mecenas szpong odmawia koniaku wychodzi nie żegnając się pić w bramie na inżynierskiej i całkiem mu odpierdala

wieczorna rozmowa

na bezalkoholowo

tematy rzeczy

poniżej pro mille nasycenia

i historycznie historii

w studnie że rozbijają się echa

zbiory przesłanki

racje słowa

męczące nudne

z niepokojem

z zapominania istnień

służących celom

widzianym od stołu

jak zwarte sferyczne owoce

w tautologicznych podsumowaniach i twierdzeniach

uciekam w płytkość wspomnień

rozpijanych w bramie

na zimno mokro twardo

powiadomień o wczorajszym

w zabawę dotykania drgania

nieoszukiwania że

prąd ścina mięśnie w

kurze białko

wreszcie też nudno

bo nikt nie chce

dać się na tym złapać

z wkurwienia i nienasycenia

znów w przestrzeń na piechtę

w święto niewygody

tymczasowości skrojonej do godziny

po kilku dniach takich godzin

sam bez domu

proszalny dziad

znów mi rośnie broda

zasmradzam brudem

stołówkę mopsa

odbieram apetyt

skupionym na podnoszeniu łyżki

wymytym w zielonofioletowych dresach

wyciskam z nich z łzami pamięć

zapomnianych okoliczności historii czynów

co ich tu przyniosły

dlatego że pominęli zebrani nad koniakiem po tamtej kolacji

wreszcie wracam do zakurzonego domu

włączam maszynę choć zapisać wspomnienia

którym też nic nie dałem

co dalej w filoetowozielonych kreszach

wpatrzeni w łyżkę nie rozumieją

i gówno ich to obchodzi

wyjebani przez system

trwający z ich dobrej wiary i naiwności

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania