Matczyne poświęcenie

Dawno, dawno temu, za górami i lasami, we wsi Powidłaki żyła uboga wdowa. Mąż jej poległ był w wielkiej bitwie z Drewlanami pod Białym Lasem, skutkiem czego ostała się sama z rocznym synkiem. Niestety, malec, ku rozpaczy matki, wykazywał objawy niedorozwoju. Nie był w stanie sam stać, nawet siedzenie przychodziło mu z trudem. Nie reagował, gdy coś do niego mówiono ani w żaden sposób nie nawiązywał kontaktu z otoczeniem. Ot, głuptak, tyle że dodatkowo nieruchawy. Takie dzieci w zasadzie nie miały prawa zbyt długo przeżyć, lecz otaczany troskliwą opieką chłopiec wciąż się tego świata trzymał. Ludzie mówili, że to na pewno dziwożona albo subela podrzuciła swoje potomstwo, stąd taki odmieniec, ale matka ich nie słuchała. W końcu jednak, przygnieciona narastającymi problemami, musiała sama przed sobą przyznać, że nie da rady dłużej tak żyć. Ani w pole do roboty, ani w zagrodzie na dłużej się zakrzątnąć nie mogła, bo mały ciągle wymagał atencji. Nie miała jednak serca, by własne dziecię oddać owczarzowi Wielichowi, który jednym cięciem noża rozwiązywał tego typu problemy.

Szukając ostatniej szansy, udała się tedy do mieszkającego na pobliskich bagnach szamana, Gosława o Złotym Oku.

– To znów ty? – Szaman niezbyt uprzejmie przywitał wdowę. – Mówiłem już, że małemu nic nie pomoże.

– Mówiłeś, że ty nie pomożesz – odparła twardo niewiasta. – Ale wspominałeś też o siłach mocniejszych niż twoja.

– Wspominałem – zgodził się szaman. – A pamiętasz, jak ostrzegałem przed proszeniem ich o cokolwiek?

– Pamiętam. – Tym razem to wdowa się zgodziła. – Ale nie mam już wyboru. Albo one mi pomogą, albo nikt.

– To czemu do nich nie pójdziesz, tylko do mnie? – zapytał Gosław o Złotym Oku.

– Właśnie chcę iść, ale nie wiem właściwie do kogo. Proszę, poradź, gdzie mam się udać, by błagać o uzdrowienie mego syna!

„Najlepiej samego Roda” – pomyślał szaman, ale wiedział z góry, że to sprawa przegrana. Rod wyjątkowo niechętnie rozplątywał raz wyznaczony los. A nawet jeśli to robił, powstawały wówczas tylko większe problemy.

– Poradzić mogę – westchnął w końcu – ale nie wiem czy to coś da. Jeśli zostało zapisane, że młody wyzdrowieje, to wyzdrowieje. Jeśli nie, to umrze. Nic nie zrobisz.

– Dobrze, ale być może zostało zapisane, że wyzdrowieje, j e ś l i coś zrobię. – Nie ustępowała wdowa. – Tym bardziej powinnam działać, prawda?

Gosław o Złotym Oku uśmiechnął się półgębkiem, bo nie zamierzał wchodzić w dalszy spór. Rozmowa z matkami o determinacji na pograniczu szaleństwa nigdy nie prowadziła do niczego dobrego.

– W porządku – odpowiedział. – Mogę ci poradzić. Pójdziesz na Wzgórze Trzech Łąk. Rośnie tam wielka, rozłożysta lipa. Skręcisz przy niej w prawo i będziesz szła przed siebie, cały czas prosto. Długa to droga, ale iść musisz, aż natrafisz na stare ruiny wioski. Zapadłe chaty, chlewiki, obory, zrujnowana gospoda, a po środku tego wszystkiego chwiejąca się wieża obserwacyjna. To kiedyś była bogata wieś, lecz jeden taki specjalista od rozsiewania chorób, Płachytka, wykończył wszystkich i zamieszkał w ruinach. Idź tam, znajdź go i proś o zdrowie syna. Skoro umie roznosić nieszczęścia, to może umie też je zbierać.

– Dziękuję, za dobrą radę – odrzekła wdowa. – Wyruszę natychmiast.

– Poczekaj! – Wstrzymał ją szaman. – Płachytka nie będzie z tobą gadał, jeśli nie dostanie jakiegoś cennego podarku.

– Dać mu złoty wisior? – Niewiasta złapała się za szyję, na której zawieszony miała cienki łańcuszek, ostatnią pamiątkę po poległym mężu.

– Owszem, możesz zanieść złoto, srebrny naszyjnik, drogi kamień, coś co ma przeliczenie na pieniądze – odparł Gosław o Złotym Oku. – Ale ja bym raczej zaniósł coś, co ma w sobie krew. Płachytkę powinno to bardziej ucieszyć.

Niewiasta zrobiła, jak jej szaman poradził. Wzięła synka, czarnego, dorodnego koguta i ruszyła na Wzgórze Trzech Łąk. Dotarła do starej lipy i skierowała się w prawo. Idąc cały czas przed siebie, trzeciego dnia w południe dotarła wreszcie do zapomnianej, zrujnowanej wsi. Na jej środku stała drewniana wieża obserwacyjna, która w porównaniu do reszty zabudowy całkiem dobrze się zachowała. Wdowa, zgodnie z zaleceniami szamana, rozpaliła ogień, zarżnęła koguta i skropliła jego krwią płomienie. Buchnął dziwny, szary dym, a po chwili dało się słyszeć, że ktoś schodzi z wieży.

Minęła długa chwila, gdy na zewnątrz wyszedł dziwny stwór: miał łysą głowę, duże czarne oczy, dziurę po nosie i szerokie usta pełne ostrych zębów. Reszta jego całkowicie pozbawionego włosów ciała, przypominała człowieka, jednak z dwoma zasadniczymi wyjątkami. Stopy demona wyglądały jak gęsie łapy, a z ramion wyrastały błoniaste skrzydła, nakrapiane czerwonymi pręgami.

– Co cię sprowadza? – zapytał bez ogródek Płachytka.

– Przychodzę… – zająknęła się wdowa. – Przychodzę prosić o zdrowie dla mego syna. Gotowa jestem oddać wszystko, byle mały stał się jak inne dzieci.

– Daj no tego koguta – odpowiedział demon, jakby zupełnie nie zwracając uwagi na słowa niewiasty.

Gdy go dostał, kazał czekać, po czym wrócił do wieży i nie pojawił się aż do późnego wieczora. Wreszcie jednak wyszedł ponownie i rzekł:

– Kogut był nawet niezły. Rosół sobie zrobiłem. Teraz mów, czego chcesz.

Wdowa powtórzyła wcześniejszą prośbę o uzdrowienie synka i zadeklarowała gotowość do daleko idących poświęceń, byle tylko mały wyzdrowiał.

– Choćby na mnie miała przejść choroba! – oświadczyła na koniec.

– Na ciebie? – zdziwił się Płachytka. – Bez sensu.

– Nalegam! – Upierała się wdowa. – Uzdrów go, proszę.

– Ale ja nie uzdrawiam – odrzekł demon, a widząc wyraz ogromnego rozczarowania na twarzy nieszczęsnej matki dodał. – Zaraz ci wyjaśnię. Jednych dotykają choroby, w tym samym czasie zdrowie odzyskują inni. Zabawne, że ludzie myślą, iż to sprawka uzdrowicieli. Nic z tych rzeczy. Nie ma uzdrowicieli, są tylko roznosiciele, tacy jak ja, albo Morowa Dziewica czy Czarna Łojma. Ilość zachorowań jest ograniczona. Jeśli dam chorobę jednemu, muszę innemu zabrać. Proste, ale różni szalbierze, oszuści samozwący się uzdrowicielami i tak żerują na naiwnych. Jak się taki zgada z roznosicielem, to zawsze potem będzie w odpowiednim miejscu i czasie żeby zgrywać bohatera. Dobra, nieważne. Chcesz zdrowia dla synka i oferujesz siebie w zamian, tak?

– Tak! – Skwapliwie potwierdziła wdowa.

– Już mówiłem, że to bez sensu, ale skoro chcesz, da się zrobić. Żadna trudność, jednemu daję chorobę, drugiemu zabieram – odparł nieco znudzonym głosem demon. – Idźcie spać, do rana będzie wszystko załatwione.

– I nic za to nie chcesz? – zdziwiła się wdowa.

– Ja? Nie. Kogut mi wystarczy, resztę sama sobie zapłacisz.

Niewiasta nic z tego nie zrozumiała, ale zgodnie z poleceniem ułożyła się z dzieckiem do snu. Rankiem, gdy otworzyła oczy, zupełnie nie wiedziała gdzie jest i co się z nią dzieje. Leżała na trawie, pod jakimś drzewem, nie mogąc poruszyć ani rękoma ani nogami. Miała je jakby skostniałe, powykręcane. Obok leżał ktoś, kto strasznie wrzeszczał i płakał. Nie mogła skojarzyć kto to, myśli jej uciekały. Rozejrzała się, ale nie zobaczyła nic ciekawszego niż do tej pory. Czuła, że boli ją brzuch, ale po chwili przestał, tylko w okolicy krocza zrobiło się ciepło, a do nozdrzy dotarła fala nieprzyjemnego zapachu.

– Ghhry? – powiedziała, a potem zaczęła wtórować wyciu osobnika leżącego obok.

Trzy dni później, nad leżącymi pod rozłożystą lipą dwiema postaciami pochylali się młody mężczyzna z grabiami, starsza niewiasta oraz siwobrody starzec.

– Poznaję! – mówił młodzian. – To wdowa z Podwidłaków i ten jej podciepa, nie?

– Nie wiem – odrzekła towarzysząca mu białka. – Tamta była zdrowa, a dziecko miała chore, tu jest na odwrót. No, ale może to i oni, bardzo podobni.

– Dziecko nie żyje – odezwał się starzec. – Zmarło chyba niedawno, pewnie z pragnienia. Ale rzeczywiście wygląda normalnie, nie jak tamten.

– A z nią jest bardzo źle – zawyrokował młody szturchając leżącą niewiastę końcem grabi. – Robi pod siebie, nie reaguje na słowa, nie może się ruszyć. Długo nie pociągnie. Więc co?

– Zawołajmy owczarza Wielicha. Niech skróci jej cierpienia – powiedziała starsza niewiasta wyprostowując się. – Biedaczce chyba tylko najlepszy uzdrowiciel mógłby pomóc, ale żadnego niestety nie ma tu w okolicy.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 19

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (37)

  • pasja 9 miesięcy temu
    Matka wszystko zrobi dla swojego dziecka. Smutna opowieść. Wykorzystanie matczynej miłości do dziecka. Cały łańcuch niesprawiedliwości społecznej z okrutnym zakończeniem. Wiara w uzdrowienie czasem przerasta nas samych. A uzdrowiciele tylko czekają na takich klientów.
    Pozdrawiam
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Dziękuję za komentarz. Trzeba uważać, czego sobie życzymy bo może się dosłownie spełnić.
  • Shogun 9 miesięcy temu
    Ciekawa i smutna opowieść o tym, że nie należy zmieniać losu, gdyż może mieć to jeszcze gorsze konsekwencje. Ale czego nie zrobi dla swojego dziecka matka, zwłaszcza nieświadoma konsekwencji swoich działań, dlatego że zaślepiła ją nadzieja? A nawet ona potrafi być niebezpieczna.
    Pozdrawiam :)
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Dziękuję za komentarza. Nadzieja matką głupich, co zrobić :)
  • Shogun 9 miesięcy temu
    Bajkopisarz to prawda. Swoją drogą czekałem, aż w końcu coś opublikujesz. Czekałem i się nie zawiodłem :).
  • Antoni Grycuk 9 miesięcy temu
    Bajkopisarzu,

    świetna pointa. Czasem lepiej nie ruszać tego, co jest, bo można jeszcze bardziej zaszkodzić w sytuacji. I dobrze mówił, że to bez sensu.

    Błędy:
    Niestety, malec, który ku rozpaczy matki, wykazywał objawy niedorozwoju.
    albo bez "który", albo dodać "to" przed "malec".

    Proszę, poradź, gdzie ma się udać, by błagać o uzdrowienie mego syna!
    MAM się udać - chyba?

    - Poradzić mogę – westchnął w końcu, - ale nie wiem czy to coś da.
    niepotrzebny przecinek.

    Rozejrzała, ale nie zobaczyła nic ciekawszego niż do tej pory.
    brak "się".

    Poza tym trochę błędów interpunkcyjnych.

    Pozdrawiam.
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Dziękuję za komentarz, już poprawiłem błędy. Niestety, z interpunkcji to nigdy dobry nie byłem.
  • Infernus 9 miesięcy temu
    Napisałeś piękną bajkę z przesłaniem, Bajkopisarzu :) Magiczny świat, cierpienia, a akcja z rosołem się udała. Gdzieś tam kropka Ci uciekła pod koniec zdania, ale to nieistotne.
    Lektura przyjemna :)
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Dziękuję za dobre słowo :) Za mundurem panny sznurem, a za rosołem to nawet demony.
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Bajkopisarzu→Hmm...Gdyby człek był świadomy wszystkich konsekwencji swoich decyzji... to mógłby nie podjąć żadnej:)
    Matka chciała pomóc. Prośba została wysłuchana... tylko wiadomo, co się stało... i dziecko....
    Życie to poplątany łańcuch zdarzeń i wyborów jakby. Każdemu inaczej....
    P,S→''Mąż poległ w wielkiej bitwie z...''→tak chyba lepiej. Wiadomo, że jej:)
    https://wordcounter.net/         https://www.interpunkcja.pl/     →czasami korzystam:)
                                                Pozdrawiam:)→5
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Jakby człowiek wiedział, że się przewróci to by się położył. Ja tam się cieszę, że nie wiem co będzie dalej...
    Z tym "jej" to jest na zasadzie: zginął mi pies, a nie: zginął mój pies. Ale tutaj nie ma mi-mój tylko w obu przypadkach jej.
    Dzięki za linki, podszkolę się.
  • Kocwiaczek 9 miesięcy temu
    Jak miło czytać tekst tak dobry i przemyślany. Długi ale ciekawy z interesujacymi dialogami i niebanalnym słownictwem. Do tego wiarygodna historia chociaż wzięta rodem z baśni. Gratuluję. Mnie się podobało. Zająknęła się bym tylko dała chyba, że to było celowe zająknięcio-jęknięcie:D
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Dziękuję za miłe słowo i zapraszam ponownie, jak dopracuję kolejną bajkę.
    Zajęknięcie to mieszanka jąkania i jęczenia, ale chyba nie wyszło, skoro wzbudziło podejrzenia ;)
  • Freya 9 miesięcy temu
    "Zapadłe chaty, chlewiki, obory, zrujnowana gospoda, a po środku tego" – pośrodku
    "- Poczekaj! – Wstrzymał ją szaman." – można małą literą, no chyba, że wstrzymał ją ręcyma... 😝
    "cienki łańcuszek, ostatnią pamiątkę po poległym mężu" – kropek
    "- Przychodzę… - zajęknęła się wdowa." – zająknęła/zajęknęła można jako żargon
    "- Nalegam! – Upierała się wdowa." – można małą literką
    Dywizy są bardzo nie teges, a szczególnie dlatego, że stawiasz także półpauzy – nie rozumiem o co kaman...
    Ktoś tutaj pisał już bajki, takie w sensie tradycyjnej kanwy, lecz o uaktualnionych realiach.
    Przygnębiające jest to opko, ale trafnie uchwycone ku adekwatnej epoce 😮 pzdr
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Dziękuje za komentarz. Dywizy i półpauzy - to autokorekta Worda sobie pozwala, a ja nie reaguję. Widocznie jednak powinienem.
  • Natkaz21 9 miesięcy temu
    Świetnie:)) Mam do ciebie prośbę, ale nie wiem gdzie się wysyła wiadomości. Mam do ciebie malutką ofertę😂😂❤
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Kliknij w mój nick, potem w "O Mnie" i tam jest podany adres gdzie pisać ;)
  • Natkaz21 9 miesięcy temu
    Bajkopisarz Dobrze napisałam jednak jeśli nie dostałeś emaila proszę podaj jak się pisze twój email. Ponieważ nie wiem czy dobrze napisałam te kropka małpa itp. Przepraszam za kłopot😟
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Natkaz21 Nie doszło. Pisz Neil.Robertson małpa interia.pl
    Nie napiszę całego bo roboty wyszukiwawcze zaraz znajdą i zaspamują skrzynkę reklamami, jakbym ich jeszcze za mało miał.
  • Natkaz21 9 miesięcy temu
    Bajkopisarz A teraz?
  • Natkaz21 9 miesięcy temu
    W razie nie dostania możesz napisać do mnie natalkademczuk małpa onet.pl
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Natkaz21 wysłałem
  • Bożena Joanna 9 miesięcy temu
    Bardzo smutna bajka, miłość kontra rozsądek. Poświęcenie matki nie uratowało dziecka. Nie wzięła pod uwagę, że bez niej nawet gdy znormalnieje, nie przeżyje. Łatwo ulec złudzeniom i pragnieniom. Pojawiło się tyle dziwnych chorób, w świecie bajkowym nie ma lekarzy, są tylko cudotwórcy niekoniecznie kompetentni. Można zabrać chorobę i oddać kalectwo innej osobie, ale nie rozwiązuje to problemu. Morał jest prosty, daremne poświęcenie nie uratowało dziecka. Czy zdana tylko na siebie mogłaby walczyć o przeżycie dziecka? Zapewne nie starczyłoby jej sił. Końcówka to typowa eutanazja, pozwolić przestać cierpieć to zabić. W okolicy nie ma uzdrowiciela, podobnie jest w życiu, utrudniony dostęp do lekarza dla niezamożnych, a dla bogatszych ryzyko i niekoniecznie szczęśliwe zakończenie, wszak na nieszczęściach żerują pseudo znachorzy. Ciekawy tekst zmuszający do refleksji. Serdecznie pozdrawiam!
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Dziękuję za komentarz. Znalazłaś wszystko, co chciałem przekazać ;)
  • natdem1998 9 miesięcy temu
    Smutna opowieść, ale jakoś mam do takich dziwny sentyment... :) Bardzo mi się podobało. Zakończenie przerażające i dające do myślenia. Czekam na więcej bajek. :)
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Dziękuję bardzo, nowe jakoś niedługo będę, o ile uda mi się wymyślić odpowiednio złe zakończenia ;)
  • Koala 9 miesięcy temu
    Wszystkie uwagi to moja subiektywna ocena. Tekst jest super.
    1."poległ był w wielkiej bitwie z Drewlanami" - "poległy" , poległ". albo "który poległ" Chyba, że to celowy zabieg.;)
    2. "sam stać " - "stać o własnych siłach(?)
    3."Takie dzieci w zasadzie nie miały prawa zbyt długo przeżyć" - "do długiego życia"
    4. "Pamiętasz, że" - Pamiętasz jak.--> jakoś lepiej mi brzmi, ale może to tylko moja wyobraźnia.
    5. "większe problemy" - -> może "cięższe?
    6."Płachytka nie będzie z tobą nawet gadał" --> "Płachytka nawet na Ciebie nie spojrzy.
    7" była całkiem dobrze zachowana" - całkiem dobrze się zachowała(?)
    8. "zajęknęła" - zająknęła
    9." resztę sama sobie zapłacisz" - resztę zapłacisz później(?)
    5/5
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Wielkie dzięki za komentarz i uwagi. Słowem wyjaśnienia:
    1."poległ był w wielkiej bitwie z Drewlanami" - celowo
    2. "sam stać " - "stać o własnych siłach(?) - pewnie byłoby to poprawniej, ale z drugiej strony nie wiem czy nie przegadane
    3."Takie dzieci w zasadzie nie miały prawa zbyt długo przeżyć" - "do długiego życia" - prawo do długiego życia sugerowałoby, że miały prawo krótko żyć, a potem z urzędu musiałby być zabite, a tu nie o to chodzi.
    4. "Pamiętasz, że" - Pamiętasz jak.--> jakoś lepiej mi brzmi, ale może to tylko moja wyobraźnia. - słusznie, lepiej będzie z :"jak"
    5. "większe problemy" - -> może "cięższe? - oba tak samo dobrze
    6."Płachytka nie będzie z tobą nawet gadał" --> "Płachytka nawet na Ciebie nie spojrzy. - chodzi o gadanie, bo ma interes, ale dzięki za zwrócenie uwagi, bo usunę nawet i będzie ok.
    7" była całkiem dobrze zachowana" - całkiem dobrze się zachowała(?) - słusznie
    8. "zajęknęła" - zająknęła - słusznie
    9." resztę sama sobie zapłacisz" - resztę zapłacisz później(?) - tu celowo: sama sobie zapłaci. I wszakże zapłaciła

    Jeszcze raz dzięki, pozdrawiam!
  • maga 9 miesięcy temu
    Bezgraniczna miłość matczyna zachwiała zdrowy rozsądek.
    Ciekawe opko. Dorzucam kolejnego piątala.
    Pozdrawiam!
  • Bajkopisarz 9 miesięcy temu
    Dzięki! Tak to już z matkami jest ;)
  • Lechitka_95 pół roku temu
    Zaprosiłes mnie, więc wpadłam.
    Historia jest niezwykle przejmująca, pokazuje jak wielką siłę ma matczyna miłosc. Czasami ta miłosć bywa silniejsza od rozsądku jak stało się tutaj. Wdowa wiedziała jak wielkie podejmuje ryzyko, a mimo to zaryzykowała. Niestety nie uratowała synka, a siebie skazała na pewną smierć.
    Podoba mi się styl całej historii. Widziałam, że niektóre wyrażenia czy konstrukcja zdań, mimo że nie brzmiało to dobrze stylistycznie, były zamierzane, co nadało też innosci temu opowiadaniu. Widać, że piszesz nie od dzis i swietnie operujesz słowem. Historia ma swój niebywały klimat, największą robotę zrobiły tutaj opisy, zniszczonej wioski, Płachtyki.
    Pozdrawiam! :)
  • Lechitka_95 pół roku temu
    5 w pełni zasłużona ;)
  • Bajkopisarz pół roku temu
    Wielkie dzięki :) Kierowanie się dobrem innych może być ok, pod warunkiem, że nie zapomina się całkowicie o sobie. Bo jak się zapomni, to gdzieś ta wątła równowaga znika. I skrajny altruizm i skrajny egoizm się nie sprawdzają.
  • Clariosis pół roku temu
    Tak jak obiecałam, nadrabiam bajki. :)
    Hm, zauważyłam, że styl w tych nowszych bajkach się zmienił, przybrał bardziej poważny, bogatszy wyraz. W tej poczułam co jakiś czas pewną ubogość, jednak nie zepsuło to odbioru. To oczywiście może być tylko moje subiektywne uczucie, ale też jednocześnie znak, że się rozwijasz pisarsko. ;)
    Sama fabuła - świetna jak zawsze, z głębokim przesłaniem. Jak to się mawia, "dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane". Matka była gotowa ponieść najwyższe poświecenie, byleby jej dziecko było zdrowe, co ostatecznie doprowadziło do tragedii obojga. Ciekawe, czy w tej historii było jednak inne wyjście? Może gdyby matka pomyślała, że skoro choroba przejdzie na nią i jakie to będzie mieć konsekwencje, zdołałaby dziecko komuś powierzyć? A może jednak lepiej było zostawić to tak, jak się zadziało, czyli kontynuować opiekę nad chorym dzieckiem? Los jest naprawdę zawrotny, nigdy nie wiadomo jak coś może się potoczyć, gdybyśmy jednak podjęli inne decyzje...
  • Bajkopisarz pół roku temu
    Dziękuję :) Kluczowe w tym co napisałaś jest to, że matka powinna pomyśleć. Nie zrobiła tego jednak, tylko zadziałała instynktownie, aby chronić dziecko i dla niego zrobić jak najlepiej. Widziała tylko ścieżkę, nie widziała zaś mimo ostrzeżeń nic co dookoła. Czasami nie ma idealnego wyjścia z sytuacji, nawet w bajkach ;)
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Powiem szczerze. Przeczytałem, bo żona kazali. Powiedziała, że bardzo dobre i jej się podoba. Przeczytałem i bardzo dobrze zrobiłem. Rewelacyjne opowiadanie. Akurat dzisiaj komentując Błękitną Sadzawkę DD wspominałem powiedzenie: "Uważaj o co prosisz, bo jeszcze ci się spełni". Matki niestety czasem są durne. Ciekawy jestem, ile z nich w przypadku rzeczywistego zagrożenia w samolocie założyłoby maskę najpierw sobie, a dopiero potem dziecku, jak nakazuje procedura. Pamiętam znakomity film turecki "Kedi" o kotach w Stambule. Pierwsza scena pokazuje matkę-kocicę, która zasuwa po mieście i zdobywa pokarm... dla siebie. Najada się tak, aby mieć siłę, aby być w pełni sprawną, dopiero potem zdobywa jedzenie dla dzieci i je karmi. W razie zagrożenia ma siłę, aby reagować. Z tymi prośbami to myślę, że jest błąd w metodzie. Nie należy prosić o rzecz, określony stan, ale o mądrość, która pozwoli tę rzecz zdobyć lub ten stan zmienić.
    Bardzo klimatyczne masz Bajko te swoje opowieści, bardzo. Wchodzi się w jakąś zalesioną przestrzeń, nawet jeżeli o lesie nie ma ani słowa, porusza się między jakimiś drzewami, nawet jeżeli o drzewach nie ma ani słowa. I ta urzekająca prosta równowaga. Ktoś zaczyna chorować, to znaczy, że ktoś zdrowieje. Człowiek tworząc takie bajki chyba tęskni za magicznym, ale jednocześnie logicznie i prosto poukładanym światem. Twoje teksty pachną dymem, igliwiem i nie wiem czym jeszcze, nawet jeżeli w ich treści pojawia się smród (jak tu, gdy kobieta robi pod siebie). Jak to jest z tym Bajko u Ciebie? Z tą tęsknotą za prostą ale sprawiedliwą magiczno-logiczno równowagą. Przyjemność olbrzymia z przeczytania tekstu. Pozdrawiam.
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Dzięki za tak obszerny komentarz :)
    Napisałem też bajkę, jak jeden człowiek prosił o rozum. Dostał go tyle, że z nadmiaru wiedzy całkiem zgłupiał, co tylko potwierdza fakt, że trzeba się mocno zastanowić, o co się prosi. Zwykle to wygląda tak, że wyrażający życzenie myśli, iż siła je spełniająca jeszcze je idealnie dopasuje do rzeczywistości. Tymczasem życzenie to jest coś, czego w danych warunkach być nie powinno, więc ono zawsze wygląda trochę jak wielki głaz na równej niczym stół łące. Wyróżnia się i zaburza.
    Może coś w tym jest, że pisząc bajki wszystko wypośrodkowuję. Nie ma jednoznacznie złych i jednoznacznie dobrych, wszyscy są bardziej i mniej szarzy. Jeśli do klasycznych bajek dodać nieco logiki i autorefleksji bohaterów, to wychodzą całkiem nowe opowieści, żyjące własnym życiem.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania