Mebli skręcanie
Wydawałoby się, że nie ma nic trudnego w skręcaniu mebli, lecz gdyby rzeczywiście tak było, wtedy ta czynność nie powodowałaby tylu trudności. Jeżeli problemy z montażem mieliby tylko ludzie, którzy nigdy tego wcześniej nie robili, nikt temu by się nie dziwił. Jednak niemoc twórcza w składaniu szafek dotyka osób mających w tym spore doświadczenie. Wszystkie utrudnienia spowodowane są przez mnóstwo patentów, na rozwiązania połączeń. Niejednokrotnie importer nawet nie zastanawia się czy dany element montażowy jest dostępny do dokupienia w przypadku nie spakowania przez pakowacza. Wiadomo, błąd ludzki, czy automatycznego systemu kompletującego, może spowodować brak jednej małej śrubeczki i użytkowanie mebla przesunie się w czasie o okres reklamacji. Ostatecznie, co bardziej niecierpliwi i narwani mogą połączyć elementy wkrętami, lub zbić na gwoździe.
Skoro oceniliśmy skalę trudności i dodatkowo wysłuchaliśmy skeczu Jachimka, w którym opowiada jak kupił w Ikei łóżko do składania, z dołączoną instrukcją montażu, w której narysowany ludzik błyskawicznie skręca, a kabareciarz już niestety nie. Problemy okazały się na tyle poważne, że wymienił na materac i teraz na nim śpi. Chcąc pobyć się kłopotów, jakie na nas czyhają, najlepiej montaż od razu przekazać w ręce fachowców. Opłata za usługę w zasadzie jest stała i wynosi dziesięć procent wartości.
Jednak nie każdy jest przewidujący i potrafiący rzetelnie ocenić własne umiejętności manualne oraz znajomość rysunku technicznego, nieprofesjonalnego. W innym przypadku czeka na nas zimny prysznic i tak się stało w moim przypadku. Zakup mieszkania w stanie deweloperskim zapoczątkował serię przygód, lecz ograniczę się do mebli kuchennych i dużego pokoju. Początki życia na własny rachunek wymuszają oszczędności, więc materac w sypialni musiał wystarczyć.
Najgorsze jest wyszukanie mebli odpowiednich do potrzeb, zaczyna się od Internetu, a później najlepiej zweryfikować w sklepie. Dopiero tam okaże się czy wybór był właściwy i można bez obaw dokonać zakupu, ewentualnie od razu zamówić, kurier dowiezie paczki i po montażu dowiedzieć się o trafności zakupu. Jeżeli nie, to męczymy się z niechcianym, nieodpowiednim i niedopasowanym meblem przez kilka ładnych lat.
Piękny duży sklep zapełniony w całości, łącznie z magazynem po sufit meblami, samym wyglądem zapewnia nas, że jest, z czego wybierać. Dlatego po przekroczeniu progu drzwi wejściowych, rozpoczynamy wyprawę w nieznane, lecz z określonym celem. Kolejne propozycje zostają poprzez otwieranie szuflad, drzwiczek szafek zweryfikowane. Często trzeba się śpieszyć, ponieważ w kolejce czekają następni, którzy jak my postanowili spędzić niedzielę w centrum handlowym. Następny producent też ma swój magazyn i wypada i tam sprawdzić, co się dzieje, oraz jakie ma ceny. Wieczór się zbliża, powoli zamykają, więc potencjalni klienci żegnają się z personelem do następnego końca tygodnia.
Człowiek jak się na ogląda mebli zmontowanych uważa, że złożenie ich jest łatwe i bezproblematyczne. Nasze meble kuchenne były zakupione, jako pierwsze i w ładnych paczkach wylądowały na środku pomieszczenia. Ostatecznie mogły tak pozostać, ponieważ było już coś, na czym można było postawić talerz i szklankę. Jednak takie rozwiązanie nie było marzeniem mojej towarzyszki życia, dlatego przystąpiliśmy wspólnie do skręcania. Tylko po samym kartonie trudno jest ocenić, co na początek będzie łatwiejsze, losowo wypadła szafka dolna sześćdziesiątka, na którą najszybciej będzie można inne manele postawić. Paluchami rozerwaliśmy karton, ponieważ do tego celu nie wolno użyć noża. Zawartość pudła niespodzianki rozlokowana została prawie po całej niewielkiej kuchni. Chodząc musieliśmy uważać gdzie stawia się stopę, a wszystko dla tego, że śrubki, wkręty, nakrętki, łączniki wszystko w kilku rozmiarach, odmianach koniecznie trzeba było dokładnie przeliczyć. Narzędzia potrzebne do montażu zgodnie z zaleceniem producenta zostały zakupione i mogliśmy rozpocząć dzieło.
Minęło kilka godzin, wiadomo początki, korpus został dość szybko złożony, lecz prowadnice wewnętrznych szuflad skręcało się, strasznie długo i w niewygodnej pozycji, z kilkoma poprawkami, żeby w końcu pasowało. Pozostało na końcu tyko zamontowanie frontu, zmęczenie w tym momencie dało o sobie znać i do wyznaczenia miejsca na domykające zawiasy został użyty nie odpowiedni szablon. Nagle okazało się, że drogi element najbardziej widoczny nadaje się tylko do wymiany. Odpowiedzialny za zniszczenie nie został ustalony, ponieważ osoba moim zdaniem winna nie przyznała się do tego i to mnie o uszkodzenie oskarżyła. Pierwszy dzień montażowy zakończył się awanturą i kilkoma cichymi dniami.
Dokupienie nowego frontu zaowocowało tym, że został zakopany topór wojenny i nastąpiło pogodzenie. Spokój domowy nie trwał długo, został zakłócony montażem listwy służącej do zawieszenia jeszcze nie gotowych szafek wiszących. Jednak wina w tym przypadku była wspólna, partnerka źle odmierzyła, a ja uszkodziłem przewód prądowy, wiercąc otwór w ścianie pod kołek rozporowy.
Opłacenie elektryka, fachowca, który wyrównał dziury po kuciu i pomalował ścianę trochę kosztowało. Nauczony doświadczeniem postanowiłem wynająć fachowca, zawsze jak on coś spieprzy, to będzie musiał koszty naprawy pokryć z własnej kieszeni. W pierwszym sklepie meblowym gdzie chciałem zlecić usługę spotkałem się z odmową, ponieważ oni tylko montują meble zakupione u nich. Następny i dalszy potraktował mnie podobnie, więc udałem się do salonu gdzie były kupowane moje.
- Dzień dobry, kupowałem dwa tygodnie temu meble kuchenne, wczoraj odbierałem zamówiony dodatkowo front. Okazuje się, że mam problemy z montażem i chciałbym zlecić tę usługę.
Po wysłuchaniu mojej wypowiedzi, pani ze stanowiska obsługi klienta popatrzyła w monitor i powiedziała.
- Najbliższy wolny termin mam za dwa tygodnie.
- Tak długo mam czekać?
- Przykro nam, lecz w tej chwili mamy tylko jednego montażystę, od dawna poszukujemy drugiej osoby, niestety jest brak chętnych do tej pracy.
Właściwie mogę się zgłosić, umowy czasowej w firmie mi nie przedłużyli i po urlopie jestem bezrobotnym – pomyślałem sobie.
- Jeżeli mnie przyjmiecie do pracy, tylko nie za najniższą stawkę i zapewnicie przeszkolenie, to się zgłaszam – odpowiedziałem po wcześniejszej kalkulacji za i przeciw.
Musieli mieć nóż na gardle, bo zostałem błyskawicznie przyjęty przez szefa, któremu opowiedziałem o sobie. Zaraz po tym wręczył mi skierowanie do lekarza medycyny pracy. Nazajutrz zostałem zapoznany z majstrem, któremu mam podlegać i z którym mam montować mebelki. Firmowy kombinezonik dostałem, tak wystrojony pojechałem wraz z meblami na pierwsze skręcanie.
Pani domu gdzie rozpocząłem terminowanie, jako pomocnik montażysty mebli, miała ubaw rodem z kabaretu. Stale słyszała.
- Młody nie tak, ten bit nie jest do tego wkrętu, tak się trzyma wkrętarkę. Zanim zaczniesz wiercić w ścianie, miernikiem sprawdź czy w tym miejscu nie przebiega jakaś podtynkowa instalacja.
Minął tydzień i poduczyłem się na tyle, że mogłem skręcić bez obaw własne meble. Jednak moja partnerka nie zgadzała się, żebym przy niej grał rolę majstra i dyrygował nią, ponieważ ona wie lepiej. Walka była ostra, lecz meble kuchenne w końcu stanęły i poznani przeze mnie w pracy fachowcy, za pół darmo podłączyli kuchenkę gazową, piekarnik elektryczny i przepływowy ogrzewacz wody. Chłodziarkę sam już zabudowywałem chcąc mieć spokój w domu.
Mebli do pokoju nawet nie chciałem wybierać, tak miałem serdecznie dość czekającej mnie pracy, dlatego partnerka wybierała sama. Przez ten czas zdobywałem doświadczenie w skręcaniu mebli i powoli nabywałem umiejętności. Niestety mój majster rozchorował się i zostałem sam. Jedna osoba często nie jest w stanie sama łączyć i dźwigać większe elementy. Kierownik salonu, co jakiś czas przysyłał mi jakiegoś fachowca, który oprócz własnego przeświadczenia o nabytych umiejętnościach, nic nie potrafił. Prawie wszystkich kierował Urząd Pracy i przychodzili często do pracy po kielichu.
Koniecznie potrzebowałem kogoś do pomocy i gdy odbierałem kolejne zlecenie montażu od kierownika, przerwałem mu rozmowę ze stażystką. Młodą dziewczynę po szkole urząd ganiał po firmach, a ona spotykała się tylko z odmową. Szef już szykował negatywny wpis, jak wszedłem do biura i słysząc część rozmowy powiedziałem.
- Kierowniku może ta pani pojedzie ze mną na dzisiejszy montaż, chociaż przytrzyma elementy przy skręcaniu.
Chwile się zastanowił, zapytał panienkę i dał jednorazową zgodę. Trzeba przyznać, z nią pracowało mi się bardzo dobrze, była chętna do pomocy, miła, mądra, a do tego zgrabna, ładna i ładnie pachniała. Gospodarz domu jednorodzinnego był tak zadowolony, że dał za montaż mebli od siebie sporą premię. Dodatkowo jeszcze po naszym odjeździe pochwalił nas u kierownika. Dziewczyna stała się błyskawicznie pełnoprawnym członkiem zespołu montażowego salonu, meblowego, a ja pod jej wpływem przychodziłem do pracy bardziej zadbany niż wcześniej.
Partnerka w końcu wybrała meble pokojowe i w czasie mojej pracy zostały dostarczone. Jak tylko wróciłem późnym popołudniem do domu, natychmiast mi powiedziała.
- Meble przewieźli trzeba je złożyć, zaraz jak zjesz.
Wspólny montaż już od samego początku przebiegał podobnie jak przy kuchennych, równouprawnienie w tym przypadku kompletnie się nie sprawdzało. Dlatego wyjątkowo szybko brakło mi cierpliwości.
- Zostaw! – wkurzony krzyknąłem.
Złapałem za telefon, wybrałem numer i po odebraniu powiedziałem.
- Potrzebuje pomocy przy skręcaniu mebli u mnie w domu.
Podałem dokładny adres i nie długo po tym zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To do pomocy przy meblach – rzekłem do partnerki życiowej i poszedłem otworzyć drzwi.
- Byłam niedaleko, jak zadzwoniłeś, dlatego tak szybko dotarłam – usłyszałem od wspólniczki z zespołu montażowego.
Przedstawiłem sobie panie i jak zwykle obydwoje przystąpiliśmy do skręcania. Kindze trochę przeszkadzała w pracy letnia krótka sukienka, a mi jakoś nie. Nawet nie zauważyłem, kiedy nadciągnęła burza, dopiero usłyszałem grzmoty, jak zakończyliśmy ustawianie mebli i na moją propozycję zapłacenia usłyszałem.
- Daj spokój, jutro postawisz w pracy kawę i lody – powiedziała koleżanka wychodząc.
Zamknąłem za nią drzwi i odwróciłem się, przed sobą zobaczyłem zaczerwienionego indora, który z nadmiaru nerwów był w stanie tylko zagulgotać.
- Uważaj, bo jeszcze żyłka ci pęknie i wylewu dostaniesz – odpowiedziałem na takie impulsywne zachowanie.
Zaraz po moich słowach, nastała furia, moje rzeczy wyleciały przez okno, a w ślad za nimi sprzęt elektroniczny. Dobrze, że nikomu pod blokiem nic się nie stało, inaczej miałbym wyrzuty sumienia. Noc spędziłem niekomfortowo w warsztacie i tylko pomyśleć takie efekty przynosi chora zazdrość. Prawdopodobnie nie dziwiłbym się takiemu zachowaniu, gdybym dał do tego jakieś podstawy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania