Pokaż listęUkryj listę

Merfi, Smif, Niekita I Kita

Opowiadanie

 

"Merfi, Smif, Niekita I Kita"

 

gatunek: akcja/podróże/fantastyka/surrealizm/przygoda

 

Alternatywna rzeczywistość.

 

MERFI I SMIF

 

Wielkie Tropikalne Plażowe Miasto Na Południowych Wybrzeżach Dużego Zwrotnikowego Półwyspu. Środek słonecznego dnia. Lata 1988-1990.

 

Przez centrum miasta przejeżdżał duży, zielono-beżowy, kanciasty samochód osobowy. Siedziało w nim dwóch trzydziestokilkuletnich, międzywymiarowych łowców potworów. Byli ubrani w okulary przeciwsłoneczne, hawajskie koszule, dżinsowe spodnie i w buty sportowe. A nazywali się Merfi i Smif. Przyjechali na plażę miejską. Wyskoczyli z pojazdu i pobiegli na długi trawnik, na którym rosły wielkie palmy z kilku gatunków. W cieniu potężnych roślin, plażowicze z różnych stron świata grali na różnorodnych instrumentach muzycznych, słuchali muzyki z radiomagnetofonu i tańczyli na trawie oraz piasku.

 

Nagle z wody wyskoczył zielony żarłacz tygrysi w beżowe paski, długi na pięć metrów. Stanął na płetwie ogonowej. Podbiegł do znajdującej się niedaleko siłowni na świeżym powietrzu, wtargnął do niej i szybko zaczął łapać oraz zagryzać znajdujących się tam ludzi, jednego po drugim. Z wrażenia, z leżącego po drugiej stronie ulicy parku wyfrunęły papuga i ważka, oraz wybiegła iguana. Niebawem przyleciał jasnobeżowy helikopter i zrobił kilka okrążeń nad okolicą, a w międzyczasie gotowi do akcji łowcy potworów, Merfi i Smif, wyciągnęli ze swoich kabur po jednym jasnoniebieskim pistolecie z jasnobrązowym chwytem i zaczęli strzelać do nietypowego drapieżnika morskiego, który po kilkunastu sekundach padł nieprzytomny na plażę, po której spacerowały kraby, zarówno klasyczne, jak i pustelniki, czyli skrywające się w muszlach po ślimakach.

 

Po skończonej akcji, mężczyźni schowali broń z powrotem do kabur i pobiegli do śmigłowca, który właśnie wylądował na piasku, a wtedy wskoczyli do wnętrza pojazdu, po czym ten wzbił się w powietrze i odleciał w nieznanym kierunku. Na plażę zbiegł się tłum ciekawskich gapiów.

 

W jednym z pobliskich parków miejskich, między wielkimi drzewami o potężnych liściach łaziły krokodyle oraz aligatory, po gałęziach skakały pawiany i wyjce oraz pełzały pytony, a z jednego rozległego kwiatu na kolejny skakały ogromne motyle i ćmy.

 

NIEKITA I KITA

 

Wielkie Subtropikalne Plażowe Miasto Na Południowych Wybrzeżach Śródziemnomorskiego Sadu. Środek słonecznego dnia. Lata 1988-1990.

 

Niekita i jego koleżanka, Kita, mieli po trzydzieści kilka lat oraz byli międzywymiarowymi łowcami potworów, tak samo jak Merfi i Smif. Relaksowali się na plaży. Nagle zaczęła lecieć szybka, irytująca melodyjka elektroniczna, która trwała przez kilkadziesiąt sekund. Mężczyzna i kobieta natychmiast zeskoczyli z hamaków, kołyszących się w cieniu palm, a następnie szybko pobiegli na otoczony drzewami liściastymi parking, gdzie stał ich żółto-pomarańczowy, duży, kanciasty samochód osobowy. Wsiedli do niego i odjechali.

 

Jadąc przez centrum miasta, zatrzymali się na wzgórzu. Wyskoczyli z pojazdu i wbiegli do klubokawiarni o brązowych ścianach. Przy wejściu rosła skrzywiona przez huragany palma o długich liściach w kształcie piór, a na niej siedziała wielka, pomarańczowo-niebieska papuga.

 

— Rło o o o o o o! — powiedziała papuga.

— Yo ho ho ho ho ho ho! — zaśmiali się Niekita i Kita, gdy usłyszeli zabawny dźwięk, wydawany przez egzotyczne zwierzę, będące jednocześnie miłe dla oka jak kwiat i zabawne jak komik.

 

W lokalu znajdowały się stoły, fotele, sofy, parkiet taneczny, konsoleta didżeja i bar. Na parkiecie tańczyło kilkadziesiąt osób w wieku od prawie trzydziestu do niemal pięćdziesięciu lat. Para łowców potworów przyłączyła się do imprezy. Nagle, nad rozbawiony tłum ludzi nadleciały cztery kosmiczne potwory. Zrobiły w ścianach wielkie dziury, przez które następnie uciekły zaskoczone osoby, zmuszone do natychmiastowego zakończenia imprezy. Niekita i Kita wyciągnęli ze swoich kabur po czarnym pistolecie oraz zaczęli strzelać do stworów, które niebawem padły nieprzytomne na podłogę. Zostały pomyślnie upolowane.

 

Po udanej akcji, mężczyzna i kobieta schowali broń z powrotem do kabur, wybiegli na zewnątrz przez wielkie otwory w ścianach opustoszałego lokalu oraz pobiegli do samochodu, wskoczyli do niego i odjechali. Ruszyli w dół, w stronę morza, a tymczasem papuga, która wcześniej siedziała na palmie, pofrunęła za nimi, lecz niebawem skręciła w bok i wylądowała w dużym parku w centrum miasta, na jednym z licznych drzew liściastych, posiadających jednocześnie owoce i kwiaty.

 

— Łoho! Udana akcja! — stwierdził Niekita, który miał dobry humor.

— Yoho! Yo! No a jak! — odpowiedziała zabawnie Kita, która również była w pozytywnym nastroju.

 

ZBIEG OKOLICZNOŚCI I SPLOT ZDARZEŃ

 

Środek dnia drugiego. Jedno z dużych, tropikalnych, plażowych miast. Niebo było lekko zachmurzone i wiał łagodny wiatr.

 

Na plaży, przy barze utrzymanym w stylu tropikalnych wysp i przy dobiegającej z głośników muzyce dyskotekowej, tańczyło kilkadziesiąt osób w wieku od około dwudziestu pięciu lat do mniej więcej pięćdziesięciu czterech lat. Wsród nich spotkały się dwa dwuosobowe zespoły łowców potworów, czyli Merfi i Smif oraz Niekita i Kita.

 

— Hey yo! — krzyknęli Merfi i Smif.

— Heee? — spytali zaskoczeni Niekita i Kita, po czym przywitali się wesoło — Łooo, ziomki!

— Yooo, ziomek i ziomalka! — odpowiedzieli im radośnie koledzy po fachu.

 

Po kilkudziesięciu minutach imprezy tanecznej na plaży, ludzie z przebojowej czwórki poszli na otoczony palmami oraz kwitnącymi drzewami parking, wsiedli do swoich samochodów i pojechali do tajnej podziemnej bazy wypadowej, gdzie zamienili pojazdy na jeden wspólny, który był jeszcze większy, piętrowy. Posiadał niezwykłe możliwości. Potrafił nie tylko jeździć, ale też skakać, pływać, fruwać, zmieniać kolory, a także przeobrażać się w statki, samoloty, rakiety, różne figury geometryczne. Po relaksie w eleganckim, otoczonym tropikalnym ogrodem, wieżowcu wyglądającym jak dosyć luksusowy hotel, wyjechali razem na ulice miasta, gdzie ustrzelili kilkanaście hord potworów, atakujących niewinnych przechodniów.

 

Jedne ze stworów wyglądały tak samo jak ludzie, a inne przypominały istoty rodem z horrorów. Jedne agresywne, nienawistne, podstępne i niszczycielskie postacie poruszały się na pieszo, a inne przy użyciu różnych pojazdów: od zwykłych łyżworolek aż po superszybkie oraz niewykrywalne dla radarów i potrafiące teleportować się, międzywymiarowe oraz superszybkie samoloty.

 

Łowcy potworów posiadali wiele tajnych baz, porozmieszczanych po całym niezwykłym świecie, w którym żyli. Planeta była zainfekowana przez zaskakująco sporą ilość złowrogich istot, które od czasu do czasu wychodziły z wnętrza globu i siały chaos oraz zniszczenie na powierzchni.

 

PRZEJAŻDŻKA PO MIEŚCIE I KLUBOKAWIARNIA PEŁNA NIETYPOWYCH ZWIERZĄT

 

Środek dnia trzeciego. Wielkie Tropikalne Plażowe Miasto Na Południowych Wybrzeżach Dużego Zwrotnikowego Półwyspu.

 

Merfi, Smif, Niekita i Kita jeździli po ulicach miasta supersamochodem, fajnym ale już nie tajnym, bo wyzwolonym z podziemia.

 

— Niezła przejażdżka, co ziomki i ziomalka? — spytał Merfi.

— Yooo, ziomek! Superancka, przebojowa i odlotowa! Dosłownie fantastyczna! — odpowiedzieli pozostali, usatysfakcjonowani niezwykłą wycieczką w futurystycznym, iście kosmicznym stylu.

 

Zatrzymali się na parkingu, między dużym parkiem, gdzie wiał silny wiatr, a klubokawiarnią, która była pełna nietypowych istot, a mianowicie różnych dziwnych zwierząt oraz roślin, jak również mniej i bardziej człekokształtnych stworów. Wyskoczyli z pojazdu i weszli przez tropikalny ogród do wnętrza lokalu. Muzyka sprawiła, że zaczęli tańczyć i unosić się w powietrzu, a nad ich głowami kręciły się złote gwiazdki. Nieopodal, kraby kokosowe tańczyły w kręgu z przegrzebkami, a niedźwiedzie oraz nosorożce tańczyły breakdance. Przez okna zaglądały do środka plezjozaury i zauropody w słomianych kapeluszach oraz z naszyjnikami z kwiatów hibiskusa i plumerii. Rozgwiazdy świeciły, zmieniały kolory oraz wykonywały salta tuż pod sufitem, z którego zwisało kilka kul dyskotekowych. Przez drzwi wleciała papuga wydająca zabawne dźwięki. Gdy usłyszał je pawian siedzący przy stole, to z wrażenia aż się przewrócił i połamał krzesło, a wtedy wyrosły mu pawie skrzydła, dzięki którym pofruwał przez minutę albo dwie wokół luksusowego żyrandola, wyposażonego w mały zabawny cyrkulator powietrza o brązowych łopatkach w kształcie piór albo liści, po czym wyfrunął przez okno i poleciał do widniejącego na horyzoncie miasta, gdzie każda ulica miała wyjątkowy oraz niepowtarzalny klimat i nastrój.

 

Na ten szalony, niecodzienny i niezwykły widok, ludziom trochę zakręciło się w głowach. Wyszli na zewnątrz, wachlując się rozłożystymi liśćmi tropikalnych roślin leśnych lub bagiennych, a wtedy wrócili na parking i z powrotem wskoczyli do samochodu, który następnie wzbił się w powietrze jak helikopter i odleciał gdzieś daleko od tego nietypowego oraz oryginalnego miejsca.

 

— Co za dziwne miejsce! — podsumował Smif.

— Zwariowane i zawirowane! Jakaś kraina dziwności oraz niezwykłości — odpowiedziała pozostała część brygady.

 

IMPREZA I MIĘDZYWYMIAROWE ZDARZENIE W PARKU ROZRYWKI

 

Pojazd przyleciał w pobliże parku rozrywki, a wtedy czworo podróżujących poszukiwaczy potworów wyszło na zewnątrz. Wszystko było otoczone przez kilkubarwną poświatę. Grupka ludzi, lubiących akcje pełne przygód i przygody pełne akcji, przeszła się po parku rozrywki, pełnym różnych karuzel oraz szybkiej, wesołej, zabawnej muzyki w stylu disco i dance.

 

— O! Park rozrywki! Niezwykłe miejsce niezapomnianych, niepowtarzalnych, bajecznych i magicznych wspomnień ze starych, innych i niezwykłych czasów! — skomentował Merfi.

— Może tutaj będzie ciekawiej — dodał Niekita.

 

Niespodziewanie, na rozległej otwartej przestrzeni zebrało się pięćset osiemdziesiąt dziewięć osób, a wtedy wszyscy zaczęli wesoło tańczyć. Z nieba przyfrunęło siedemdziesiąt pomarańczowych kul, świecących na złoto oraz oświetlających całą okolicę, między innymi rosnący niedaleko las, w którym po drzewach spacerowały żaby, jaszczurki i ślimaki. Tymczasem w okolicznych stawach oraz w rzece, niewielkie ryby wyskakiwały nad powierzchnię wody i wracały z powrotem, a nad nimi fruwały jętki, chruściki, ważki oraz chrabąszcze.

 

Nad park rozrywki nadleciała gwiazda wielkości miasta, a z niej wyfrunęło trzysta kilkumetrowych gwiazdek, które rozleciały się we wszystkie strony świata. Słońce obniżyło swój pułap też, bo było ciekawe, co dzieje się na tym niezwykłym trawniku, między rzeką jak z marzeń, a lasem niczym z jakiejś baśni fantasy, gdzie fasola rośnie aż do nieba, z którego spadają wodospady fioletowego miodu i owocowego mleka, całego w tęczowe kwiaty. Księżyc zjawił się na tle nieboskłonu też, choć to było popołudnie. Bujał się jak gondole w weneckich kanałach, z których rozciągały się niezwykle piękne widoki.

 

Nagle trawnik, na którym wszystko stało, zaczął falować jak morze, a karuzele i inne atrakcje stały się wiotkie jak galareta. Kiwały się na różne strony. Gwiazdy, wiszące na niebie, przeobraziły się w tańczące, migające i grające półmiski. Tłum imprezujących ludzi rozszedł się, a na miejscu zostało tylko czworo łowców potworów. Półmiski zaczęły latać po całym niebie, zmieniając jego barwę, oraz wzajemnie obrzucając się kolorowymi iskrami. Coraz bardziej kiwały się, aż po kilku minutach przewróciły się, po czym odleciały w stronę planety, znajdującej się w innym wymiarze, wykonując przy tym chwiejne ruchy, jakby taneczne, a także wydając dziwne dźwięki, podobne do takich, jakie można usłyszeć w utworach muzycznych z gatunku pop psychodeliczny. Niezwykłe zjawiska trwały przez kilkadziesiąt minut, a potem nagle zniknęły.

 

Merfi, Smif, Niekita i Kita obejrzeli przedstawienie nie z tego świata. Kiedy się skończyło, pobiegli na parking, wskoczyli do supersamochodu, którym polecieli do centrum miasta, a w tle leciała szybka, skoczna muzyka, jakby z gatunku trance, house albo eurodance.

 

PRZEBOJOWA, WYSTRZAŁOWA I WYBUCHOWA AKCJA NA ULICACH MIASTA

 

Gwarne ulice samego środka miasta. Zachód słońca o złocistych promieniach, na tle jasnopomarańczowego, lekko zachmurzonego nieba.

 

Ekipa łowców potworów wylądowała na parkingu, gdzie zostawiła pojazd, a następnie poszła odpocząć do dużego parku pełnego drzew i żywopłotów, znajdującego się nieopodal.

 

— Co za niezwykły dzień! — krzyknął radośnie Merfi.

— Yooo, ziomek! Racja! — odpowiedział wesoło Smif.

 

Wkrótce, nad miasto nadleciały dwa kilkudziesięciometrowej długości spodki kosmiczne, a wtedy zeskoczyły z nich na ziemię dwie grupy złowrogich stworów wielkości człowieka. Wylądowały na kilku pobliskich ulicach, wyciągnęły one zza swych pleców dziwnie wyglądające karabiny i zaczęły z nich do siebie wzajemnie strzelać strumieniami oraz kulami wielobarwnego światła, podczas gdy niezidentyfikowane obiekty powietrzne odleciały i zniknęły gdzieś pośród kilkunastu wieżowców, widocznych daleko na horyzoncie.

 

Merfi, Smif, Niekita i Kita wyciągnęli ze swoich kieszeni po dwa rewolwery oraz zaczęli biegać po ulicach i parku, a także skakać po dachach samochodów oraz niższych i wyższych budynków, w międzyczasie strzelając do potworów prowadzących bitwę między sobą, podczas gdy nad miastem przefrunęło pięć pelikanów. Nagle zwierzęta szybko gdzieś odleciały, bo przyfrunęły dwa helikoptery, które zaczęły krążyć nad znajdującą się pod ostrzałem okolicą, która stała się polem bitwy i punktem zapalnym.

 

W końcu, jakimś cudem ludziom udało się ustrzelić zbójców z kosmosu, a tym samym uratować miasto. W parku zrobiła się wielka sterta nieprzytomnych szkaradnych stworów, a sięgała aż po sam horyzont. Śmigłowce wylądowały na parkingu, znajdującym się około dziewięćdziesiąt metrów dalej, a wtedy wzdłuż drogi przebiegły cztery dziwaczne, tajemnicze, człekokształtne postacie o głowach wielkich jak fotele.

 

— Ale odjechana akcja! Nieee, ziomek? — powiedział z humorem Merfi.

— Yooo, ziomal! — odpowiedział zabawnie Smif.

 

Czworo wojowników schowało z powrotem swe pistolety do kieszeni, a następnie wrócili do superpojazdu, otworzyli drzwi, weszli do środka, następnie zamknęli drzwi, wzbili się w powietrze i polecieli w stronę dzielnicy domów jednorodzinnych, mieszczącej się niedaleko plaży, podczas gdy dwa helikoptery również gdzieś pofrunęły. Z radości, że najazd kosmicznych potworów został odparty, a miasto już po raz kolejny w swojej niezwykłej, bogatej i zapierającej dech historii zostało ocalone przez małą grupkę ludzi przed wielkim zagrożeniem, słońce zatańczyło z księżycem oraz z gwiazdami, a drzewa zaśpiewały piękną, wesołą i przebojową piosenkę.

 

SPACER PO LESIE, PAROSTATEK NA BAGNISTEJ RZECE I NIETYPOWY ALIGATOR

 

Środek dnia czwartego. Duży las na dalekich przedmieściach.

 

Merfi, Smif, Niekita i Kita szli przez las, a nad ich głowami przefrunęła krowa oraz morświn. Czworo pozytywnych wojowników natrafiło na szeroką, bagnistą rzekę, nad którą fruwały ważki. Na brzegu znaleźli parostatek, długi na kilkanaście metrów. Wskoczyli na pokład, a wtedy odpłynęli w klimatyczny rejs, podczas gdy spośród pobliskich trzcin wyskoczyło pięć żab, które kilka razy przeskoczyły z jednego liścia na następny, po czym skryły się w mulistym dnie. Jedna była zielona, druga niebieska, trzecia beżowa, a czwarta brązowa. Podczas przejażdżki, nad głowami ludzi przefrunął pelikan oraz łabędź. Wkrótce z wody wyskoczył aligator, który wylądował na pokładzie statku.

 

— O rety! Na statku jest aligator! — krzyknęli wszyscy jednocześnie, zaskoczeni jego nagłym zjawieniem się.

 

Nagle, ku zaskoczeniu ludzi, drapieżne zwierzę stanęło na tylnych łapach, zza swoich pleców wyciągnęło banjo i zaczęło na nim grać, wesoło przy tym śpiewając, a czwórkę bohaterów wprawiając tym w zdumienie.

 

— O rety! Na statku jest aligator, który gra i śpiewa! — krzyknęli zaskoczeni wszyscy jednocześnie.

 

Po skończonym występie, wodno-lądowy gad o wielkiej paszczy ukłonił się nisko załodze jachtu, schował instrument do tajnego, magicznego, niewidzialnego schowka umieszczonego na plecach, odwrócił się w stronę rzeki, a wtedy wskoczył do niej z pluskiem jak owoc w kompot, popłynął na brzeg, wylazł na ląd i w wesołych, zabawnych podskokach przemieścił się w głąb bagnistego lądu, znikając pośród potężnych drzew. Czworo ludzi biło brawo odkąd zwierz wrócił do wody, aż do momentu kiedy skrył się w dżungli.

 

— Dobry występ, yooo! — skomentował Merfi.

— Yooo, przebojowy! — dodał Smif.

 

Parostatek dopłynął do ujścia rzeki, znajdującego się w strefie przybrzeżnej, między centrum a przedmieściami. Merfi, Smif, Niekita i Kita przeskoczyli z pokładu na ląd. Na pobliskim parkingu stał supersamochód, posiadający niezwykłe właściwości rodem z filmów fantastyczno-naukowych. Trzech bohaterów i bohaterka wsiedli do niego, a wtedy pojazd wzniósł się w powietrze i poleciał do tajnej podziemnej bazy wypadowej, gdzie ludzie odpoczęli i przygotowali się na ekscytujące niespodzianki, jakie zamierzała przynieść im międzywymiarowa przyszłość kosmicznego losu.

 

PLAŻA, IMPREZA, RELAKS I NIETYPOWY REKIN

 

Dzień piąty, popołudnie. Ciepło i raczej słonecznie. Plaża.

 

Merfi, Smif, Niekita i Kita szli luzackim krokiem po plaży. Podeszli do baru, stojącego na otoczonym wielkimi palmami trawniku. W tle leciała szybka, wesoła muzyka w luzackim stylu karaibskim. Dookoła tańczyły dziesiątki plażowiczów i plażowiczek w wieku od dwudziestu dwóch do pięćdziesięciu pięciu lat. Nagle z oceanu na plażę wyskoczył rekin żarłacz, długi na około pięć metrów. Przestraszeni oraz zaskoczeni ludzie opuścili strefę wody i jej najbliższą okolicę, uciekając przez pełną małży, ślimaków oraz rybitw plażę w stronę trawnika, po którym spacerowały kraby, flamingi, szczuroskoczki i mewy. Czworo bohaterów spojrzało jednocześnie w stronę brzegu i, wyciągając po jednym krótkim czarnym rewolwerze z ukrytych na swoich plecach magicznych, niewidzialnych schowków, zaczęło biegnąć w kierunku wody. Wtedy, ku zdziwieniu wszystkich, duża drapieżna ryba niespodziewanie stanęła na płetwie ogonowej.

 

Łowcy potworów zatrzymali się w odległości kilkunastu metrów od rekina, który zaczął opowiadać krótkie śmieszne żarty, jeden po drugim, w sumie było ich kilka. Tłum plażowiczów i plażowiczek szybko wrócił oraz zaczął śmiać się, a wojownicy schowali swoją broń z powrotem do tajemnych, niezwykłych schowków. Kiedy morski drapieżnik z poczuciem humoru skończył bawić publiczność kawałami, zatańczył zabawny taniec, a kilkadziesiąt osób przyłączyło się do bardzo niecodziennej imprezy, z rekinem tańczącym hula i grającym na ukulele. Gdy minęło około pół godziny, wielka ryba położyła się na brzuchu oraz popełzła do wody, wykonując ruchy podobne jak gąsienica, a wtedy szybko odpłynęła, jak gdyby nic.

 

— He he he! — zaśmiali się wszyscy, po czym kontynuowali wspaniałą zabawę przy muzyce rock and roll, reggae, funk, disco, dance, new wave i plażowej, a w międzyczasie nadszedł złocisty zachód słońca, który spowodował, że niebo zrobiło się pomarańczowe.

 

WYPOCZYNEK W HOTELU, OGRODZIE I BASENIE

 

Środek dnia szóstego. Położony bezpośrednio przy plaży i otoczony tropikalnym ogrodem hotel z basenem.

 

Merfi, Smif, Niekita i Kita bujali się na hamakach, zawieszonych między wielkimi drzewami liściastymi.

 

— Ale wypas! Na totalnym lajcie! — wyraził swoje odczucia i emocje Niekita.

— Ooo tak! — zgodziła się Kita.

— Yeaaa hahahaaa! — krzyknął radośnie Merfi.

— Yoo! Yoo! Yoo! Yoo! — dodał Smif.

 

W pobliskim stawie kąpało się siedem żab i pięć traszek. Pod wodą pływało dziesięć gambuzji, dziewięć zmienniaków, osiem gupików, siedem mieczyków oraz cztery drobniczki. Nieopodal rosły ananasy i strelicje, a żywopłot, którym otoczony był cały ogród, składał się z hibiskusów, figowców oraz z roślin z rodzaju Kokkoloba. Po kwiatach i liściach spacerowały rzekotki, jaszczurki, motyle, ważki, szarańczaki, karaluchy, myszoskoczki oraz papużki.

 

Zachód słońca.

 

Łowcy potworów tańczyli w kręgu na rozległym balkonie, a wtedy odwiedził ich zielony ibis i niebieski flaming, podczas gry tuż za rogiem po ścianach spacerowały kraby, które zaglądały w okna. W jednym z pokoi hotelowych, na stole tańczyły cztery karaluchy i pięć ciem. Promienie słoneczne padały na kwiaty, owoce rosnące wokół trawnika, palmy oraz bananowce w wielkich donicach, a także wpadały przez okna do wnętrz pomieszczeń, pięknie i klimatycznie je oświetlając pomarańczowym światłem. Na dachu relaksowały się rzekotki, jaszczurki, patyczaki, modliszki oraz nietoperze. Tymczasem na trawniku, skorpion i tarantula powoli kręciły się w kółko w radosnym, skocznym tanecznym chodzie, żaba oraz ropucha tańczyły pajacyki, a wiewiórka i szczuroskoczek wolno szły wzdłuż brzegów basenu, podskakując oraz jednocześnie na zmianę klaszcząc w swe łapki i dotykając nimi własnych kolan. Nazwa, jaką proponuję dla tego luzackiego, zabawnego tańca, to "taniec plażowego grajdołka".

 

Z GŁOWĄ W CHMURACH, CZYLI PRZEJAŻDŻKA HELIKOPTEREM

 

Dzień szósty, wschód słońca. Wieżowiec wyglądający jak hotel otoczony tropikalnym ogrodem, będący jedną z baz wypadowych łowców potworów.

 

Merfi, Smif, Niekita i Kita wyszli z windy na dachu pełnego balkonów wieżowca. Stał tam helikopter, do którego wsiedli, a wtedy odlecieli. Zwiedzili miasto oraz okolice z lotu pelikana. Przefrunęli wzdłuż rzeki, u wybrzeży której wypoczywały aligatory i kraby. Przelecieli nad lasami, bagnami, łąkami, sawannami oraz wzdłuż porośniętych lasem liściastym niskich wzgórz, gdzie po drzewach skakały lemury, w stawach kąpały się hipopotamy i pytony, a skorpiony, tarantule, żaby, traszki oraz ważki podziwiały wschodzące słońce, które całą okolicę oświetlało różowo-żółto-pomarańczowym światłem.

 

Przefrunęli nad plażą. Zobaczyli kraby machające szczypcami, krokodyle kłapiące paszczami, pełzające foki i biegające kukawki kalifornijskie. Na wodzie unosiły się tratwy z żaglami i bez. Horda rekinów, ichtiozaurów, ośmiornic i kałamarnic zatopiła prom pasażerski. Kiedy latająca ekipa to zauważyła, była w naprawdę bardzo wielkim szoku. Postanowiła wrócić do bazy. Podczas powrotu, śmigłowiec wkręcił się w korkociąg, ale na szczęście niebawem z powrotem się odkręcił. Dziki wiatr nie rozkręcił go na części. Pojazd szczęśliwie wylądował na dachu wieżowca. Łowcy przygód, nagród i międzywymiarowych stworów zjechali po kręconych schodach jednoosobowymi samochodami. Zatrzymali się niedaleko od stawu, basenu oraz fontanny, w dużych namiotach posiadających okna. Wyszli na zewnątrz. To był poranek pełny pięknych widoków, ale i dziwnych zjawisk oraz zdarzeń.

 

ODWIEDZINY PRZEDSTAWICIELI OBCEJ CYWILIZACJI Z DALEKIEGO KOSMOSU

 

Środek dnia.

 

Merfi, Smif, Niekita i Kita odpoczywali na długim oraz dosyć szerokim balkonie, na leżakach, podczas kiedy modliszki, gąsienice, motyle, karaluchy i krocionogi wygrzewały się na kwiatach oraz liściach kilku roślin doniczkowych, umiejscowionych na brzegach balkonu.

 

Nagle, wiszący na ścianie za rogiem talerz satelitarny zaczął drgać, brzęczeć, szumieć i buczeć. W powietrzu rozległ się kilkudziesięciosekundowy, dziwny, kosmiczno-techniczny dźwięk. Z nieba wydobyły się odgłosy, pochodzące z innej galaktyki. Łowcy potworów obudzili się.

 

— Słyszę tajemniczy sygnał z kosmosu — stwierdził Merfi.

— Ja też — przyznał Niekita.

— I ja — dodała Kita.

— Ja także. Wygląda na to, że wszyscy go słyszymy. Musimy zatem sprawdzić, skąd on pochodzi i dokąd zmierza — postanowił Smif.

— Skoro odbierają go nasze satelity, to znaczy, że najprawdopodobniej czeka nas kolejna nieziemska akcja pełna kosmicznych przygód — domyślał się Merfi.

 

I trafnie się domyślał, bo wkrótce zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Powoli, stopniowo, zjawiska oraz zdarzenia stawały się coraz dziwniejsze. To wszystko wyglądało tak, jakby jakiś międzywymiarowy potwór tu nadchodził. Albo jakby nadlatywała tu flotylla wypełnionych potworami krążowników międzygalaktycznych i międzywymiarowych...

 

Z balkonu do ogrodu wyfrunęła papuga i tukan, a ludzie w międzyczasie ludzie szybko wstali, pobiegli do gabinetu, sprawdzili parametry na ekranach monitorów jakiejś dziwnej aparatury, wyciągnęli zza swoich pleców po jednym czarnym pistolecie wyglądającym jak rewolwer, zbiegli na parter, przebiegli przez plac oddzielający budynek od ogrodu, a wtedy znaleźli się na chodniku, tuż obok stojącego na parkingu supersamochodu, do którego wsiedli, po czym ten szybko odjechał. Kiedy byli w drodze, w powietrzu rozbrzmiewała muzyka, jakby trance, techno albo electro.

 

Gdy bohaterowie dojechali na miejsce, które znajdowało się kilkanaście kilometrów od bazy, muzyka ucichła, a wówczas oni wyskoczyli z pojazdu i pobiegli na rozległy obszar stepów oraz lasostepów, po którym biegały gryzonie i agamy kołnierzaste, a także łaziły skorpiony, krocionogi, węże oraz karaluchy.

 

— Niezłe miejsce na kontakt z przedstawicielami cywilizacji pozaziemskiej — stwierdził Merfi.

 

Popołudnie.

 

Nad łagodne wzgórze, porośnięte lasostepem i miejscami zasypane odpadami, nadleciały cztery statki istot z dalekiego kosmosu. Wszystkie wyglądały jak spodki, ale różniły się między sobą pod względem rozmiarów, jak i szczegółów wyglądu. Średnica dwóch największych wynosiła po kilkaset metrów, trzeciego - sto kilkadziesiąt metrów, a czwartego - kilkadziesiąt metrów. Trzy największe były czarno-srebrne oraz pełne świecących i zmieniających kolory punkcików o różnych kształtach. Czwarty miał jednolicie szary kolor. Merfi, Smif, Niekita i Kita schowali pistolety do magicznych niewidocznych schowków za swoimi plecami.

 

— Przybywamy w pokoju! — powiedziały głosy z wnętrz unoszących się nad miastem pojazdów kosmicznych, po czym z największego z obiektów wydobył się szeroki snop przezroczystego światła, sięgający do ziemi.

 

Strumień ten bezustannie zmieniał kolory. Co kilka sekund był różowy, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, fioletowy albo srebrny. Z pojazdu latającego, powoli na powierzchnię planety sfrunął człekokształtny przedstawiciel cywilizacji pozaziemskiej, zdający się zjeżdżać w dół na niewidzialnej windzie. Zatrzymał się na powierzchni planety.

 

— Łaaaaał! — powiedziała zdziwiona czwórka ludzi jednocześnie na widok gościa z innej planety.

— Łaaaaał! — odpowiedziały mechanicznym głosem statki kosmiczne.

 

Istota zaczęła powoli podchodzić do łowców potworów, których zamurowało ze zdziwienia i z szoku. W końcu, postać znalazła się w odległości zaledwie kilkudziesięciu centymetrów od nich. Była zielona i miała wielkie, pomarańczowe oczy, a z jej głowy wyrastały cztery cienkie, kilkudziesięciocentymetrowe czułki. Wyciągnęła swoją rękę w stronę ludzi. Z jej palców zaczęły wydobywać się wielobarwne pioruny, które przenikały przez nich, a ci wydawali wówczas dziwne dźwięki. Po siedmiu sekundach, tajemnicza postać i pioruny zniknęły, a dziwaczne odgłosy ustały. Wtedy, wszystkie cztery spodki rozleciały się w różne strony. Nigdy więcej już ich nikt nie widział, ani nie słyszał. Przynajmniej w tym punkcie czasoprzestrzeni, w którym miała miejsce ta niezwykła historia.

 

— Dziwna przygoda! — stwierdził Merfi.

— Nooo, niezwykła! — zgodził się Smif.

— Spodziewałem się międzygalaktycznej strzelaniny, ale lepsze to niż nic!

— Yooo, racja!

 

Czwórka bohaterów pobiegła z powrotem do niezwykłego supersamochodu, wskoczyła do środka, a wtedy pojazd odjechał w głąb miasta, po czym skierował się w stronę bazy wypadowej. Tymczasem, na placach i w parkach, dziesiątki ulicznych muzyków grały na różnych instrumentach, a setki przechodniów wesoło tańczyły w grupach liczących po kilka do stu kilkudziesięciu osób. Niektóre grupki urządzały na trawnikach pikniki.

 

REJS JACHTEM NA ARCHIPELAG TROPIKALNYCH PLAŻOWYCH WYSP

 

Dzień siódmy, wschód słońca. Przystań jachtowa.

 

Merfi, Smif, Niekita i Kita przyszli ubrani w stroje plażowe. Podbiegli do jednego ze średniej wielkości jachtów motorowych, przeskoczyli z pomostu na pokład, włączyli pojazd wodny oraz odpłynęli, a w oddali, po plaży spacerowały kraby pustelniki, ślimaki, węże, legwany, agamy, żółwie błotne, rzekotki, żaby Goliaty, łuskowce oraz skorpiony.

 

Popłynęli daleko, na pełne morze, a nad nimi fruwały mewy i rybitwy, rozmawiając, śmiejąc się, śpiewając oraz rapując. Podczas trwania rejsu, urozmaicali sobie wyprawę różnymi pozytywnymi, przyjemnymi aktywnościami: słuchali wesołej muzyki, oglądali filmy fantastyczne oraz surrealne, grali na różnych instrumentach, a także tańczyli do muzyki latynoskiej, funk, rap, reggae, pop i disco. Oprócz mew i rybitw, po niebie fruwały także: flamingi, pelikany, ibisy, sępy oraz trzewikodzioby.

 

Po południu, statek wpłynął do przystani u wybrzeży dosyć dużego i bardzo kolorowo pomalowanego miasta. Czwórka podróżujących i imprezujących bohaterów została przywitana przez kraby, małże, ślimaki, rozgwiazdy, ośmiornice, legwany, karaluchy, skorpiony, grzechotniki, myszy, żaby, krokodyle oraz ropuchy, radośnie tańczące na plaży, a w tle unosiła się wyluzowana, roześmiana i rozkołysana muzyka z gatunku reggae. Następnie, grupka zaprzyjaźnionych łowców potworów pobiegła do dużego parku w centrum miasta. Zza jednej z kilkudziesięciu drewnianych skrzyń, porozrzucanych wszędzie dookoła, przyglądała się im tajemnicza przypadkowa mewa, sowa, kaczka i szczuroskoczek. Wokół dyni oraz kabaczka, leżących na zmiażdżonych kartonowych pudłach, w kręgu tańcowały zielone karaluchy, czerwone szarańczaki i fioletowe ćmy.

 

Środek dnia.

 

Wzdłuż kanału rosły drzewa liściaste oraz stały otoczone palmami i bananowcami domy w kształcie sześcianów bądź prostopadłościanów. Niedaleko skrzyżowania ulic, znajdującego się między średniej wielkości budynkami otoczonymi tropikalnymi ogrodami, dużym parkiem zaczynającym się tam gdzie kończył się kanał, a zabytkowym kamiennym mostem, stało kilka obracających się, wielobarwnych, pasiastych, filaropodobnych, szerokich słupów. W ich pobliżu, na kanale z zielono-żółto-pomarańczową, ale jednocześnie krystalicznie przejrzystą wodą, dryfowały cztery gondole, podobne do weneckich, tyle że znacznie obficiej przyozdobione wielkimi kwiatami. Różniły się od nich także kolorem. Znacznie więcej miały barwy jasnobrązowej, a także pomarańczowej, żółtej, różowej i zielonej.

 

W cieniu drzew, na tle fantazyjnie kolorowych budynków z barwnymi oknami oraz drzwiami, grali uliczni instrumentaliści, śpiewali piosenkarze, rapowali raperzy, a tymczasem tancerze tańczyli dziwne i zabawne tańce, będąc ubranymi w stroje galowe, lub przebranymi za cyrkowców, marynarzy oraz piratów.

 

WYCIECZKA STATKIEM PIRACKIM I NIETYPOWY DELFIN

 

Zachód złotego słońca na pomarańczowym niebie. Na ciemnobeżowym morzu unosiła się ciemnobrązowa, tropikalna wyspa z potężnymi palmami i rozległymi plażami.

 

Z portu wypłynął turystyczny statek piracki. Na jego pokładzie wypoczywała i relaksowała się ekipa łowców potworów, bujając się na hamakach oraz zajadając owoce, takie jak banany, ananasy i pomarańcze. Nagle, spośród fal morskich, na których surfowały kraby, homary, rozgwiazdy oraz pelikany, wyskoczył delfin w słomianym kapeluszu i w okularach przeciwsłonecznych. Wesoło zatańczył, a także zaśpiewał.

 

— Pa ram pam pa ra ram pam! — mniej więcej właśnie tak zaśpiewał wesoły, rozrywkowy i przebojowy ssak morski, po czym wskoczył z powrotem do wody oraz odpłynął daleko, aż w końcu skrył się za wyspą.

— He, he, he, he, he! — zaśmiali się Merfi, Smif, Niekita i Kita na widok nietypowego delfina.

— Tym rym tym tym rym rym tym tym! — mniej więcej tak zabrzmiała zabawna, relaksująco-imprezowo-latnio-wakacyjno-tropikalna melodyjka, która nie wiadomo skąd się wydobywała, a jednak mimo to unosiła się w tle, wszędzie gdzie dosięgało powietrze atmosferyczne.

 

KONIEC.

Następne częściMerfi I Smif

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Dekaos Dondi 29.01.2021
    Piotrek P.1988↔Nie zatracasz swojej wyobraźni. Jest jakby bardziej różnorodnie. Najbardziej mi przypadły do gustu: grający aligator i rekin. To tak do siebie nie pasuje... że aż pasuje. I masa innych dziwnych rzeczy. Nadal czekam na ekranizację.
    Rzecz jasna, to musi być serial. Bo tak w jednym filmie, wszystkiego nie sposób pomieścić:))↔Pozdrawiam:)↔5
  • Piotrek P. 1988 29.01.2021
    Dziękuję za inspirujący i przebojowy komentarz oraz za ocenę, pozdrawiam :-)
  • Pasja 30.01.2021
    Oryginalne Imiona i klimat z horroru. Inny niż w poprzednich obrazach. Żarłoczny stwór tygrysi wprowadził strach, ale pogotowie ratownicze szybko się rozprawiło z nim.
    Międzywymiarowi łowcy potworów posiadali wiele tajnych baz. Wszystko kolorowe, niebotyczne. Uczłowieczenie zwierząt i nadanie im pewnych czynności budzi lęk, ale i jakąś nadzieję.

    Pozdrawiam
  • Piotrek P. 1988 30.01.2021
    Dziękuję za oryginalny i klimatyczny komentarz, pozdrawiam :-)
  • Szpilka 02.02.2021
    Merfi i Smif jak kowboje na Dzikim Zachodzie, pięciometrowy żarłacz tygrysi, skaczący na płetwie ogonowej robi wrażenie i to jakie! ?
  • Piotrek P. 1988 02.02.2021
    Dziękuję za inspirujący i wesoły komentarz, pozdrawiam :-)
  • illibro 11.02.2021
    I chciało by się powiedzieć, że czytała Krystyna Czubówna :) Niezły odjazd, kolorowy zawrót głowy, bogactwo fauny powala, technika też na wysokim poziomie... i delfin w słomianym kapeluszu. Jakbym w jakiś sen wszedł się czułem czytając to:)
  • Piotrek P. 1988 12.02.2021
    Dziękuję za komentarz inspirujący jak odjazdowy sen, pozdrawiam :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania