Mgła (1)

Od kilku dni miałam nieodparte wrażenie, że nocą ktoś przesiadywał pod oknem mojego pokoju. Niepokoiło mnie to. Czułam się, jakby doczepiono mi długi ogon, którego nie mogłam się pozbyć.

Pewnej nocy, gdy mgła okryła całe miasteczko swoimi mackami, otworzyłam okno. Wilgotne, zimne powietrze wpadło do mojego pokoju. Nie potrafiłam pozbyć się wrażenia, że coś niebezpiecznego kryło się w tej mgle i zamknęłam szybko okno. Kątem oka zdążyłam dostrzec coś, co bardzo mnie zaniepokoiło: przebłysk czerwonych źrenic. Struchlałam, i mnóstwo czasu zajęło mi zaśnięcie. A kiedy już mi się udało, śniłam o potworach ukrytych we mgle.

Następnej nocy było jeszcze gorzej, niż poprzednio. Obudziłam się w środku nocy i popatrzyłam w okno. To, co tam zobaczyłam, zmroziło mnie. Za oknem ewidentnie poruszał się jakiś regularny kształt. Byłam przekonana, że to nie był człowiek. Zaczęłam drżeć, bo bałam się, że to coś za oknem zobaczy mnie i wedrze się do mojego pokoju, by mnie zabić. Tak mnie to wystraszyło, że resztę nocy spędziłam skulona w kącie.

Rano, drżąc ze strachu i z zimna, podeszłam do okna. Istota, która była tutaj poprzedniej nocy, zostawiła po sobie ślad: cała szyba była uwalana jakąś czarną mazią.

Nie mogąc pozostać dłużej na to obojętna, zadzwoniłam na posterunek policji. Dygocząc, opowiedziałam posterunkowemu, co się stało. Policjant, paradoksalnie, potraktował moją opowieść bardzo poważnie i obiecał, że w ciągu godziny kogoś po mnie wyśle. Kazał mi spakować najważniejsze rzeczy i czekać. Dodał, że nikt w mieście już nie jest bezpieczny.

Jego słowa bardzo mnie zaniepokoiły, ale zrobiłam, to co mi rozkazał. Godzina oczekiwania ciągnęła się w nieskończoność. Aż w końcu usłyszałam upragniony dźwięk parkowanego samochodu. Wyszłam przed dom, trzymając w ręku zapakowaną torbą.

Na dworze było zimno i wilgotno, wszędzie rozciągała się ta przeklęta mgła. Wtem usłyszałam dziwny syk, przypominający dźwięk jaki wydają węże. Poczułam dreszcz na całym ciele.

- Pani Sheffield! - wrzasnął jakiś barczysty mężczyzna, siedzący w pick-upie stojącym na moim podjeździe. - Niech się pani pospieszy! One mogą być wszędzie!

Nie zlekceważyłam jego słów. Otworzyłam drzwi i pospiesznie wsiadłam do samochodu, kładąc sobie torbę na kolanach.

- One? O czym pan mówi? - spytałam, zapinając pasy.

George Jackson, pracownik jedynego sklepu meblowego w naszym mieście, przez chwilę na mnie popatrzył, po czym znów zaczął patrzeć na drogę.

- Ci, którzy je spotkali, już nie żyją – powiedział poważnym tonem. - Dlatego sam nie wiem, przed czym uciekamy. To, co mogę pani o nich powiedzieć, to to, że są cholernie niebezpieczne.

Słuchając tego, odruchowo ścisnęłam mocniej torbę. Nie chciałam wierzyć, że to co się działo, było prawdziwe.

- Tak właściwie, to gdzie my jedziemy? - nie mogłam powstrzymać się przed kolejnym pytaniem.

- Do centrum handlowego. - odpowiedział George. - Ściągamy tam wszystkich ludzi z całego miasta. Tam jest obecnie najbezpieczniej. Wie pani, to cud, że te stworzenia nie dostały się do pani domu. Wtedy już nie byłoby czego po pani zbierać – machnął ręką, a ja poczułam nieprzyjemne ściskanie w żołądku.

Poprawiając się na siedzeniu, niechcący dotknęłam czegoś zimnego. To była dubeltówka. George odpowiedział na moje zdziwione spojrzenie:

- To niezbędna broń z walce z nimi. Niech pani mnie posłucha – jego ton znów stał się tak oficjalny, że aż niedobrze mi się zrobiło – jeżeli, nie daj Boże, coś się stało podczas jazdy, ma pani zostać w samochodzie. Rozumie mnie pa....

Ledwo skończył mówić, coś wylądowało na dachu pick-upa. Samochodem lekko zatrzęsło. Ja zaś poczułam podchodzący do gardła strach. Cokolwiek to było, nie miałam ochoty na spotkanie z tym czymś.

Rozległ się nieprzyjemny syk.

- Cholera – zaklął George i dodał gazu. Wiedziałam, że działo się coś bardzo niedobrego.

Dźwięk rozdzieranego metalu dotarł do naszych uszu. Spojrzałam w górę i krzyknęłam. Tuż nade mną, w dachu samochodu, tkwiły okropne, zakrzywione szpony.

George wcisnął mi dubeltówkę do ręki.

- Niech się pani nie waha się jej użyć! - krzyknął.

Rzuciłam torbę pod nogi i chwyciłam broń. Strzelałam już kilka razy z dubeltówki,ale nigdy w takich okolicznościach! Poczułam napływającą do żył adrenalinę i strzeliłam. Powietrze rozdarł dźwięk nieludzkiego wycia, od którego poczułam na plecach ciarki.

- Bardzo dobrze – pochwalił mnie George z uśmiechem.

- Przepraszam za samochód – z zakłopotaniem wskazałam na dziurę w dachu.

- Nie ma się czymś przejmować – mężczyzna machnął lekceważąco ręką.

Nagle samochodem zaczęło bujać. George pochylił się w lewą stronę.

- Cholera! - przeklął znów i uderzył dłońmi w kierownicę. - Pieprzone koło!

Zatrzymaliśmy się na poboczu i wysiedliśmy z samochodu. Mężczyzna wręczył mi broń.

- Niech pani mnie osłania – powiedział. - Wiem, że to nie był pierwszy raz, kiedy pani strzelała. Liczę na panią.

Zaczęłam obserwować bacznie okolicę, ale w tej mgle nie dało się dostrzec niczego na odległość większą niż dziesięć metrów. Każdy dźwięk, który wychwytywałam, wydawał się być tym zdradzającym nadchodzące niebezpieczeństwo.

Znudziło mi się chodzenie w kółko, dlatego postanowiłam odejść nieco dalej od samochodu. Po chwili wróciłam. I wtedy go zobaczyłam.

 

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

Następne częściMgła (2) Mgła (3) Mgła (4)

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Nikey 21.09.2014
    Nie licząc błędów, opowiadanie jest świetne. Miło się czyta. Od razu wprowadzona akcja. Ciekawy początek :)
  • Bardzo ciekawe
  • wolfie 21.09.2014
    Nikey, mogłabyś wskazać mi te błędy? :) Byłabym bardzo wdzięczna :)
  • Nikey 21.09.2014
    "Aż w końcu usłyszałam upragniony dźwięk parkowanego samochodu" -zdania nie zaczyna się od 'aż', tak uczyła moja polonistka. "Niech się pani nie waha się jej użyć" - tu chyba wiadomo, "się" Reszta to ze dwa, trzy góra, błędy interpunkcyjne, tak więc nie ma się czym przejmować :)
  • wolfie 21.09.2014
    Wiedziałam, że ominęłam kilka błędów :) Tak, czy inaczej, dziękuje :)
  • Nikey 21.09.2014
    Lepiej bierz się za pisanie kolejnej części, bo moja cierpliwość niedługo się skończy ;)
  • wolfie 21.09.2014
    Jeżeli to Cię pocieszy, to mam już początek drugiej części :)
  • Nikey 21.09.2014
    Jak najbardziej. Jeszcze bardziej mnie ucieszy, gdy będę mogła ją przeczytać :P Powodzenia. Niech wena będzie z Tobą!
  • Anonim 08.07.2015
    Na starcie zdementuje plotki: zdanie można zaczynać od "aż", tak samo jak od "ale","i" i wielu, wielu innych. Moja polonistka również zwracała na to uwagę i AŻ się dziwię, że dali jej dyplom - -"

    A teraz tak: Prolog (bo tak to nazwę) świetny. Wprowadzenie czytelnika w realia następuje bardzo płynnie, a fabuła ciekawi od pierwszego zdania. Do tego poza wprowadzeniem mamy już od razu akcję i twoje ulubione zakończeniowe trzy kropki w najciekawszym momencie :D 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania