Mąż
Był raz sobie mężuś miły
Co go panie wciąż chwaliły
Bez kolejki zawsze stał
I do późna wiecznie spał
Ciągle żywy piękny młody
W głowie ino same gody
Gadał rzeczy niedorzeczne
Kochał sporty niebezpieczne
Nie był nigdy dobrym tatą
Często w uszach chodził z watą
Tyle że nie kochał żony
I zaliczał stale zgony
Pił na umór w barze sam
Bo w łazience cieknął kran
Na to żona zła jak osa:
Niech ci skaczą koło nosa!
Niech ci piorą brudne gacie!
Niech cie szlag -ty wariacie!
Komentarze (1)
Bo w łazience cieknął kran" - tutaj napisałabym "choć", bo pił POMIMO czegoś, nie pił DLATEGO, że w łazience coś ciekło.
Wiersz całkiem niezły, chociaż spodziewałam się jakiegoś mocnego akcentu na koniec, no i w niektórych miejscach widać, że przyporządkowałaś się rymom. Pomimo to zachowałaś całościowy sens, fragment o wacie podobał mi się najbardziej :) Zostawiam 4, bo sposób przedstawienia w pewien sposób mnie urzekł, ciekawe masz spojrzenie. Powodzenia w dalszym pisaniu! :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania