzych zdaniach,
mikropęknięcia po zgięciach czasu.
Zanim dotknie jej długopis,
coś już się wydarzyło.
Atrament nie zawsze słucha,
czasem rozlewa się jak lęk,
czasem wysycha jak obietnica,
której nikt nie powtórzył.
Są zdania, które trzeba przekreślić,
ale zostają pod skreśleniem,
jak blizny pod skórą -
niby nie widać,
a wszystko się o nie zaczepia.
Są miejsca puste,
nie dlatego, że zabrakło słów,
ale dlatego, że milczenie
było uczciwsze niż sens.
I tylko margines wciąż się kurczy,
każdego dnia węższy,
jakby kartka sama wiedziała,
że nie da się wszystkiego zmieścić.
A my piszemy,
nierówno, niepewnie,
czasem cudzym pismem,
czasem w pośpiechu,
czasem za późno.
I nie chodzi o to,
czy kartka będzie pełna,
ale czy to, co zostanie,
da się jeszcze przeczytać bez wstydu.
Komentarze (1)
Dobra puenta.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania