Martwy inżynier.
Wieczorna mgła leniwie pełzła po asfalcie, gdy beżowy fiat 125p skręcił w ciemną aleję niedaleko Parku Ujazdowskiego. Za kierownicą siedział porucznik Janusz Borkowski – mężczyzna o przenikliwym spojrzeniu, nienagannie skrojonym garniturze i reputacji asa warszawskiej Milicji Obywatelskiej. Oficjalnie sprawę prowadził jego partner, kapitan Olszański, ale wszyscy wiedzieli, że to Borkowski ma najlepszego nosa do najtrudniejszych zagadek w stolicy.Sprawa była wyjątkowo śliska. W swoim luksusowym mieszkaniu na Mokotowie został znaleziony martwy inżynier Henryk Kwaśniewski – konstruktor pracujący nad tajnym projektem nowego, rewolucyjnego układu wtryskowego dla krajowego przemysłu motoryzacyjnego. Oficjalna wersja lekarska? Atak serca. Jednak z szafy pancernej zniknęły mikrofilmy z planami, a na szklance z kryształu Borkowski zabezpieczył ledwo widoczny, tłusty ślad po obcej substancji. Borkowski zaparkował fiata pod hotelem Victoria i wszedł do zadymionej restauracji „Kongresowa”. Zapach drogich perfum mieszał się tu z dymem z Pewexowskich papierosów i aromatem koniaku. Przy stoliku w głębi sali, sącząc drinka z palemką, siedziała zjawiskowa blondynka – Elwira, luksusowa kurtyzana, która kręciła się wokół zagranicznych biznesmenów.– Pan porucznik znowu na służbie? – uśmiechnęła się zalotnie, gdy Borkowski przysiadł się bez pytania, odsuwając lekko poły marynarki, spod której błyszczała kabura pistoletu P-64. – Myślałam, że milicja o tej porze śpi.– Milicja nie śpi, kiedy w kraju giną państwowe tajemnice, obywatelko – odpowiedział szorstko, ale z lekkim, ironicznym błyskiem w oku. – Kwaśniewski nie żyje. A ty byłaś u niego wczoraj wieczorem. Zanim serce odmówiło mu posłuszeństwa. Elwira zbladła, a jej dłoń ze szklanką lekko zadrżała. Rozejrzała się nerwowo po sali.– Ja... ja nic nie wiem, panie poruczniku. Był tam jakiś człowiek. Mówił z dziwnym, obcym akcentem. Interesował się szafą w gabinecie. Henryk się zdenerwował, zaczął krzyczeć, a potem... potem ten facet podał mu szklankę wody z jakichś kropel. Henryk nagle złapał się za pierś i upadł. Uciekłam, bałam się!– Jak wyglądał ten mężczyzna? – Borkowski nachylił się nad stolikiem, świdrując ją wzrokiem.– Wysoki, szpakowaty, z blizną nad lewą brwią. Nosił drogi, zachodni garnitur i mówił, że rano musi pilnie zameldować się w ambasadzie. Ale słyszałam, jak rezerwował bilet na pociąg. Borkowski nie potrzebował więcej dowodów. Znał ten profil. To był „Eryk” – rezydent zachodniego wywiadu, który od miesięcy wymykał się porucznikom z Komendy Stołecznej. Porucznik rzucił na stół banknot stuzłotowy, wstał i natychmiast skontaktował się przez radiostację w samochodzie z Olszańskim.– Olszański, bierz chłopaków i obstawiajcie Dworzec Centralny. Nasz ptaszek chce uciec nocnym ekspresem do Berlina. Ja jadę prosto na trasę wylotową, na wypadek gdyby zmienił plan.Chwilę później na ciemnych ulicach Warszawy rozpoczęła się dramatyczna gra. Eryk okazał się sprytniejszy – zamiast na dworzec, wsiadł w czarną wołgę i ruszył z kopyta w stronę Modlina. Borkowski zauważył go na wysokości Żoliborza. Docisnął gaz do dechy. Silnik fiata zawył na wysokich obrotach. Wołga rwała przed siebie, ścinając zakręty, ale porucznik Borkowski był mistrzem kierownicy. Wykorzystując znajomość warszawskich dziur w asfalcie, skrócił dystans na jednym ze skrzyżowań i zajechał drogę uciekającemu szpiegowi. Pisk opon rozdarł nocną ciszę. Wołga uderzyła w krawężnik i zatrzymała się z sykiem uszkodzonej chłodnicy.Gdy wysoki mężczyzna w ortalionowym płaszczu wyskoczył z auta i ruszył w stronę pobliskich zarośli, Borkowski dopadł do drzwi.– Stój! Milicja! – padł rozkaz.Eryk błyskawicznie odwrócił się, wyciągając z kieszeni pistolet z tłumikiem. Huknął strzał, który odprysnął od maski fiata. Borkowski dał nura za błotnik, odpowiedział ogniem, a potem ruszył w pościg pieszy. Dopadł agenta na terenie budowy nowego bloku z wielkiej płyty. Dynamicznym, milicyjnym skokiem powalił szpiega na ziemię. Po krótkiej, brutalnej szamotaninie w błocie, stalowe kajdanki zatrzasnęły się na przegubach rąk Eryka. Z wewnętrznej kieszeni jego płaszcza porucznik wyciągnął metalowe etui z mikrofilmami.– No i po ptakach, przyjacielu – powiedział Borkowski, ocierając błoto z czoła i zapalając papierosa marki Radomskie. – W polskim więzieniu będziesz miał sporo czasu na naukę czystej polszczyzny.Rano w gabinecie majora na iście warszawskim twardym krześle panowała podniosła atmosfera. Szef z uznaniem pokiwał głową, chowając odzyskane plany do sejfu.– Dobra robota, Borkowski. Ministerstwo jest zachwycone. Należą się wam gratulacje i premia. No i chyba nowy garnitur, bo ten wygląda, jakby przeszedł bitwę pod Lenino.– Ku chwale ojczyzny, obywatelu majorze – odpowiedział porucznik z lekkim, ironicznym uśmiechem, poprawiając nadszarpnięty krawat. – Garnitur rzecz nabyta. Ważne, że wtryski zostają w kraju. Wyszedł na korytarz, gdzie w blasku porannego słońca czekała już na niego sierżant Ewa z teczką kolejnej, tajemniczej sprawy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania