Marsz po butelkach
Szedł pijany przed siebie po zroszonej trawie, aż tu nagle zauważył morze walających się butelek po piwie i winie.Nie miał obuwia na nogach, ponieważ po pijaku zgubił je gdzieś hen daleko stąd, więc chcąc nie chcąc musiał przejść po nich by dojść do domu.Zanim jednak zabrał się za tą wielce bolesną podróż, natarł sobie stopy resztkami alkoholu jakie mu pozostały w butelce, by ból był mniejszy a rany odkażone.Kiedy już ową czynnośc wykonał, zaczął się sposobić do krwawego marszu.Powolutku i delikatnie postawił stope na pierwszej butelce i począł ją powoli przyciskać ciężarem swego ciała, lecz nie wyszło mu to specjalnie, gdyż butelka niemal natychmiast pękła i pokaleczyła całą stopę a pijak wrzasnął donośnie, lecz głosu jego nikt nie usłyszał, mimo iż był bardzo donośny.Mijają kolejne kilometry a butelek wciąż cała masa.Krew miesza się z alkoholem i płonie żywym ogniem powodując bóle wszechpotężne.Łzy lecą mu z powiek, struny głosowe ani na chwilę nie przestają pracować i już się wydaje, że pijak nie da rady i upadnie, aż tu nagle pojawia się zieleniutka trawa.Do mety pozostaje zaledwie kilka kroków.Pijak ledwo powłóczy nogami i wydaje się, że nie da rady, lecz ostatkiem sił doczłapuje się do trawy i pada całym ciałem na mięciutką i zroszoną ranną rosę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania