Wychodzi, że jesteś chyba... z podkarpackiego. Sprytne zakończenie, otwarte na własną interpretację czytelnika. Jest taki przyjemny niedosyt czegoś jeszcze, ale właśnie o to kaman. Jak dla mnie, to wszystko jest wporzo. Pzdr. ;)
Postanowiłem zakończyć na tym, czego byłem świadkiem. Nie chciałem konfabulować, spekulować... Sam chciałbym wiedzieć co było dalej. Mam jednak niepokojące wrażenie, że koniec prawdziwej opowieści nie był optymistyczny. Tę historię opowiedziało życie, więc postanowiłem, że narrator nie będzie nic dodawał od siebie. Było to na wiele lat przed internetami. Po jakimś czasie zostawiłem tę pracę i tak skończyła się znajomość z Haną. Nie zostało nic, chociażby jakiś ślad w mediach społecznościowych, bo takich mediów nie było. Znaliśmy się po imieniu (nie miała na imię Hana, zmieniłem je świadomie), o nazwiska nikt nie pytał, były nieistotne. Jakiś rok widywałem ją prawie codziennie w pracy. Była naprawdę piękna. A potem zmieniłem otoczenie i już jej nigdy nie widziałem. Nowy Jork to olbrzymie miasto, ludzie w nim znikają.
Dało się wyczuć, że piszesz o znajomych miejscach :) Można było, choć kawałek, przejechać amerykańską drogą :)
Ludzie się gubią, znajomości się kończą, a czas dalej płynie, ale miłe, że wspomniałeś o niej w opowiadaniu.
Komentarze (10)
Wychodzi, że jesteś chyba... z podkarpackiego. Sprytne zakończenie, otwarte na własną interpretację czytelnika. Jest taki przyjemny niedosyt czegoś jeszcze, ale właśnie o to kaman. Jak dla mnie, to wszystko jest wporzo. Pzdr. ;)
Urodziłem się w Sanoku! Dziękuję za komentarz i cieszę się, że ktoś przebrnął do końca całej opowieści :D
Zdesperowana Hania gotowa jest na romans z mecenasem? Ma przy sobie fajnego chłopaka, a wybiera pieniądze.:-)5
Proza życia! Opowiadanie oparte na faktach. Możne niezbyt poradnie napisane, ale mam wrażenie, że mimo wszystko oddaje tamtą rzeczywistość!
Mieszkaniec
To jeszcze bardziej przykre, bo wnioskuję że wybrała pieniądze. Pociągnij dalej czy było warto? Pzdr.:-)
pasja niestety kontakt się urwał, gdzieś właśnie na tym opisanym etapie
Hmm, czyli tak to się skończyło. Kto wie, może dobrze?
Też chciałam coś więcej, ale muszę się pocieszyć tym, co nam dałeś, 5 :)
Postanowiłem zakończyć na tym, czego byłem świadkiem. Nie chciałem konfabulować, spekulować... Sam chciałbym wiedzieć co było dalej. Mam jednak niepokojące wrażenie, że koniec prawdziwej opowieści nie był optymistyczny. Tę historię opowiedziało życie, więc postanowiłem, że narrator nie będzie nic dodawał od siebie. Było to na wiele lat przed internetami. Po jakimś czasie zostawiłem tę pracę i tak skończyła się znajomość z Haną. Nie zostało nic, chociażby jakiś ślad w mediach społecznościowych, bo takich mediów nie było. Znaliśmy się po imieniu (nie miała na imię Hana, zmieniłem je świadomie), o nazwiska nikt nie pytał, były nieistotne. Jakiś rok widywałem ją prawie codziennie w pracy. Była naprawdę piękna. A potem zmieniłem otoczenie i już jej nigdy nie widziałem. Nowy Jork to olbrzymie miasto, ludzie w nim znikają.
Dało się wyczuć, że piszesz o znajomych miejscach :) Można było, choć kawałek, przejechać amerykańską drogą :)
Ludzie się gubią, znajomości się kończą, a czas dalej płynie, ale miłe, że wspomniałeś o niej w opowiadaniu.
Dziękuję! Miło mi, że doczytałaś do końca. Tekst jednak jest dość długi :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania