Marność istnienia – Koncert Śmierci
Słyszę.
Czarne, przerażające macki
uśmiechają się do mnie i
oplatają wokół narządu słuchu.
Zrodziłem się z bezdenności.
I teraz bezczynnie siedzę
i
hasam.
Stanąć nie mogę –
cztery kolumny drogę blokują.
Widzę.
Delikatne paseczki nieskończoności
niosące mi na liściach czasu,
kolory pustoszące umysł i
obdarzam szkarłatem moje dzieci.
I po prostu stoję.
Przykuty do Zniszczenia –
przez dwie wieże.
Czuję.
Samotne zmartwienia wyrywają się
z pudeł nicości i
wwiercają w półmartwe Naczynie
ocierające się o ukojenie.
Więc stoję, ale stać nie mogę.
Trzecią podporą rzucili we mnie.
Ledwo pochylony –
ktoś pomyśli – „nogi
pozbawiony”.
Pusta dziura drga i
czeka, aż wypełni się
nutami odrodzenia.
Czołgam się.
A-moll dobiegł końca.
Komentarze (11)
Co za grafomania :D
Z muzyką kojarzy mi się Lucinda, ale ona wierszy nie pisze, więc może Szymon?
Szymon w maturze siedzi :) Wątpię by miał czas na pisanie :)
Saris, nawet gdybym pisała wiersze, nie napisałabym nigdy nazwy tonacji a-moll z wielkiej litery, nie żeby coś, ale tak tylko mówię...
Pod względem technicznym, to ja piszę bardzo podobnie xD Ale reszta to nie mój styl :P Obstawiałabym jakąś dziewczynę, ale nie wiem kogo dokładnie :/
Ja widziałam już gdzieś te ,,pudła nicości'' i tego się trzymam, ale nie pamiętam czyje to było powiedzenie :(
Hm, to raczej nie Szymon. :v Trudne to... :D
A mi się kojarzy z jakiegoś powodu z Ren, ale pewnie mylne me wrażenie ;-;
Te pudła siedzą we mnie, a może Lotta?
I znowu jestem winny wyjaśnienie: grafomania to tylko prowokacja, aby wkurzyć autora i ten się ujawnił :)
Niebieska XD
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania