Matki

Pani Iwona, od niepamiętnych lat, była koleżanką mojej mamy. Kiedy podrosłem i na nie obie patrzyłem, zawsze dostrzegałem różnicę, wtedy dziwiłem się, że w ich czasach szkolnych, brano je za siostry. Zupełnie inaczej ja i moi bracia ocenialiśmy to podobieństwo. Przybrana cioteczka kiedy nas odwiedzała, miała na sobie zawsze modną kreację i drogie buty, które przymierzała matka. Wysokie szpilki dla pulchnej kobiety nienadawany się zupełnie i jedne szczególnie wysokie swoim ciężarem zniszczyła. Musiała poczuć się winna, ponieważ zaproponowała ich odkupienie. Przyjaciółka na jej propozycję nie wyraziła zgody i w starych wykrzywionych butach mamy wyszła od nas. Musiała wtedy wyglądać śmiesznie, w białej letniej sukience i znoszonych trepach. Incydent ten nie zniszczył przyjaźni i obie dalej przynajmniej raz w miesiącu schodziły się na pogaduchy w naszym domu. Spotkania zazwyczaj odbywały się w piątkowy wieczór, prawie tydzień po odwiedzinach ojca, który przyjeżdżał zawsze po wypłacie. Jego zjazd do kraju, dla nas kojarzył się ze świętem. Wtedy oboje dzielili zarobione przez niego pieniądze na różne cele i pomimo wielu wydatków, jakieś upragnione zabawki w naszym pokoju się materializowały.

Pewnego dnia gdy miałem jakieś sześć lat, Iwona, była smutna i wyglądała mniej atrakcyjnie niż zazwyczaj. Makijaż pod oczami, był wyraźnie zamazany, rzęsy sporo przykrótkie, a usteczka na mało wyraziste. Zmiana wizerunkowa tak bardzo mnie nie zaszokowała, jak poruszany temat. Początkowo nie przysłuchiwałem się rozmowie o jakimś dziecku, lecz wypowiedz matuli, przykuła moją uwagę.

- Jak tak bardzo chcesz, weź trzech moich, a szybko przekonasz się, jaki jest to czerstwy kawałek chleba. Odpyskują, nie słuchają, stale śmiecą i wiecznie będą się darli, że są głodni, a mycia unikają jak diabeł święconej wody. Przypatrz mi się i szczerze powiedz, czy widzisz we mnie, choć cień dziewczyny, jaką byłam. Zapomniałam, jak czuje się ktoś wyspany, wypoczęty i nieprzywiązany do garów, prania, sprzątania. Kiedyś miałam plany, marzenia, a dzisiaj co mi pozostało. Niedługo dorosną, pójdą z domu i żaden z nich nie pomyśli o mnie bezinteresownie.

Wtedy jeszcze nie przypuszczałem, że moja matka ma dar jasnowidzenia, albo wiedziała, co z nas wyrośnie bez silnej ręki ojca i jego pomocy. Natomiast ja wtedy nie widziałem niczego niestosownego, żebym sam bez zasrańców jak nazywałem swoich braci, zamieszkał w bogatym domu. Jej mąż był jakimś hurtownikiem i zarabiał sporo pieniędzy. Mieli ładny dom, dwa drogie samochody i zawsze w lecie na miesiąc wyjeżdżali w egzotyczne miejsca. Nawet żal mi się zrobiło, gdy nie wybrała żadnego z nas, a zwłaszcza mnie, tylko chciała urodzić dziecko.

Nawet długo nie trwało po tej rozmowie, jak rozwiodła się z mężem. Facet nie mógł mieć własnych dzieci, a na adaptowane nie wyrażał zgody. Jego żona uważała inaczej i zmuszała go do zrobienia tego, co sama zaplanowała. Wszelkie jego argumenty były jej obce i postawiła sprawę na ostrzu noża. Facet przyparty do muru, widocznie nie widział wyjścia i zażądał rozwodu o nieorzekaniu o winie. Rozstali się w poniedziałek, a koleżanka mamy już w środę miała nowego partnera. Ten gość był zupełnie inny, naprodukował dzieci przynajmniej z trzema różnymi kobietami i każdą zostawiał kiedy była w ciąży. Widocznie nie dorósł do roli tatusia i dawał drapaka na długo przed szczęśliwym rozwiązaniem. Przypuszczałem i jak się okazało nie tylko ja, że pragnęła tego samego. Jednak stało się inaczej, zamiast oczekiwanej ciąży przymknęli faceta za nie płacenie alimentów i plany spaliły na panewce. Później, z innymi było jeszcze gorzej i uciekałem, gdy jakakolwiek wzmianka dotyczyła kumpeli matuli. Facetka musiała być mocno porąbana, skoro usilnie dążyła do posiadania dziecka. Jej desperacja musiała być niezwykle dla mężczyzn widoczna, ponieważ zaczęli jej unikać jak w średniowieczu trędowatej.

Kilka dni temu, odwiedzałem mamę, rozmowa nie mojej winy, zeszła na Iwonę, byłem pewny, że usłyszę o jej szczęśliwej ciąży. Stało się jednak inaczej i ta wiadomość tak bardzo mnie zaskoczyła, że zadławiłem się połykanym w całości ruskim pierogiem.

- Iwonka jest bardzo nieszczęśliwa i już nie chce mieć dziecka – powiedziała mama.

- Zbyt długo zwlekała, a biologia była szybsza i już ma pozamiatane – po chamsku skomentowałem.

- Nie – zaprzeczyła z wyraźnym oburzeniem i dodała – dalej jest sprawna technicznie, jeżeli tobie o to chodzi.

Wtedy moje myśli skierowały się na inne tory i zacząłem snuć przypuszczenia. Pierwszymi podejrzanymi o zniechęcanie kobiet do macierzyństwa, w mojej ocenie była koalicja rządząca i jej głupie pomysły w ingerowanie w ustawę antyaborcyjną, czy wywieranie presji na przyszłe matki. Jednak z drugiej strony, od kiedy pamiętam, ustrój w krajowym wydaniu nigdy nie był przyjazny dla pospólstwa. Zawsze starano się ludem manipulować, a w ostatnich latach nastawiać jednych, na drugich. Widocznie dla polityków jakiś wróg publiczny zawsze musiał być dyżurny i odpowiadać za wszelkie nieszczęścia, czy niepowodzenia. Dlatego spora część młodego pokolenia nie wiązała swojej przyszłości z domem wariatów, zarządzanym przez ludzi z budowli, która swoim kształtem nawiązuje do namiotu cyrkowego. Zwłaszcza ci, co pragnęli pracować i żyć bezstresowo w kraju demokratycznym, jaki nie ograbi ich po latach pracy, z funduszy emerytalnych.

- Skoro tak, to zdradź mi tajemnicę, co ją tak nagle i niespodziewanie odmieniło – powiedziałem, udając zainteresowanie i w ten sposób licząc na dokładkę.

- Najgorsze, co może być dla rodziców, to śmierć ich dziecka i trauma, że nie zapobiegli nieszczęściu – z namaszczeniem i grobową miną oznajmiła.

Pomimo szczerych chęci, nie znalazłem żadnego punktu zaczepienie, który pasowałby do pani Iwony. Widocznie za mało faktów z jej życia znałem, by zrozumieć, o co mojej mamie chodzi.

- Przecież nikt nie umarł.

- Mylisz się, słyszałeś o śmiertelnym wyzwaniu?

- Chodzi o jakiś pojedynek? – odpowiedziałem pytaniem.

- Teraz ja powinnam powywracać oczami i zrobić głupią minę, jak wy gdy pytam się o jakieś aplikacje czy programy operacyjne. Dziesięcioletnia córka kuzynki Iwony, podjęła wyzwanie na TikToku, udusiła się paskiem od szlafroka i to w czasie gdy jej rodzice z rodzeństwem byli w domu.

- Mama daj spokój, tak głupio tylko smarkacze zrobią. Wystarczy ich przypilnować, zakładając blokady na aplikacje, czy portale społecznościowe i sprawa załatwiona.

Niepotrzebnie wspomniałem o odpowiedzialności rodziców za dzieci i ich obowiązku nadzorowania jakie strony odwiedzają.

- Najlepiej i najłatwiej jest winą obarczać rodziców za poczynania ich dzieci nawet wtedy gdy są od dawna pełnoletnie. Przez lata jako matka piorę, sprzątam, gotuję, wynoszę śmieci, bo twoim braciom się nie chce, podobnie jak wcześniej tobie i co dostanę w zamian. Kilka minut odwiedzin mojego mocno zapracowanego najstarszego syna. Może będziesz mnie nękał częściej w przyszłości, by codziennie podrzucać małych wnuków, do czasu aż wyrosną, a jak ich nie będzie, to zostanę sama na długo przed starymi latami.

- Jak zwykle przesadzasz – powiedziałem mocno dotknięty, ponieważ byłem uważany przez dziewczyny za atrakcyjnego i pożądanego.

- Tylko wtedy gdy covid-19 nie przyczyni się do plagi bezpłodności, ponieważ wywołuje on zmiany w komórkach Sertolego. To są komórki kanalika nasiennego w jądrze, wspomagające i kontrolujące proces powstawania i dojrzewania plemników. Jeżeli do tego nie dojdzie, to będę tak jak inne babcie kupować sobie, czas u wnuków prezentami i obiecanym dziedziczeniem.

Prawda mocno mnie dotknęła i obraziłem się, przez pewien czas postanowiłem nie odwiedzać mamy, lecz czy słusznie?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Marian miesiąc temu
    "Kilka dni temu, odwiedzałem mamę, rozmowa nie mojej winy, zeszła na Iwonę, byłem pewny, że usłyszę o jej szczęśliwej ciąży." -> To zdanie jest niezgrabne. Lepiej byłoby np: "Kilka dni temu, odwiedzałem mamę i gdy rozmowa, nie mojej winy, zeszła na Iwonę, byłem pewny, że usłyszę o jej szczęśliwej ciąży." Jeszcze lepiej byłoby zrobić z tego dwa krótsze zdania.

    Mimo tego tekst bardzo mi się podobał. Stosunki międzyludzkie - obojętne w jakich układch - są bardziej trudne, niż to się śniło filozofom.
    Pozdrawiam.
  • Iza Luis miesiąc temu
    Nowoczesność nie zawsze jest dobra i przynosi pożytek. Dzieci są nieobliczalne.

    Dobre opowiadanie, a Mamę lepiej odwiedzić.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania