Match — margines

[Zobacz, ile jesteś wart, gdy da się ciebie przesunąć kciukiem]

 

Otwieram Tindera „z ciekawości”, jakby ciekawość była lepszym powodem niż samotność.

Telefon zna mój PIN lepiej niż ja swoje granice.

Pierwsza: „kocham podróże” i trzy zdjęcia z tej samej kawiarni.

Druga: „szukam normalnego faceta” — czyli kogoś, kto nie istnieje, ale warto próbować.

Trzecia: „nie interesują mnie przygody”, a reszta profilu udaje, że właśnie o to chodzi.

Dwa — w prawo, zanim zdążę się nad sobą zastanowić.

Dwa — w lewo, zanim zdążę w cokolwiek uwierzyć.

Cztery — sekundy pustki, zanim aplikacja podrzuci mi nowe życie do oceny.

Wyskakuje „It’s a match!”.

Nie wiem, czy się cieszyć. Nic jeszcze nie zrobiłem.

Ktoś polubił moje zdjęcie sprzed trzech lat.

Przybliżam kadr.

Za moimi plecami widać mieszkanie, w którym już mnie nie ma, i krzesło, które wyrzuciłem po ostatnim rozstaniu.

Na twarzy mam uśmiech gościa, który jeszcze wierzył, że zdąży.

Chyba łatwiej sprzedać mój avatar niż mnie.

Piszę „hej :)”, bo nie ma gotowca „boję się, że zobaczysz mnie naprawdę”.

Ona nie odpisuje.

Aplikacja nie uważa tego za problem.

Zamykam Tindera. Ekran gaśnie idealnie, zostawiając na czarnym tle moje odbicie.

Na górze „0 nowych wiadomości”.

Na dole przycisk „Boostuj swój profil”.

Pomiędzy nimi drży mój kciuk, jakby od niego zależało, czy ktoś w końcu przesunie w prawo mnie, a nie tamtą wersję z innego mieszkania.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania