Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Marzenia
Ostatni czasem bardzo dobrze sypiałem, nie byłem w żadnym razie nazbyt ospały, lecz troszkę zamglony. Rok temu odeszła od mnie żona wraz z córką. Mój lekarz radził mi, bym odłożył na bok sprawy, które obciążały mnie psychicznie. Kazał mi jak najszybciej jechać na urlop, czyli dostąpić boskiego wypoczynku na łonie tutejszej natury. Nie muszę kupować biletu, aby dostać się na upragnioną wyspę. Nic tych rzeczy. Mam tu niedaleko, mały domek sosnowy w samym centrum leśnego runa.
Patrzę i widzę, coś nie tak z samochodem, nic dziwnego, gruchot ma już ponad 34 lata. Postanowiłem się zając silnikiem, nic skomplikowanego i wymagającego wyższego wykształcenia, troszkę wyobraźni i dobry klucz francuski wystarczą. Nie wystarczyły.
Czekałem chyba ponad godzinę, na to żeby jakiś dureń się zatrzymał i wykazał się chęcią pomocy, dla drugiego człowieka. Dupa. Nikt się nie zjawił.
Pomoc nie nadeszła, jakimś cudem auto odpaliło i dało się usłyszeć że tłoki współpracują ze sobą. Dobra robota, pomyślałem.
Zajechałem od strony drewnianej werandy, dało się wypatrzeć, które elementy domku letniego są do wymiany, a które można jeszcze odrestaurować. Wszedłem po schodach i przekręciłem kluczem w drzwiach.
Pierwsza myśl jaka nasunęła mi się do głowy – Jak ja mogłem to tak zaniedbać. Nie było żadnej wątpliwości. Ktoś tu pod moją nieobecność się panoszył jak u siebie. W salonie dało się wyczuć zapach, była to mieszanka potu i tytoniu. Zamarłem. Kuchnia była totalną masarnią, wszędzie była krew i chrząstki zwierząt. Druga Myśl. Jebani myśliwi.
Czemu te zdziczałe sukinsyny zrobiły sobie tutaj nocleg zrobić sobie z mojego domu rzeźnie i bazę wypadową na ich pogańskie rytuały, a może by tak zabrać ze sobą pepeszkę dziadka i trochę nauczyć tych jeleniojebców szacunku dla czyjeś własności. A lekarz kazał mi się nie denerwować, jak tu się nie wkurzać, jedyna pamiątka po tych wszystkich spędzonych tu wakacjach z moją rodziną, została kompletnie zniszczona. Wbiegłem do pokoju na pierwsze piętro, wszedłem do pokoju mojej córki, odsunął jej łózko, pod łóżkiem znajdowała się skrytka. Piękna, z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem dziadka - Berdyniarz Czartoryski.
Gnata zabrałem ze sobą, trochę ją trzeba naoliwić, coś się zaraz wykombinuje. W kuchni leżała na blacie oliwa z oliwek w spray, a to się nada, strzeliłem troszkę aerozolem w elementy kinetyczne i zabrałem się do studiowania mapy okolicy, w tym oczywiście najważniejszy był las, bo przecież tam są ,,łowcy,,.
Ubrałem się dość hermetycznie, bo była późna jesień.Te Skurczybyki miały teraz sezon na jelenie, więc wybrałem się do doliny Grzybiarzy, nazwa pochodzi stąd, że kiedy spadnie dużo deszczu, cała woda z ulewy leci wprost do epicentrum doliny. Cała leśna wataha zmierza ku dolinie, tak więc analogicznie do wędrówki zwierząt będą się poruszać te świnie.
Zabrałem ze sobą pepeszkę i nóż wojskowy. Byłem w humorze, śpiew ptaków i ta niekiedy przemykająca cisza, pośrodku niczego, w samym sercu niczego.
Było słuchać mlaskanie, a potem...
- Ale pizga po nogach, masz te kalesony swojej starej ? - rzekł gbur, ubrany w wojskową kurtkę.
- A byś pomyślał to byś miał, zasrańcu – wrzasnął gniewnie z odchyloną głową, zerkając na niebo. - Stara myśli że ja jakiś trans.. , coś takim, kur.. jestem, bo jej rajstopy i kalesony kradnę .
- Daj spokój, swoje zostawiłem w golfie. - Zresztą sam wiesz, że mam nadciśnienie. Chłód mi przeszkadza w krążeniu krwi.
Starszy myśliwy spojrzał na niego nieufnie.
- Wisi mnie te twoje nadciśnienie - rzekł, z wyczuwalną pogardą w głosie. - Słyszysz ?
- Co, jeleń ? - zapytał z euforią w głosie.
- Nie, kroki za rytmiczne, może to grzybiarz, teraz od groma ich tutaj.
Gwizd a potem...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania