Mąż

Był raz sobie mężuś miły

Co go panie wciąż chwaliły

 

Bez kolejki zawsze stał

I do późna wiecznie spał

 

Ciągle żywy piękny młody

W głowie ino same gody

 

Gadał rzeczy niedorzeczne

Kochał sporty niebezpieczne

 

Nie był nigdy dobrym tatą

Często w uszach chodził z watą

 

Tyle że nie kochał żony

I zaliczał stale zgony

 

Pił na umór w barze sam

Bo w łazience cieknął kran

 

Na to żona zła jak osa:

Niech ci skaczą koło nosa!

 

Niech ci piorą brudne gacie!

Niech cie szlag -ty wariacie!

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Rasia 01.03.2016
    "Pił na umór w barze sam
    Bo w łazience cieknął kran" - tutaj napisałabym "choć", bo pił POMIMO czegoś, nie pił DLATEGO, że w łazience coś ciekło.
    Wiersz całkiem niezły, chociaż spodziewałam się jakiegoś mocnego akcentu na koniec, no i w niektórych miejscach widać, że przyporządkowałaś się rymom. Pomimo to zachowałaś całościowy sens, fragment o wacie podobał mi się najbardziej :) Zostawiam 4, bo sposób przedstawienia w pewien sposób mnie urzekł, ciekawe masz spojrzenie. Powodzenia w dalszym pisaniu! :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania