Martwa natura
Wzburzona pościel jak obłoki.
Tyliki łóżka tylko stałą,
a na obrzeżu porzucona
pończocha - samonośka - biała.
Na prześcieradle gra półcieni,
w wezgłowiu stroszy się poduszka;
dwa kapcie zabałaganiają
dywan dotknięty słońca smużką.
Czerwona szpilka - elegancka -
obcasem w górę na komodzie.
Na dalszym planie, w tafli lustra
odbity pasek, niczym złodziej
wije się, wstydzi przyłapany
na peniuarze jakiejś damy.
Widz pierwszy okiem rzuca w pościel,
jakby chciał zedrzeć prześcieradło.
Starsza kobieta krzyczy: - Nie patrz!
taki bałagan nie jest ładny!
Esteta zmierzył w lot proporcje
obcasa i pończochy, kapci…
dysonans bieli i czerwieni,
jako tandetnie taniej gracji.
Samotny człowiek się zadumał
i powiódł wzrokiem po obrazie,
jakby chciał dostrzec akt kobiety
w martwej naturze. W każdym razie
zdradzę, że dzieło nie istnieje -
słowami wyobraźnię zwodzę.
Dla widza blejtram i oleje.
Co sam zmaluje? W to nie wchodzę.
Komentarze (14)
Wiersz wielowarstwowy – tyle perspektyw, ile spojrzeń. Ładnie się wymalował w mojej głowie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania