Marność istnienia - Nie musi się marnować
Chłód bzyczących świetlówek był jedną z dwóch pewnych rzeczy w tym miejscu. Drugą była śmierć. Względna sterylność i metalowe szafy potęgowały wrażenie nieżycia i bezruchu.
- Zapraszam, zapraszam... - uśmiechnięty pracownik domu pogrzebowego właśnie przyjmował następnego "klienta".
- Niezbyt ciepło dzisiaj, nie uważa pan? - zagaił znów mężczyzna. Zwłoki milczały.
Pracownik rozpoczął rutynowe czynności, wesoło przy tym pogwizdując.
- To panu niepotrzebne, po co ma się marnować...? Tutaj jeszcze jedna pętelka... Wiążemy... I gotowe! - zadowolony mężczyzna odłożył nić chirurgiczną, by ubrać "klienta" w garnitur.
- I proszę jak ładnie, nawet troszkę brzuszka panu odjęło... - pracownik przyjacielsko poklepał ciało i wyłączył światło w zakładzie.
Jeszcze zanim dotarł do drzwi mieszkania, jego nogi przywitał głodny kot.
- Czas na kolację, przyjacielu - poklepał zwierzę po łebku. - Dzisiaj wątróbka z cebulką! Przecież nie może się zmarnować...
Pupil z cichym pomrukiem zlizał krew z pańskich palców.
Komentarze (8)
P.S. Dla mnie dało to szansę pokazania się z kompletnie z innej strony ;) Dlatego nie szukaj szaleńczych knowań między wierszami. Zwracaj uwagę na styl, a nie na treść, bo uważam, że dość sporo osób podobnie postępuje co i ja :D
Jeszcze zwrócił moją uwagę ten kot, a ktoś ostatnio też pisał o głodnym kocie, ale nie wiem kto. Tekst fajny :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania