Marność istnienia - Północ podczas Pełni
Mała Elenka właśnie zasnęła dzięki przepięknej kołysance, śpiewanej przez mamę. Nieco starszy brat, Szymon, nie miał tyle szczęścia. Biedny chłopaczyna zasnąć nie mógł, mimo częstych prób rodziców. Pech chciał, że akurat tego feralnego dnia na niebie pojawił się księżyc w pełni.
Przesądy? Nie, to ta naturalna satelita tak oddziałuje na niektórych. Jedni nie mogą przez niego spać, drudzy napotykają w snach na koszmary, a jeszcze inni budzą się w koszmarze na żywo w prawdziwym życiu. Ta trzecia grupa zaliczana jest do „przesądów”, jednak ku nieszczęściu niektórych przesądy stają się faktem.
W dawnych czasach ludzie słyszeli wycie do księżyca, co tłumaczyli wilkami. W każdą pełnię ginęły osoby, a z każdym zaginionym wycie w nocy było coraz głośniejsze. Prości chłopi tłumaczyli to sobie dziwną chorobą, którą wywołuje moc księżyca, a zakażonych nazwali „wilkołakami”.
W każdej legendzie jest prawda, ale też i kłamstwo, a z tą powieścią nie było inaczej. Połączenie wilka z człowiekiem wyjaśniało znikanie tubylców, jednak nie tłumaczyło ścieżek naznaczonych krwią i z lekka obgryzionymi kośćmi.
W mroku od zawsze kryło się zło, ale dopiero moc księżyca w pełni pozwoliła im się wydostać choćby na jedną minutę. W czas wybicia północy z cienia wyłaniały się postacie karmione strachem i płaczem ludzi. Miały oczywiście niecałe sześćdziesiąt sekund zanim północ przemijała. Wystarczająco dużo czasu, by uspokoić łaknienie. Wystarczająco dużo czasu, by napoić się łzami nieszczęśników.
A postacie robiły pomiędzy pełniami, kiedy to nie mogły wydostać się z cienia? Zbierały siły, by z każdą kolejną Fazą siać o wiele większą grozę.
Kiedy następna pełnia? Kiedy kolejna Faza? Spójrzcie w niebo, moi mili. Nie zapomnijcie, byście przypadkiem nie otwarli oczu o dwudziestej czwartej, ponieważ moglibyście zobaczyć coś, co do tej pory spotykaliście wyłącznie w koszmarach.
Elenka miała mocny, twardy sen, dzięki czemu nie obudziła się podczas północy. Niestety Szymonek nie miał tyle szczęścia, co ona. On zobaczył w najciemniejszym punkcie pokoju małe, wyłupiaste, świecące niczym dwa świetliki, oczka, które od czasu do czasu mrugały niespokojnie. Po chwili pojawiły się też szare od sadzy stopy, delikatnie wysunięte w stronę strugi światła od pełni księżyca za oknem. A już po chwili zobaczył też uśmiech. Nie był on jednak zwyczajny, a raczej szczery do bólu. Dosłownie.
Stwór uśmiechał się tylko dlatego, bo wiedział, że Szymonkowi już nigdy więcej nie będzie dane uśmiechnąć się tak szczerze jak potwór tamtego dnia.
Nazajutrz rodzice przywitali schowanego pod kołdrą chłopczyka śniadaniem, jednak Elenki nie znaleźli już w łóżku. Biedaczka spała tak mocno, że nie stwór nie miał szans wykorzystać swego potencjału. Musiała więc ponieść karę. Zniknąć, a za sobą pozostawić tylko ścieżkę znaczoną krwią i z lekka obgryzionymi kośćmi.
Komentarze (8)
P.S. Z miłą chęcią powiedziałbym, że to Naza ale chyba już ma dosyć ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania