Martwy Punkt - część 1/3

Szedł wolnym krokiem przez ciemne uliczki miasta. Wokół nie było nikogo innego. Czarna, przydługa bluza wisiała swobodnie na jego ciele. Nagle ktoś zagrodził mu drogę. "Głupi pomysł" - pomyślał i podniósł nieco wzrok z pod kaptura. Stał tam silny mężczyzna, wyższy może o głowę. Miał ze dwa metry, a zdawał się do tego być szerszy.

- Słuchaj no, bo nie będę dwa razy powtarzał. Dawaj portfel, telefon, wszystko co masz.

Mówiąc to, mężczyzna wyciągnął z kieszeni nóż i wycelował go w chłopaka w bluzie. Ten jednak nie wyglądał na przestraszonego.

- Musisz być prawdziwym pechowcem... albo głupcem. - odrzekł chłopak - spróbuj mnie tknąć, a zrobi się dosyć nieprzyjemnie.

Mężczyzna zgrzytnął zębami ze złości. Zwykle ludzie od razu oddawali wszystkie kosztowności.

- Nie zmuszaj mnie do tego! - wymierzył nóż, jakby miał nim zaraz zaatakować. Właściwie, nigdy jeszcze nikogo nie zabił, ale to mógł być pierwszy raz.

Chłopak nic nie odpowiedział, tylko splunął na buty napastnikowi. Mężczyzna zbladł na chwilę, po czym zrobił się czerwony ze złości i dźgnął nożem zuchwałego nastolatka. Już miał przygotowywać się do kopnięcia i powalenia przeciwnika na ziemię, kiedy ze zdziwieniem spostrzegł, że jego ofiara nadal stoi o własnych siłach, nie zwija się z bólu i właściwie, to wcale nie krwawi. Spojrzał na ostrze noża - całkowicie czyste!

- Co do cholery...

- Och, a więc załapałeś? Nie warto ze mną zadzierać, daruję ci jak sobie pójdziesz i już więcej nie zobaczę twojej obrzydliwej gęby.

Mężczyzna cisnął nóż na podłogę ze złością.

- Chrzanić to! Nie wiem jak zablokowałeś ten cios nożem, ale...

Oddał jeden, szybki cios pięścią prosto w głowę chłopaka w długiej bluzie. Spostrzegł jednak, że jego pięść wcale nie dotknęła twarzy, a zatrzymała się kilka milimetrów przed nią.

- Teraz moja kolej! - uśmiechnął się prawie uderzony chłopak.

Spojrzał na wielkiego mężczyznę i tylko poruszył prawą ręką do góry. Napastnik wyleciał kilka metrów w powietrze po czym upadł z hukiem na kostki brukowe. Krew już ciekła z jego głowy.

- Coś ty za jeden? - zapytał ostatkami sił

- Właściwie już umierasz, więc chyba mogę się przedstawić. Wiedz, że zginął podczas spotkania ze słynnym Martwym Punktem, lub też "Tym którego nie można dotknąć".

Na wpół martwy facet wziął wdech powietrza. Do jego gardła spływała krew, którą zaczął się dławić. Chłopak uśmiechnął się nieco, i odszedł, pozostawiając co by nie było przestępcę który próbował go okraść, leżącego w ciemnym zaułku. Kilka godzin później pojawiła się tam karetka, ale już dawno był trupem.

Przegrzebał kieszenie swojej długiej bluzy i wyciągnął klucze. Leniwie włożył je do zamka i otworzył drzwi. Mała kawalerka wystarczała do życia komuś, kto praktycznie nie miał znajomych ani rodziny. Martwy Punkt od zawsze był typem samotnika i nie potrzebował towarzystwa. Od czasu do czasu musiał zapłacić rachunki i kupić jedzenie, więc wybierał się do mroczniejszych miejskich kompleksów, aby wykonywać zlecenia losowych “typów spod ciemnej gwiazdy”. Gangsterów, wyrzutków społecznych, kartelowców i tym podobnych. Zwykle polegało to na zlikwidowaniu kogoś, a to dla chłopaka z takimi zdolnościami było idiotycznie prostym zadaniem. Ktoś, kogo nie można za bardzo dotknąć, a sam potrafi używać mocy telekinezy jest praktycznie niepokonany. Nikt jednak nie wiedział o tych umiejętnościach. Sposób w jaki Martwy Punkt zabijał ofiary, nie zostawiając żadnych odcisków palców czy śladów bezpośredniej walki pozostawał tajemnicą. Jego moce nie były nieograniczone, gdyż potrafił podnosić tylko ciała stałe do określonej wagi oraz blokować fizyczne ruchy zmierzające w jego kierunku z określonego zakresu siły, ale były wystarczające, by rzucać przeciwnikami na odległość kilku metrów czy odbijać pociski broni lub uderzenia. Martwy Punkt lubił swoje życie, względnie. Wiedział że może czuć się niepokonany wśród wszystkich ludzi, którzy nie dorastają mu nawet do pięt. Pomimo, że zabijanie było dosyć ważnym elementem w jego życiu, gdyż pełniło źródło dochodów, nie przepadał on za tą robotą. Nie lubił zbytnio pozbawiać ludzi życia, ale był w stanie to zrobić, jeśli obiecano mu za to spory zarobek. No i jeśli chodziło o przestępców, gangsterów czy innych łamiących prawo. Martwy Punkt był absolutnie przeciwny śmierci ludzi niewinnych.

Do mieszkania ktoś zapukał. Chłopak otworzył i ujrzał swoją jedyną w świecie przyjaciółkę, która czasem do niego przychodziła. Na imię miała Oriana. Drobna, rudo włosa dziewczyna, nosząca zwykle krótkie spódniczki. Chłopak lubił bardzo jej towarzystwo, gdyż nie miał nikogo poza nią. Gdy była w pobliżu, nie czuł samotności, strachu, ani nie martwił się o przyszłość. Rozgościła się, usiedli i chwile rozmawiali.

- Powiedzieć Ci coś dziwnego? - zapytała z uśmiechem

- Hm? Co takiego?

- Miałam dziś taką dziwną sytuację. Bardzo dziwną.

- Co się stało?

- Gdy szłam rano do sklepu, na ulicach nie było jeszcze nikogo. Nagle naprzeciw mnie, znikąd pojawił się jakiś mężczyzna w garniturze. Miał takie dziwne urządzenie w rękach. Wycelował je we mnie i odczytał wartość z ekranu na nim.

- Co? I co dalej?

- Nic. Wyminął mnie, schował urządzenie i poszedł dalej jak gdyby nigdy nic.

- Pewnie jakiś oszołom.

- Ha, pewnie tak. Mało to takich dziwaków robiących eksperymenty? Ostatnio przytrafiają mi się same jakieś dziwactwa.

Śmiali się oboje przez chwile. Oriana była jedyną osobą, przy której Martwy Punkt czuł się swobodnie. Jednak nigdy nie wspomniał jej o swoich mocach telekinezy, aby ją chronić. Po chwili ciszy Oriana zapytała.

- Hej, mogę też przyjść jutro wieczorem? Około dwudziestej pierwszej?

- Pewnie. Jeśli mnie nie będzie, poczekaj chwilę pod drzwiami. Gdybym wyszedł, postaram się zdążyć.

Następnego dnia, z samego rana zjawił się właściciel kawalerki i poprosił o czynsz. Chłopak dał mu ostatnie swoje pieniądze i westchnął wiedząc, że będzie musiał udać się wykonać kolejne zlecenie. Został sam, odczekał chwilę i wyszedł w kierunku ciemnej, mało uczęszczanej części miasta. Nałożył na głowę kaptur i kroczył z rękami w kieszeniach. Nikt by go nie poznał. Z pod kaptura wystawały tylko kosmyki zafarbowanych na błękit włosów. Gdy tylko przekroczył próg ów podejrzanej dzielnicy, zaczął czuć na sobie wzrok przynajmniej kilkunastu facetów snujących się po pustostanach. Rozejrzał się, ale wokół nikogo nie było. Zatrzymał się pod dużym, okrągłym budynkiem, z wymalowanym graffiti przedstawiającym czerwonego smoka. “Siedziba tych dziwaków... Który to już raz coś dla nich zrobię?” - pomyślał. Wszedł jak gdyby nigdy nic do środka. Ogromna, opuszczona sala, która kiedyś była chyba galerią handlową stała w prawie całkowitej ciemności. Po podłodze pełzały szczury i pająki. Nagle z tej ciemności odezwał się ciężki, morderczy głos:

- Kto tam?

- Martwy Punkt.

- Podaj hasło.

- Ognie Tulimara nas uwolnią.

- Poprawnie. Podejdź.

Chłopak poszedł prawie po omacku przez ciemność. Dostrzegł zarys żelaznego tronu i ludzi stojących wokół. Głos odezwał się:

- Przychodzisz po zadanie?

- Tak. - odpowiedział. Aż przeszły go ciarki.

- Mam więc jedno dla ciebie, podobne do tych co zwykle. Chcę abyś przyniósł mi głowę gnoja o pseudonimie Garwax. Głupiec, którego gang ostatnio zadarł z naszym kultem. Straciliśmy przez nich sporo gotówki, ludzi oraz honoru, którego nam ujmali. Najgorsze jednak jest to, że ten idiota, Garwax, sprzątnął nam z siedziby coś bardzo ważnego. Srebrna Skrzynia o którą tak walczyliśmy, warta miliony, jeżeli nie miliardy. A więc, zamorduj Garwaxa, przywódcę Ogarów Pomoru i nie zapomnij przynieść Srebrnej Skrzyni, którą nam zabrał. Poznasz ją po charakterystycznym, czarnym, trójkątnym emblemacie na obudowie. Za taką robotę, zapłacę Ci okrągłe dwieście tysięcy.

Chłopak uśmiechnął się słysząc taką kwotę.

- Gdzie mam szukać tych jego Ogarów Pomoru?

- Kręcą się zwykle gdzieś po Dystrykcie Gromowym. Tam gdzie była kiedyś ta wielka elektrownia. Skrzynia powinna być dobrze strzeżona... Życzę powodzenia, to dosyć trudne zadanie. Ten grubas zapewne będzie chciał ją komuś sprzedać. Zabij tyle ile chcesz, pamiętaj tylko, żeby policja nie dowęszyła się do nas.

- Zadziałam jak zwykle. Nie będzie żadnych śladów.

Martwy Punkt obrócił się na pięcie i odszedł bez słowa w kierunku wyjścia. “A więc Dystrykt Gromowy, hm? Dawno tam nie byłem.” - pomyślał.

W wielkim skupisku betonowych budynków, zwanym przez miejscowych Dystryktem Gromowym mieściła się kiedyś spora elektrownia węglowa oraz kilka budynków Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii. Cały teren był generalnie zamknięty i tylko pracownicy mieli tam wstęp. Dobre 5 lat temu, wiadomości doniosły o eksplozji na terenie elektrowni. Kilka dni później zamknięto również budynki instytutu. Obszar stał się całkowicie opuszczony i teoretycznie, władze nadal utrzymują że nikt nie ma do niego wstępu. Jednak do Dystryktu Gromowego dostały się setki chuliganów i gangsterów, którzy szukali miejsca do ukrycia się i odosobnienia. Chodzenie tam w pojedynkę jest pomysłem głupim, chyba że potrafi się kontrolować moce telekinezy. Obecnie Martwy Punkt stał już pod żelazną bramą z wielką tabliczką informującą "OBSZAR ZAMKNIĘTY - WSTĘP WZBRONIONY". On jednak zignorował ten napis, rozejrzał się szybko czy nikt nie patrzy i używając mocy telekinezy pchnął mocno bramkę. Zamek trachnął i wrota stanęły otworem. Domknął je za sobą i powoli poszedł dalej. Rozglądał się po zardzewiałych tabliczkach. Informowały one o różnych przeznaczeniach budynków elektrowni i instytutu. Nagle zatrzymał się przy jednej z nich. Tekst na niej był bardzo wyraźny, więc nie było możliwości o błędzie. Z wrażenia chłopak aż wyszeptał napis na głos:

- C y b o r g . . .

Martwy Punkt pobladł nieco, gdyż nigdy nie słyszał o konstrukcji cyborgów w jakimkolwiek kraju. Może chodzi o ludzi z protezami - pomyślał. Ciekawość wzięła górę i pchnął telekinezą lekko drzwi tego budynku. Nikt nie zabronił mu się tu rozejrzeć. Drzwi ustąpiły, gdyż były otwarte. Powietrze w środku było bardzo ciężkie, pewnie dlatego że była tu tylko mała kratka wentylacyjna i jeszcze mniejsze okienko. W pomieszczeniu było parę szafek, stół przypominający operacyjny oraz schody prowadzące w dół. Chłopak nadal pełen ciekawości, czym może być ten wspomniany "Cyborg" wszedł nieco głębiej i skierował się w stronę schodów. Lekko stąpając po żelaznych stopniach zszedł niżej, do sporej sali. Mało było widać, więc wyciągnął ze swojej kieszeni latarkę, którą miał ze sobą właśnie na takie sytuacje. Mocne światło rozdarło mrok i chłopak mógł w spokoju pooglądać dziwne laboratorium, którego chyba nikt nie odwiedzał od tych 5 lat. Pod ścianą dostrzegł jednak coś niepokojącego. Duże, szklane komory ustawione rzędem. Chyba coś w nich było, ale ciecz wypełniająca pojemniki była zbyt gęsta by to stwierdzić. Było ich przynajmniej dziesięć, ale ciężko było określić w tej ciemności. Tutaj chyba jednak nie chodziło o ludzi z protezami. Cofnął się lekko i natrafił na coś plecami. Prawie krzyknął ze strachu, gdyż było zimne jak lód. W jednej chwili się odwrócił i oświetlił tajemniczy obiekt latarką. Duża, żelazna skrzynia przypominająca lodówkę. To na pewno nie ta o której mówili goście z Czerwonego Smoka. Ponownie użył telekinezy i otworzył skrzynię z czystej ciekawości. Chwilę się przyglądał po czym upuścił latarkę na ziemię z trwogą na twarzy. Tym razem już krzyknął i to głośno. Wewnątrz znajdowała się zapieczętowana lodem ludzka ręka. Po lodzie ociekała jeszcze krew. Nagle usłyszał za sobą odgłos przeładowywania broni. Nie było żadnego ostrzeżenia i w jego kierunku padł strzał. Martwy Punkt poczuł jak przez chwile brakuje mu tlenu w płucach, ale nie został trafiony. Był to efekt działania jego osłony. Strzały broni były jego limitem jeśli chodzi o siłę jaką może zablokować. Prędko się odwrócił by stanąć z napastnikiem twarzą w twarz. Na żelaznych schodach stała kobieta w białym kitlu.

- Och, a więc jednak esper. Nie spodziewałam się że tutaj znajdę jakiegoś. Instytut bardzo się ucieszy. - kobieta włożyła pistolet w kieszeń.

Chłopak powstrzymał się przed użyciem telekinezy. Pozostawił zachować ją jako as w rękawie.

- Nie obchodzi mnie, czy jesteś jednym z tych Ogarów, czy może działasz na własną rękę. Tutaj twoje spokojne życie się kończy. Przeszkodziłeś mi w pracy.

- Czyja to ręka? A może mam zawiadomić policję? - Martwy Punkt spojrzał na kobietę z uśmieszkiem - Ciekawe jak się wyplątasz z ludzkiej ręki, ociekającej krwią w starym, dawno zamkniętym kompleksie badawczym.

- Naiwny chłopiec...

- Hę?

- Naprawdę myślisz że robię to od tak? Sugerujesz że włamałabym się tu i prowadziła jakieś nieludzkie badania na ludziach korzystając z tego laboratorium?

- Tak, zgadza się, to brzmi całkiem logicznie. Podobno instytut pozostawił tu część swoich technologii.

- Ty naprawdę jesteś głupi i naiwny. Ja sama należę do Instytutu. Ale wiesz, nie będę Cię w to mieszać, zaraz będzie po wszystkim. - wyciągnęła pilota z innej kieszeni kitla i nacisnęła jakieś przyciski. - Zajmijcie się nim!

Trzy komory podświetliły się i otworzyły. Dziwna ciecz wylała się na podłogę, a w mrocznym świetle maszynerii wyszły z nich trzy żywe istoty. Wyglądali jak ludzie, ale... najprawdopodobniej nimi nie byli. Kobieta uśmiechając się weszła po schodach na górę. Dało się słyszeć odgłos zamykania drzwi. Najprawdopodobniej po prostu wyszła. Pozostawiła chłopaka w rękach... bliżej nie określonych, humanoidalnych istot, które wyglądały jakby budziły się po długim śnie. Po paru ułamkach sekund, gwałtownie ruszyły przez ciemności niczym czołgi, taranując biurka, szafki i pudełka leżące na ziemi. Martwy Punkt był na to gotowy. Przygotował się na odbicie wroga swoją osłoną... i został wgnieciony w ścianę. Wróg staranował go jak robala i wbił ręką w rząd szafek przy schodach. Pozostałe dwa wolno maszerowały w jego kierunku. Nie zadziałało? Jak to? - pomyślał ze strachem. Czy to możliwe żeby były odporne na barierę? A może przekroczyły limit siły? Pozostała więc telekineza. Chciał mocą rozluźnić palce zaciśnięte na jego gardle, ale również bezskutecznie. Nie widział nawet twarzy napastników, a jedynie ich oczy, które błyszczały czerwonym blaskiem. Nie mógł nic zrobić. Poczuł jak zaczyna mu brakować tlenu. Szarpał się ile sił, ale ręka nie drgnęła ani o centymetr. Siła tego czegoś była niewyobrażalna. Oczy powoli zaczęły mu się przymykać. Stracił przytomność.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Ewo0 4 miesiące temu
    Super napisane, mega przyjemnie się czyta. Wszytko super opisane i postacie są dobrze przedstawione i scharakteryzowane, mega wciągające i nie mogę się doczekać następnej części,
  • LordHartrax45 4 miesiące temu
    Bardzo dziękuje za pozytywną opinię :>
  • Nemo1214 4 miesiące temu
    Jedno z lepszych, które tu czytałem przynajmniej jeśli chodzi o narrację, bo mało kto z amatorów radzi sobie z dialogami (ja nie za bardzo). Twoje są autentyczne, podkreślają rys postaci. Idę do drugiej części.
    Dałbym 5* ale popracuj nad interpunkcją, bo przecinki są w "dziwnych" miejscach.
  • LordHartrax45 3 miesiące temu
    Dzięki bardzo za opinię! Zdecydowanie popracuje nad interpunkcją.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania