Mężczyzna jakich mało - Roman

Zapach zwietrzałego czosnku na opuszkach jej palców podniecał go jeszcze bardziej niż jej nieumyte dwudniowe tłuste włosy rozwalone w nieładzie na poplamionej zszarzałej powłoczce poduszki. Nie chcąc jej budzić od razu, przeczesywał delikatnie palcami ułożone luźno loczki, pilnując by nie pociągnąć za mocno i nie przerwać błogiego snu. Napięcie w nim rosło i pojawiła się nawet chęć do wzięcia jej w pozycji „na śpioszka”, ale wiedział, że lepszą zabawę zafunduję im obojgu jak młoda otrząśnie się już z objęć Morfeusza. Położył się więc obok, a wyczekując tej chwili, zaczął wracać w myślach do pierwszych wspomnień związanych z nową zdobyczą.

 

Kinga była jego jedynym pragnieniem od kiedy przyszła na staż podczas wakacyjnej przerwy na swoim ostatnim roku studiów. Inteligentna, piękna i zupełnie tego nieświadoma.

 

Jej szczere, szeroko otwarte oczy, wyczekujące wyjaśnienia jak włączyć ten skomplikowany ekspres do kawy lub uruchomić wiecznie zacinającą się z niewiadomych powodów drukarkę, wyzwalały w nim nieznane do tej pory zasoby testosteronu, czuł, że mógłby być na każde jej skinienie i stawać zawsze jak rycerz na wysokości zadania, aby pięknej damie pomóc w opresji, rozproszyć troski, podać pomocną dłoń lub nakryć kałużę płaszczem jakoby nóżki zachowała czyste i suche.

 

Taki był Roman. Gentelmeński. Staroświecki. Mężczyzna jakich mało.

 

Kinga zorientowała się szybko, że Roman należy do tych, których oplatała sobie wokół małego malca i nawet za bardzo nie musiała się przy tym wysilać. Ona tak myślała, a on? On z kolei myślał coś zupełnie przeciwnego, była dla niego łatwą zwierzyną, pewną zdobyczą, mimo, że pozostawała wyzwaniem, aby się po raz kolejny sprawdzić w roli pogromcy niewieścich serc, to był pewny szybkiej realizacji swego planu od początku.

 

Wystarczyły 2 tygodnie i już sama zaproponowała mu pomoc przy projekcie. Nie potrzebował ani asystentki, ani korektorki, ale czas na wytłumaczenie jej powagi zadania nad jakim miałaby pracować znalazł i zabookował im od razu w kalendarzu akurat na ostatnią godzinę dnia pracy w piątek. W biurze Roman był poprawny i profesjonalny, jednak czas szybko płynął, openspace i salki opustoszały, światła pogasły, a oni nadal rozprawiali o doborze kolorów i gramaturze papieru do wydruku plakatów promujących nową książkę jakiegoś nieznanego jeszcze nikomu autora. Roman szczerze zgłodniał, więc zaproponował, że dalszą część projektu wytłumaczy Kindzie przy kolacji. Również głodna chętnie się zgodziła, w końcu żadna studentka darmowym posiłkiem nie pogardzi

 

W restauracji, a wybrali zgodnie włoską klimatyczną knajpkę kilka uliczek od budynku biura, było luźno, zajętych tylko kilka stolików, większość ludzi parami usadzona pod ścianami tak, by sobie nawzajem nie przeszkadzać. Z głośników sączyła się delikatna instrumentalna muzyka. Trafił im się stolik tuż koło dużej lodówki z deserami, na co Kindze rozszerzyły się źrenice i ślinianki zaczęły ubiegać się o swoje. Usiedli, zamówili Carbonarę - ona wybrała pierwsza, on podążył za wyborem makaronu z boczkiem, cebulką i śmietaną, który uznał za bardzo dobry gust, więc wziął to samo, a wiedząc, że w owej restauracji wszystko smakuje wyśmienicie, dobrał do tego jeszcze sałatkę dla dwojga i zostawił na później jedną kartę deserów. Nie umknęło jego uwadze jak Kinga spoglądała na Mrożoną bezę z orzechami, Tiramisu oraz Cannoli wypełnione po brzegi puszystym kremem. Ona miała smaka na słodycze, on nabierał tym większej ochoty na nią i rozpieszczenie jej jak tylko mógł. Kolacja okazała się wyborna, tematów im nie brakło, mijała już druga godzina i... przy okazji kolejna butelka czerwonego wina.

 

Wyszli z restauracji tuż przed 22:00, bo obsługa zaczęła już sprzątać przed zamknięciem, a że akurat rozpadało się i żadne z nich nie miało parasolki, Roman zaproponował, że odwiezie Kingę do domu, ponieważ miał pod biurem pozostawione służbowe auto. Nie oponowała, nie zaproponowała, że może wziąć taksówkę i, że nie chce sprawiać kłopotu. Roman uznał to za dobra kartę i po chwili siedzieli już w ciepłym Lexusie wyjeżdżając z parkingu.

 

Okazało się, że Kinga mieszka daleko, a Roman 5 minut drogi od biura, więc spytał, czy nie miała by ochoty dokończyć konwersacji przy kolejnej lampce dobrego wina. Z uśmiechem na twarzy odpowiedziała, że z chęcią, że wieczór był cudowny, i że nadal ma parę pytań w temacie wydruków wielkoformatowych i wyklejania witryn sklepowych, co ją wyraźnie zainteresowało.

 

Zajechali do garażu podziemnego w rezydencji Romana, zrobiło się chłodno, byli też przemoczeni, wiec od razu po wjechaniu windą Roman zapowiedział, że zaraz da jej ręczniki i z chęcią jakieś ubrania tymczasowo na przebranie, aby jej było sucho i przyjemnie.

 

Po przekroczeniu progu mieszkania Kinga zamknęła się w toalecie, a on wyszukał najlepszy rocznik szczepu Pinot Gris ze swojej ulubionej francuskiej kolekcji. Uznał, że białe delikatne wino będzie idealne po sytej kolacji i przed zbliżającym się snem. Nie wiedział jak potoczy się wieczór, mimo, że do tej pory wszystko szło po jego myśli, ale nie było to najważniejsze i tak już osiągnął 99% sukcesu, wystarczyło niczego nie spieprzyć i początek weekendu zapowiadał się lepiej niż mógł to sobie wymarzyć.

 

Dziewczyna wyszła z łazienki ubrana w jedną z jego ulubionych koszulek oraz bluzę, w której dosłownie topiła się cała jej zgrabna sylwetka, co działało na Romana tylko bardziej pobudzająco, bo mógł sobie wyobrażać jakie kształty kryją się schowane pod materiałem.

 

To był ich pierwsza noc. Po tygodniu Kinga wprowadziła się do Romana, rozpoczynając tym piękny czas półrocznego romansu.

 

Roman wrócił ze wspomnień, gdy młoda poruszyła się wreszcie przekręcając twarzą do niego i do porannego światła wpadającego przez odsłonięte już okno. Jej uśmiech nadal go rozczulał. Przesunął ją na środek łóżka i zanurkował między jej uda, delikatny znajomy zapach uderzył go w nozdrza, zaczął powoli, tak jak lubiła, delikatnie wciskając język w coraz bardziej spuchniętą łechtaczkę, drażnił się z nią przerywając co jakiś czas lub robiąc pauzę na kółko językiem dookoła najdelikatniejszej części jej cipki, a gdy rękami przycisnęła jego głowę do krocza, przyspieszył zaciekle posługując się w niej językiem, jednocześnie gniotąc mocno dłońmi jej jędrną pupę. Zatracał się w tym porannym rytuale, lecz nie dał jej dojść, przerwał, odwrócił ją szybko na brzuch i wszedł zwinnie od tyłu. Całym ciałem przywarł do jej idealnych pleców. Kochali się namiętnie, Kinga rytmicznie jęczała, a on nadawał tempo aż czuł, że dziewczyna dochodzi, gdy jęki stawały się krótsze, a oddech głośniejszy, wtedy przyspieszał i wzmacniał pchnięcia tak, że zagłówek łóżka zdrapywał kolejne warstwy tynku ze ściany. Po chwili oboje sapali, leżąc zaspokojeni na wilgotnej pościeli.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Pobóg Welebor dwa lata temu
    Piąty akapit bardzo zachęcający do dalszego czytania, spodziewałem się jakiegoś dramatu, a tu chyba chodziło tylko o pewną zabawną prawdę o związkach damsko-męskich... W każdym razie kończy się jakby w połowie, nie wiem...
  • Pobóg Welebor dwa lata temu
    Już znalazłem dalszy ciąg, wyświetlał się pod tym.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania