Maska (krypta)
Przed wszystkimi zakładam maskę
Przed rodziną, ludźmi w klasie
Przed swoimi przyjaciółmi czasem
Bywa, że przed samym sobą nawet
Każdy widzi odklejonego typa
Ten co dolewa oliwy do ognia
Ziomuś co czasem walnie głupotą
Ten co ma nie po kolei z głową
Nie brałem nigdy leków na głowę
zaburzenia swe mam lękowe
Tylko udaje że mam dziewczynę
Bo nie lubię jak ktoś mnie shipuje
Przyjaciółka robi to samo co ja
Nie chce słuchać miłości wyznania
Słucham tylko innych komentarzy
O tym że jestem jakiś podejrzany
Nie myślę, zanim coś powiem
mam zszarganą opinie o sobie
Nie wiem co będzie że mną dalej
Nie wiem co będzie że mną na dnie
I tak mijają mi dni, tygodnie
Minęła jesień zima za oknem
Kłamie nawet przed samym sobą
Nie wiem co fałszem a co prawdą
Zawodzą mnie własne wspomnienia
Codzień czuję że tylko umieram
Byłem blisko załamania
Byłem blisko zajebania
Czułem że cały świat mnie przerasta
Ale usłyszałem samuraju wstawaj
Bo Wincenty to imię tylko dla mediów
Dla tych co oczekują tylko tantiemów
Dla tych co znają mnie z zewnątrz
Dla bliskich więcej niż alter ego
Pisałem te wersy o byłej dziewczynie
Tyle tych tracków że nagrałbym płytę
Pisałem linijki o tym że zginę
Wincenty chciał być drugim lil peepem
Wincenty nie patrzył na bliskich krzywdę
I na cały zły świat zwalał swą winę
Teraz do Ciebie, posłuchaj księżniczko
Poznałaś mnie gdy końca byłem blisko
Wyleczyłaś mnie, choć wkładałem te maskę
Bo chciałem być tylko twój robiąc te farsę
Byłem toksyczny, miałaś w tym rację
Ale pozwól że teraz ja dam Ci poradę
Nie słuchaj cięgle swych koleżanek
Nie zastępuj relacji AI-em
Cały czas sam jak ten środkowy palec
Nie chce wchodzic już w żadne relacje
Robię ten beat I pisze te zwrotki
Nagrywam wokal i robię te fotki
Kręcimy teledysk idziemy na schodki
Za dobre stawki składam swój podpis
Przeżywałem swoje koszmary
Przezywalem wszystkie traumy
W końcu wziąłem życie na bary
Ale czuję że nie daje rady
Szkoła siłka i wolontariat
Praca dom oraz proletariat
Wypruwać żyły, to nie banał
Tylko by dumna była mama
Nie jestem z bloków choć pisze te teksty.
Dzięki mamie nie było biedy
Nie jestem raperem, nie pisze o chlaniu
Nie spędzam czasu na imprezach i ćpaniu
Moje wersy to czyste uczucia
Moje linijki to życie nie fucha
Połowa tekstów jest o byłej
Druga połowa ląduje w krypcie
Tęsknię księżniczko, co ja poradzę
Ale wiem tak jest ci łatwiej
A uwierzyć w to chce przy najmniej
Przyszłości swojej nie już zobaczę
Widzę tylko te złote włosy
Twoje piękne błękitne oczy
Twoje słodkie malinowe usta
Oraz twoje cudowne uda
Wciąż wyczuwam twoje perfumy
Wciąż uderzam w gitary struny
Wciąż wypisuje te głupoty
Wciąż oglądam wspólne foty
Wciąż stalkuje twoje sociale
I będę to wszytko robić dalej
Bo bardzo tęsknię za tobą
Bezsensowny pisze monolog
Widzę twoją bluzę beżową
Widzę tylko mine skwaszoną
Na swej szyi nosisz słuchawki
Ozdobione w te białe gwiazdki
Masz je ciągle na swych uszach
Rzeczywistość tym wygluszasz
Jedno słowo wrócę do ciebie
Jedno słowo a będę w niebie
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania