Martwa natura
„ MARTWA NATURA”
Któregoś dnia zupełnie przypadkowo znalazłem małą galerię o intrygującej nazwie Muzeum Sztuk Tajemnych----/---- wewnątrz panował półmrok--- ale szybko się do niego przyzwyczaiłem---/---
--- oprócz mnie chyba nikogo nie było--- nagle otworzyły się jakieś boczne drzwi---wyszła pani w nieokreślonym wieku i wręczyła mi kilka broszur --- to były zdjęcia z poprzednich wystaw--- biografie malarzy--- nie odcyfrowałem żadnego nazwiska--- kiedy mój wzrok zatrzymywał się na jakimś nazwisku--- następowało gwałtowne przemieszanie liter--- poza tym nie mogłem się skupić na słowach mojej rozmówczyni /sympatyczna pani była kustoszem; oprócz niej pracował w muzeum również kurator, którego poznałem trochę później //-- ---
Wciąż słyszałem niepokojące dźwięki== ciężki – pełen bólu oddech—stłumione jęki--- rozpaczliwe rzężenie-- /---
Nasze obrazy oddychają --- z trudem wchłaniają gęste powietrze-atmosferyczne -- prawie się duszą--- jęczą ---rzeżą --- zatrzymują (powietrze) w strukturze wewnętrznych kanałów--- wieczorem---już po zamknięciu galerii--- rozpoczyna się długa faza wydychania; wkrótce zapadają w długi –spokojny sen--- wyjaśniła moja rozmówczyni----/---
Istotnie obrazy wydawały się pulsować, nabierały bardziej żywych barw, ale po chwili matowiały… Na drugi dzień rano po niektórych obrazach pozostawało kilka strzępów płótna i jakieś drzazgi na podłodze… W południe obrazy budziły się z długiego snu, a właściwie letargu, ponownie wypełniały się kolorami, niektóre elementy wyrastały daleko poza ich ramy, nabierały form zbliżonych do elipsy… Do jednego z obrazów, który uległ znacznej deformacji sferycznej koniecznie należało przyłożyć ucho, wtedy można było posłuchać dziwnej muzyki, której nikt nie skomponował, nikt nie zagrał… Ona układała się samoczynnie w jakiś zdumiewająco pomysłowy sposób…
(w kolejnym miesiącu odwiedzałem to muzeum średnio co drugi dzień--- wszystko wydawało mi się niewiarygodne, wręcz surrealistyczne….)
Ostatniego dnia postanowiłem porozmawiać z kuratorem wystawy.
Ja: Obrazy w Państwa galerii stopniowo ulegają destrukcji, chyba nikt ich nie konserwuje…(?)
Kurator: Ależ nasze obrazy z każdym dniem nabierają nowej energii, że się tak wyrażę, nigdy nie były bardziej „witalne”.
Ja: Prawie codziennie przychodzę na tę wystawę, zawsze rano widzę, że wartościowe obrazy rozpadają się… W rezultacie to, co po nich pozostaje, to tylko grudka jakichś odpadów na podłodze… Trochę płótna i kilka drzazg – pozostałość po ramach…
Kurator: Widzę, że jest pan człowiekiem, który wszystko chciałby uporządkować i postrzegać w pewnych ramach…, dopuszczalnych ramach…W tym sensie nasze obrazy łamią wszelkie reguły…, powiedzmy nie postępują zgodnie z przyjętymi normami… społecznymi…
Ja: Ależ te obrazy giną, a sztukę trzeba ratować! To barbarzyństwo, żeby bezczynnie obserwować, jak arcydzieła malarstwa pożerają korniki… Nigdy nie widziałem tylu podgatunków mrówek… Dlaczego ta martwa natura, przed którą zatrzymuję się od kilku tygodni, tak dziwnie chrobocze, coś tam wewnątrz szeleści… Jeżeli nie będziecie przeciwdziałać, ten cudowny obraz któregoś dnia bezpowrotnie zginie!
Kurator: To będzie piękny punkt kulminacyjny w jego życiu! Tak, dobrze pan usłyszał, to będzie spełnieniem istoty i natury tego obrazu… Stanie się wielkim źródłem życia w jego najwyższej formie…
Ja: Korniki, mrówki faraona, mrówki pospolite, termity mają uczestniczyć w akcie najwyższego wtajemniczenia..? Posłużę się wielkimi, może zbyt podniosłymi słowami…Malarstwo to wyniesienie materii ku wymiarom czysto duchowym, symbolicznym… W tym podniosłym akcie kreacji nie mogą uczestniczyć mrówki faraona! Obrazy należy konserwować, utrzymywać je w takim stanie, jakimi były w chwili powstania! Tylko w ten sposób potrafimy skonfrontować się z tym czymś, co nazywamy czasem! Tylko wtedy, kiedy skutecznie zatrzymamy proces przemijania stworzonych już dzieł! Czy zgadza się pan z tym, że sztuka to ciągłe konfrontowanie nas samych z czasem? Ciągłe uświadamianie sobie dylematu czasu… Ona jest jakby wygaszaniem czasu w jego własnym strumieniu, który nadal płynie i płynąć będzie… Ale w samym środku tego strumienia, w czymś, co nazwę „okiem cyklonu”, czas już nie płynie, tak jakby się zatrzymywał…(?)
Kurator: Odpowiem pytaniem na pytanie: czy natura w ogóle może być martwa? Jestem ciekaw pańskiej odpowiedzi na to pytanie… Widzi pan, ja nie znam odpowiedzi na żadne z pańskich pytań…. Nawet nie szukam odpowiedzi na tzw. mądre i głębokie pytania… Chociaż zgodnie z potocznym myśleniem wszystko to, co uznajemy za wartościowe należy konserwować, a raczej mumifikować, nie pozwalając, by dzieła dawnych mistrzów chociaż przez chwilę zanurzyły się, „zanurkowały” w ożywczym strumieniu czasu. W ten sposób z mumifikacji czynimy najwyższą formę rozumienia czegoś bez zrozumienia czegokolwiek…
A tak przy okazji: czy widzi pan tego pelikana z obrazu pewnego anonimowego mistrza niderlandzkiego? Ten pelikan codziennie rano odlatuje do pobliskiego lasu… Kiedyś nawet doleciał aż do Kairu, a w drodze powrotnej sprowadził do galerii rodzinę niezwykle malowniczych tukanów…
W każdą sobotę rano nasze ptasie orkiestry dają wspaniały koncert zupełnie prostej muzyki…
Ja: Ale co na to malarze, autorzy tych obrazów? Przecież ich dzieła ulegają zupełnej degradacji? Niedługo znikną, a pan będzie za to odpowiedzialny! Nie mogę odczytać żadnego nazwiska autora obrazu… Litery nakładają się na siebie i przekształcają w jakiś ornament, który teraz przypomina stonogę… To musi być umyślne działanie! Kto na to pozwolił?
Kurator: Tak, ma pan rację, to jest częścią planu, który opracowano wiele lat temu… Kto za tym stoi?
To część strategii twórczej naszych malarzy!
Ja: Chciałbym porozmawiać z jednym z malarzy!
Kurator: To niemożliwe. Teraz już zupełnie wykluczone! Ich nie ma…
Ja: Żaden z tych malarzy nie żyje?
Kurator: Żyją wszyscy, nawet mistrzowie renesansu, których kilka obrazów tutaj wystawiamy…
Ja: Gdzie są malarze? To pan przetrzymuję wybitnych artystów! Uczynił pan z nich zakładników!
Kurator: Pan, jak zwykle, nic nie rozumie!
Ale dobrze podzielę się z panem wielką tajemnicą życia naszych malarzy…
(Zwykłe żywoty malarzy – opowiastka na zakończenie)
Kurator: Nasi malarze odeszli i nawet ja bardzo rzadko mam z nimi jakikolwiek kontakt. Od czasu do czasu jest to jakaś czerwona mrówka, to znów w martwej naturze usiądzie na kryształowej paterze zielona ważka gdzieś z Sumatry czy jakiejś wyspy polinezyjskiej, której nazwy nie mogę zapamiętać… Przysyłają koncerty ptasich orkiestr, za które jestem im bardzo wdzięczny…
Ja: ale gdzie oni są? Co pan z nimi zrobił?
Kurator: Nic im nie zrobiłem! Oni po prostu przeszli do trochę innego wymiaru tworzenia… Nie malują, nie piszą, nie komponują, nie pracują, unikają rzeźbienia… Kiedyś jeden z nich podczas długiej rozmowy zauważył, że ilekroć od czegoś odchodzi i poszukuje czegoś nowego, zawsze musi wybrać coś, co i tak już zostało określone… Nie chciał zostać prawnikiem, tak jak jego ojciec, dlatego wybrał gotową formułę czegoś tylko pozornie odmiennego… To mniej więcej tak, jakbyśmy zamknęli jedną szafę, ale otworzyli kolejną i wyjęli z niej trochę inny płaszcz, kapelusz, otworzyli drzwi i wyszli z domu z nowym parasolem… Wszystko i tak jest częścią jakiegoś katalogu, wielkiego magazynu, w którym po pewnym czasie znajdą się odpowiednie przedmioty i zostaną dostarczone do odbiorców… Drugi malarz poszedł jeszcze dalej i stwierdził, że od tej chwili przestaje mówić, cytować, nawet w myślach posługiwać się nazwami…
Trzeci w ostatnim słowie powiedział mniej więcej tak: nie chcę mieć adresu, nazwiska, zdobytych nagród, nie chcę być kojarzony i definiowano poprzez „ bycie znanym”, nie chcę sam siebie określać poprzez „bycie nieznanym”, „bycie kimś”, bycie nikim” … poprzez jakikolwiek przejaw bycia…
Co było dalej, tego może pan się domyślić… Po prostu wyruszyli i nic więcej…
Ja: Czy mam rozumieć, że dopiero teraz tworzą….?
Kurator: Jak już mówiłem oni wyruszyli …. Wyruszyli od …a nie ku czemuś…
Ja: Ale gdzie teraz przebywają malarze? Co robią? Zapewne tworzą coś zupełnie innego?
Kurator: Oni wywędrowali, wywędrowali…. A dokąd? To nie ma znaczenia, żadnego znaczenia… ONI PO PROSTU SĄ… Tyle potrafię powiedzieć… Nic więcej…
Ja: Ale to znaczy WSZYSTKO, A ZARAZEM NIC…
Kurator: Pan musi wszystko zamknąć w słowach… Mam wrażenie, że pan istnieje tylko wtedy, kiedy pan mówi… Ale nie ma pana, kiedy pan milczy… (Kurator nagle znika. Może otworzył jakieś dyskretne drzwi i wyszedł?)
To była moja ostatnia wizyta w małej galerii w podziemiach pustego domu w dawnej dzielnicy robotniczej. Podobno sama galeria wciąż się wycofuje- ucieka przed tymi, którzy chcą ją zobaczyć… Zaprzestałem wszelkich poszukiwań
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania