Marność istnienia - losy Percefony
Dawno, dawno temu nad brzegiem morza stał zamek zbudowany z niezliczonych kosztowności tego świata. Należał on do Hadesa i w nim właśnie więził swą żonę Percefonę królową świata cieni. Codziennie przysyłał jej bukiety straconych dusz którym nie dane będzie przekroczyć bram Olimpu. A ona delikatna i wiotka cura matki urodzaju misiała otwierać im bramy do plag kraju. Żyła tak pół roku cierpiąc przez samą siebie w końcu nikt nie kazał jej jeść granatu.
Owocu przeklętego drzewa które jej matka do życia co roku budziła. I kiedy pewnego dnia w przedsionku piekła spoktała pięknego młodzieńca życia jej swego zaczęło jej być szkoda. Bo z niej nawet nie była prawdziwa panna młoda na jej palcu brak było znaku niewoli. Więc pomyślała sobie pewno Zeus pozwoli i gdy jej życie na ziemi przy matce dobiegło końca nie wróciła do domu nieposłuszna małżonka. Wraz z ukochanym do bram biegła Olimpu prosząc by jej kara dobiegła końca bo nie ma nic gorszego jak miłość i rozłąka. Lecz Zeus oddał ją wedle umowy spowrotem mężu jej a jego bratu. A młodzieniec został przez piorun zabity aby dać przykład światu że ludzka stopa nie przekroczy bezkarnie tego miejsca. A Percefona musiała wrócić do swojego więzienia lecz w sercu był płomyk nadzieji. Bo spełniła poczęści swe marzenia. Miłość znalazła choć na kródko i orzebite jej kochanka serce zostało.
To go przy sobie tu zatrzymała i po śmierci dalej kochała.
Komentarze (9)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania