Poprzednie częściMartwy Punkt - część 1/3

Martwy Punkt - część 2/3

Widział jarzeniową lampę na suficie. Gapił się w nią dość długo, zastanawiając się, dlaczego właściwie gapi się na lampę. Powoli wracała mu przytomność. Leżał na podłodze. Zimnej, wilgotnej, kamiennej podłodze. Związany. Co się stało wcześniej? Ach, prawie udusili go na śmierć. Nie mógł użyć mocy. Ale chyba nadal ją posiada? Może roztrzaska więzy na jego rękach? Skupił się i telekinezą rozerwał supeł z ciężkiego sznura. Dlaczego wcześniej moc zniknęła? - pomyślał nieco przerażony. Wstał i rozejrzał się wokoło. Był w małym pomieszczeniu. Nie było to nic prócz okienka i drzwi, prawdopodobnie zamkniętych. Za drzwiami toczyła się żywo jakaś rozmowa. Przystawił ucho i słuchał:

- I co potem? - jakiś mężczyzna pytał ze śmiechem

- Załatwiły go. - odpowiedziała jakaś kobieta. Jej głos był zdecydowanie podobny do głosu kobiety spotkanej wcześniej. - Udusiły i związały. Nie martw się, posiada tylko Moc Bariery Siłowej. Nie jest groźny. Niedługo pewnie się obudzi, więc bierz go do bagażnika, ja idę się spotkać z tym gościem, co ma nam dać Hemo-Akernator. Jak się uda, projekt przyśpieszy i zakończymy pierwszą fazę do końca tego miesiąca.

- Pysznie! Wprost bajecznie. Wiesz jaką forsę nam odpalą za kolejnego espra? Są jak diamenty w kufrze z węglem! Wyjedziemy gdzieś razem. Rzucimy ten instytut. Koniec z tą parszywą robotą!

- Tak! Ta praca już dawno wykańczała mnie psychicznie. Dobra, zmykam do umówionego miejsca. A i jak dasz nawiać temu związanemu frajerowi, odstrzelę Ci głowę, albo zrobi to Instytut.

- Nie martw się. Esencjonalista posiadający jedynie moc protekcji to żaden przeciwnik.

- Żebyś się nie zdziwił.

Słychać było stukanie butów, które powoli słabło. Kobieta odeszła. Po chwili ciszy coś chwyciło za klamkę. Martwy Punkt odsunął się nieco od drzwi i przygotował, aby wymierzyć cios mocą mężczyźnie. “Będzie problem, jeśli na niego nie podziała” - sam skomentował swój plan w głowie. Otworzyły się. W drzwiach stanął młody mężczyzna w surducie. Miał długie włosy i okulary. W jednej chwili z jego twarzy zniknął uśmiech, a pojawiło się coś na granicy przerażenia i zdziwienia.

- Hę? - tylko tyle zdążył powiedzieć. Moc telekinezy cisnęła nim mocno o ścianę.

- A teraz wyśpiewasz mi wszystko ptaszyno, bo jak nie, to rzucę tobą ponownie.

- Co jest?! Jak się rozwiązałeś? Co to za moc? Nie miałeś...

Mężczyzna poczuł jak coś przycisnęło każdy jego centymetr ciała mocniej do murowanej ściany. Kaszlnął krwią.

- Kim jesteś ty i ta paniusia w fartuchu? - zapytał Martwy Punkt -Wiesz, nie lubię jak ktoś włazi mi w paradę, nasyłając na mnie jakiś czerwonookich mutantów.

- Nie mogę, składałem przysięgę...

- Zaraz wypiszę jakąś przysięgę, ale twoją krwią na ścianie. Przysięgnę że dorwę tą kobietę. Gadaj, a oszczędzę Ci życie.

- Nic nie rozumiesz. Jeśli coś powiem... NKU się aktywuje.

- N k u? - Martwy Punkt był nieco skołowany.

- Narzędzie Kontroli Umysłu. Nano-urządzenie wszczepione w moim mózgu. Jeśli powiem za dużo o tym projekcie, uwolni truciznę w moim umyśle.

- Więc zginiesz tak czy inaczej. Pomyśl, że zdradzając mi szczegóły tego chorego eksperymentu, będę mógł go zatrzymać.

Martwy Punkt zrozumiał brzemię jakie na nim spoczęło. Jest jedyną osobą na ziemi, która dowiedziała się o tym czymś i nadal żyje. Jeśli tam była ludzka ręka to ktoś niewinny mocno ucierpiał dla jakiejś chorej idei. Dodatkowo, pewnie nie była to jedyna ręka ukryta w tym składzie. Musiał zatrzymać tych szaleńców, zanim zakończą "fazę pierwszą" czymkolwiek ona nie była. Jeśli tak wyglądała faza pierwsza... jak wyglądała druga.. i każda kolejna? Przypatrywał się roztrzęsionemu mężczyźnie leżącemu pod ścianą. Był bliski płaczu i wyglądał jakby walczył z jakimś wewnętrznym demonem.

- Cholera. Powiem, ale musisz wiedzieć, że kiedy zacznę mówić zostanie mi może 15 sekund zanim odpłynę. - mężczyzna prawie łkał - powiedz czego chcesz wiedzieć.

- Gdzie poszła tamta kobieta i na czym polega wasz plan.

Mężczyzna wziął głęboki oddech i wykrzyczał wszystko prawie nie przerywając.

- Ja i Maria pracujemy nad ekstremalnie silnymi cyborgami, które mają być bronią Instytutu. Potrzebujemy do ich produkcji odpowiednich tkanek ludzi, stąd ta ręka. Maria poszła spotkać się z jakimś liderem gangu, który ma bardzo ważne urządzenie dla tego projektu - Hemo Akernator mogący tworzyć struktury wszelkich tkanek ludzkich. Kiedy go zdobędzie, projekt cyborgów...

Głos mężczyzny się zawiesił. Siedział chwilę nie wyrażając żadnych emocji, po czym gwałtownie podniósł się na nogi i wyciągnął rękę w kierunku nieba.

- PRZEKLINAM TEN INSTYTUT! - wykrzyczał nadnaturalnie głośno po czym padł na kolana.

Jego oczy zrobiły się całkowicie białe i zalały się dziwnym kwasem. Zwymiotował mamrocząc jakieś brednie. Jego ciało powoli robiło się blade.

Martwy Punkt patrzył na to niechętnie. Rozejrzał się, w którą stronę mogła pójść kobieta nazwana przez mężczyznę Marią. Nie musiał szukać długo.

Szedł szybkim krokiem przez opustoszałe budynki. Lampy jeszcze się nie zapaliły, więc kompleks kąpał się w ciemności. Chyba miał szczęście. W oknie jednego z wyższych budynków dostrzegł światło. Około 4-tego piętra. To był moment, na użycie sztuczki, której bardzo nie lubił, ale potrafiła uratować życie lub pomóc w trudnej sytuacji. Wybić się z ziemi własną telekinezą. Podskoczył i wyleciał do góry lądując sprawnie na dachu innego budynku. Powtórzył ten proces i opadł lekko na dachu budynku w którym paliło się światło. Nie było czasu na planowanie. Zebrał całą swoją siłę i uderzył w ziemię. Strop pęknął, ale nie zawalił się. Chłopak wziął głęboki oddech i powtórzył uderzenie. Ogromna wyrwa przeszyła w końcu sufit i Martwy Punkt spadł piętro niżej. Naprzeciw niego, stały dwie, dosyć zaskoczone osoby. Nie często bowiem widuje się młodego mężczyznę w bluzie wlatującego z hukiem przez dach. Pierwszą, był gruby, ale umięśniony mężczyzna z brodą noszący złotą kete na szyi. W ręku trzymał dużą, srebrną walizę. Drugą, była jakby znajoma kobieta w kitlu lekarskim trzymająca czarną walizkę w ręce. Bingo. Garwax i Maria. Nikogo więcej nie było w pomieszczeniu.

- No cześć gołąbeczki. Obawiam się, że dziś Romeo nie spotka się z Julią.

“Tekst trochę jak z poprzedniej epoki, ale liczy się wejście, a nie tekst na wejściu.” - usprawiedliwił sam siebie w myślach. Nie było czasu na takie rzucanie głupimi porównaniami. Jednym ruchem telekinezy powalił Marię, wgniatając ją lekko w ścianę. Kolejnym mocno zatrzasnął otwarte drzwi na po drugiej stronie pokoju.

- Mam z Marią do pogadania, ale najpierw zlecenie. Jesteś Garwax, ta?

Mężczyzna zgrzytnął zębami i chwycił mocniej walizę którą trzymał w rękach. Chłopak dostrzegł na niej wspomniany przez ludzi z Czerwonego Smoka czarny emblemat.

- Czy ja ci wyglądam na kogoś innego? Król złota i krwii - Garwax, przywódca Ogarów. Do kogo startujesz chłopczyku?

- Czerwone Smoki nasłały mnie na ciebie. Ostatnio coś im namieszałeś w planach.

- Pracujesz dla tych partaczy? Te dupki wierzą w jakieś chore przepowiednie i smoki. Tańczą przy ognisku, odprawiają rytuały z kozłami ofiarnymi...

- Ale dobrze płacą. Za twój czerep obiecali mi dwieście tysięcy. Jak ktoś daje tyle za likwidację jednego człowieka, to choćby był skończonym idiotą biorę jego zlecenie.

- Ależ jam jest Garwax! "Ten przez którego trzęsie się ziemia"!

- Głupi przydomek. Trzęsie się, bo masz sadło tu i tam.

- Jak śmiesz, ty chory gnojku. Życie ci niemiłe. - wyciągnął z kieszeni groźnie wyglądającego gnata i wycelował w łeb chłopakowi. - Żryj ołów!

Padł strzał, ale kula zatrzymała się przed jego czołem i z brzękiem spadła na ziemię.

- Skończmy to, bo nie mam na to siły. Muszę jeszcze wygarnąć tej chorej na umysł sadystce.

Telekinezą wytrącił broń z ręki Garwaxowi. Już miał brać się do wciśnięcia w ścianę także jego, ale nagle stało się coś nieoczekiwanego. Poczuł jak drży ziemia. Spojrzał zmieszany na Garwaxa, a ten się uśmiechnął.

- Nie myśl sobie - zaczął otyły gangster - że tylko ty masz tu "magiczne zdolności" esperku.

Cała podłoga pękła i nim Martwy Punkt zdążył cokolwiek zrobić, zaczął już spadać. Uderzył z hukiem o kamienną podłogę na niższym piętrze. Kolejne murowane elementy drżąc się, odrywały się od reszty konstrukcji i spadały. Kondygnacja budynku zaczęła się zapadać. Chłopak podniósł się z ziemi z bólem, choć tarcza odrobinę złagodziła upadek, to jednak nie radziła sobie za dobrze ze spadaniem. Wzleciał z powrotem na wyższe piętro by stanąć twarzą w twarz z Garwaxem.

- Możesz blokować siłę, hm? Ale czy możesz blokować wibracje?

Wstrząsł szybko przebiegł po ziemi od gangstera, zwalając z nóg chłopaka, który ledwo wrócił na pole bitwy. Gdy próbował się podnieść, kolejny wstrząs biegnący w jego kierunku go powalił, a ten spadł z powrotem do wyrytej w podłodze dziury. Dało się słyszeć śmiech Garwaxa.

- Jesteś Martwy Punkt, no nie? Coś tam o tobie słyszałem, twoje moce się zgadzają. Podobno byłeś nie pokonany, więc co się stało, chłopczyku?

Brak odpowiedzi. Martwy Punkt się nie pojawiał, nie wracał, nie wylatywał z powrotem.

- Hę? Czyżbyś już był martwy, Martwy Punkcie? - zaśmiał się szyderczo - Cóż za ironia! Martwy Martwy Punkt! Chciałem się jeszcze trochę podroczyć!

Nagle rozległ się mocny huk i podłoga pod Garwaxem się zarwała. Martwy Punkt użył swojej mocy tak jak poprzednio. Napastnik upadł z hukiem na ziemię, poprzedzony przez spadające kawałki stropu. Tym razem nie było mowy i pogaduszkach. Gangster wysłał szybko kilka wstrząsów wokół siebie, aby rozproszyć wroga. Walnął pięścią w sufit, a drgania zawaliły jego część na przeciwnika. Oczywiście kawałki sufitu rozproszyła bariera, ale pełniły one tylko funkcję rozproszenia. Posłał kolejny, mocny wstrząs po podłodze i znów przewrócił przeciwnika. Martwy Punkt czuł że jest już dosyć wyczerpany, więc musiał szybko zakończyć walkę. Używanie bariery było cięższe na dłuższą metę, zwłaszcza, że wciąż upadał na podłogę i szargany był potężnymi drganiami których nie mógł zablokować. Szybko się podniósł, uskoczył na bok unikając kolejnego wstrząsu. Telekinezą wgniótł Garwaxa w ścianę. Czuł jaka cała ziemia drży wokół. Garwax próbował się uwolnić. Chłopak przyciągnął go lekko do siebie, po czym uderzył nim jeszcze mocniej. Krew z głowy siknęła na podłogę. Proces został powtórzony jeszcze raz. Tym razem siła była tak duża, że Garwax przebił ścianę ułożoną z pustaków i wyleciał na zewnątrz. Wszelkie drgania ustały. Budynek przestał się zawalać. “Zgon”. - stwierdził chłopak. Nikt nie przeżyłby upadku z takiej wysokości, zwłaszcza z takimi ranami. Połowa zadania wykonana. Martwy Punkt czuł już, że poważnie brakuje mu sił. Nigdy nie toczył tak ciężkiej walki. Ale dlaczego była tak ciężka? Może dlatego, że w końcu został postawiony przeciw wrogowi, który też posiadał moc. Wrócił więc na górne piętro, gdzie powinna była czekać na niego oszołomiona Maria... ale nie czekała. Co więcej walizka z ów drogim sprzętem również przepadła.

- Zwiała. Miała dość czasu. - powiedział ze strachem. - Projekt cyborgów... będzie kontynuowany.

Gdy tylko o tym pomyślał, uczucie odpowiedzialności znów się pojawiło. Nie mógł pozwolić na kontynuowanie tej przeklętej maskarady. Ale nie mógł prosić nikogo o pomoc. Policja jest raczej głupim pomysłem, skoro sprawę prowadzą ludzie z Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii to o całej sprawie wie rząd. Nie miał żadnych przyjaciół, poza Orianą, a wolał nie mieszać jej w tak mroczną sprawę. Musiał działać sam. Nie było czasu na odpoczynek. Rzucił się w pościg.

Biegł, choć wyraźnie czuł zmęczenie. Dotarł do miejsca z którego wcześniej uciekł. Młody mężczyzna, był już całkiem zniszczony przez truciznę. Całe jego ciało krwawiło, cały czas tworzyły się nowe rany z pękającej skóry. Wsłuchał się w ciszę i... słyszał kroki, a właściwie to bieg. Stukanie obcasów. Odwrócił się. W oddali przy bramie wyjściowej biegła samotna kobieta w białym kitlu z wielkim srebrnym tobołkiem w ręce. Biegła bojąc się śmierci i chcąc ocalić badania nad którymi pracowała.

- Nie na mojej warcie. - znów sam do siebie powiedział Martwy Punkt.

Gdyby jego moc sięgała tak daleko, dawno by ją powalił. Postanowił więc użyć jej w inny sposób. Podskoczył i znów odrzucił się w dal, ale nie do góry, a przed siebie. Wyleciał jak z procy i w mgnieniu oka znalazł się tuż za Marią. Ta właśnie próbowała otworzyć kluczami jedną z bram. Ręce jej drżały jakby zaraz miała umrzeć. Nic nie powiedział. Nie zdążył. Poczuł ogromne uderzenie w plecy. Martwy Punkt rzadko czuł ból, ale tym razem był ekstremalnie mocny. Padł na ziemię. Odwrócił się i w świetle lampy zobaczył stojącą nad nim, znajomą sylwetkę z czerwonymi oczami. Był to cyborg. Miał ludzką twarz, lecz nie bardzo przedstawiała ona jakąkolwiek emocję. Ręce też miał ludzkie i połowę klatki piersiowej. Cała reszta zbudowana była z ciężkiego czarnego metalu. Widać było, że był to tylko prototyp, a nie gotowy model. W niektórych miejscach wystawały jeszcze kable. Chłopak zebrał ostatnie siły jakie mu zostały i zaczął napierać mocą na nogi robotycznego napastnika. Wydawały się najsłabsze. Ku jego zaskoczeniu, gdy je mocno pchnął jego moc działała normalnie. Pół-robot wyrżnął na plecy. Gdy spróbował powstać chłopak pchnął go w nogi ponownie. Może przez to że nie był jeszcze w pełni ukończony... jego nogi nie były odporne na moc? Usłyszał zza pleców chrzęst kłódki. Maria otworzyła bramę i z krzykiem wybiegła na ulicę. Wiedziała, że nie potrwa długo, zanim przeciwnik zorientuje się o dysfunkcji cyborga. Biegła, dławiąc się własnym oddechem. Nagle zrobiła się blada jak trup. Przestała zupełnie oddychać. Gdy otwierała bramę, postawiła walizkę przy murze. Walizkę... Spojrzała na swoje puste ręce. Zostawiła ją tam. Martwy Punkt ją zabije, jeśli wróci. Jeśli natomiast wróci do instytutu i przekaże, że... esper uciekł... co więcej najpewniej ten gnój powiedział mu o całym zajściu, bo widziała działanie NKU, a więc wie o projekcie... oraz straciła z przed nosa urządzenie, które mogło pozwolić na masową produkcję cyborgów... Instytut zrobi z nią straszne rzeczy. Bała się nawet myśleć, co może się z nią stać. Nie ukryje się, nie ucieknie, nie uratuje planu. Umrze albo tu, albo za parę godzin. Pomimo, że obok ulicą jechało kilka samochodów, wyciągnęła z kieszeni swój pistolet i przyłożyła sobie do skroni.

- Chora ambicja tych idiotów z Omikronu. CO ONI CHCIELI OSIĄGNĄĆ?! - Krzyczała publicznie, nadal trzymając broń przy głowie - CZY BADANIA NAD ESENCJAMI SĄ AŻ TAK WAŻNE?! CZY TYLE OSÓB MUSI... MUSI CIERPIEĆ, UMIERAĆ, DLA JAKIŚ CHORYCH PROTOTYPÓW?

Nie powiedziała już nic, jej los i tak miał być już skończony. Pociągnęła za spust i upadła. Martwy Punkt przyglądał się temu z odległości kilkudziesięciu metrów. Widział jak jakiś samochód się zatrzymał i zaczęli wzywać pomoc, karetkę, policję. Nie wie czy udało się ją odratować. Odszedł, trzymając srebrną walizkę w dłoni. To o nią prosił "Czerwony Smok". Druga część zadania wykonana. Powlókł się wycieńczony w stronę domu. Jutro miał przekazać zdobycz kultystom i odebrać nagrodę.

- Maria? - usłyszała męski głos

Kobieta wolno uchyliła powieki. Liczyła, że zobaczy Niebo i samego Stwórcę, ale... była w szpitalu. Łóżku szpitalnym. Stał nad nią doktor, i dwóch mężczyzn w garniturach. O zgrozo - poznała ich. Mężczyźni z Instytutu.

- A więc jednak żyjesz. - powiedział jeden z nich

- Czekaliśmy, aż przekażesz nam informacje. - dokończył drugi

Doktor widząc co się dzieje, poinformował tylko, żeby pacjentka nie narażała się na silne emocje i nie wstawała pod żadnym pozorem, a następnie wyszedł. Maria smutno pożegnała go wzrokiem, wiedząc, że ci dwaj to same problemy.

- Jestem Taix a to Torx. To nasze pseudonimy. - pierwszy mężczyzna wskazał na drugiego - Zapewne nas znasz. Agenci oddziału Omicron, należącego do Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologi. Miałaś zdobyć Hemo-Akernator. Gdzie on jest?

- Ja... przepraszam... - głos Marii drżał - straciłam go... nie udało się...

- Ach tak? A więc kto go teraz przejął? - zapytał Torx

- Młody esper... najpewniej odda ją jakiemuś pomniejszeniu kultowi dla którego pracuje. Kult Czerwonego Smoka czy coś podobnego.

- Nic nie warte szumowiny. - Taix podsumował - Ale nie martw się Mario. Dowództwo opracowało już plan. Odzyskamy go i wznowimy projekt. Mamy nadzieje, że nikt nie dowiedział się o tej całej akcji.

- Tak. To znaczy... nie. Ten esper coś wie. Agnus mu coś wypaplał, a potem zmarł od NKU.

Obaj agenci zmarszczyli brwi, ale nie było tego zbytnio widać, przez czarne okulary które mieli na oczach.

- Jakiś chłopiec... który jest esprem... wie o cyborgach? - powiedzieli niemal równocześnie.

- Tak. Przepraszam, Agnus miał się nim zająć i poległ.

- Jak on się nazywa? Musimy go spacyfikować.

- Pokonał jeden z prototypów. Nogi robota nie były pokryte odporną tkanką. Jest silny. Zwą go Martwym Punktem. Posiada telekinezę nad obiektami stałymi i barierę siłową.

Mężczyźni kiwnęli głowami i obiecali przyjechać jutro po Marię, aby wcielić plan w życie. Wychodząc Taix rzucił tylko:

- Przyzwyczaj się do swojego nowego ciała. Żegnam. - po czym wyszedł.

Maria przez chwilę nie zrozumiała. Jak to "nowego ciała". Po czym sięgnęła po jej telefon leżący na półce i przejrzała się w kamerze. Jej krzyk pewnie było słychać także przed szpitalem. Spostrzegła, że połowa jej głowy jest... z metalu. Podobnie jej lewa ręka, czego wcześniej nie zauważyła. Te gnidy naprawdę robiły wszystko, aby przywrócić ją do życia. Wykorzystały jej własną technologię by zmienić ją w cyborga. Co więcej, od kiedy zlecono Marii tworzenie tych pół-maszyn, nienawidziła ona tego zadania. W głębi duszy uważała, że zamienianie części ludzkich na maszyny bez zgody danej osoby jest zbrodnią. A więc tak czuły się jej ofiary. Spokojnie odłożyła telefon czując jak łzy bezwładnie spływają po jej policzkach.

Martwy Punkt dotarł do swojej kawalerki. Otworzył drzwi i spojrzał na zegarek. Właśnie dochodziła 21, miała zjawić się Oriana. Niestety, Oriany nie było. Nie dostał żadnej wiadomości. Zaczekał chwilę, a potem jeszcze dłuższą chwilę. Dziewczyna nie zjawiła się, więc siadł do kolacji. Koniec końców nie dała znać dlaczego jej nie ma. Chłopak zasypiał z niepokojem.

Następne częściMartwy Punkt - część 3/3

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania