Mgła (2)
To był jaszczur. Największy, jakiego w życiu widziałam. Miał skórę w kolorze ziemi, i ogromne kolce biegnące wzdłuż kręgosłupa i ogona. Jego przednie łapy były uzbrojone w długie, zakrzywione szpony. Potwór dorównywał wielkością dorosłemu bernardynowi, a jego ociekająca krwią paszcza i zęby, wyglądające jak małe, diabelnie ostre noże zdradziły, że z pewnością nie miał wobec nas dobrych zamiarów.
Jaszczur zakołysał ogonem na boki i potrząsnął głową. Znowu usłyszałam ten nieprzyjemny syk, kojarzący mi się z wężem. Wściekle czerwone ślepia potwora wpatrywały się w George'a, który zamarł w miejscu.
W następnej chwili potwór zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewałam: ustał na tylnych łapach. Swoim wzrostem z pewnością przewyższał niejednego siatkarza. Rozdziawiłam usta jak ryba, po czym szybko je zamknęłam. Udało mi się zauważyć szczegół, który uznałam za bardzo ważny. Skóra na brzuchu stwora miała znacznie jaśniejszy odcień niż ta na kręgosłupie. Chyba udało mi się odkryć jego słaby punkt.
Wymierzyłam w niego dubeltówką i strzeliłam. Trafiłam w brzuch jaszczura. Choć dubeltówka nie mogła zrobić wielkiej krzywdy tak dużemu stworzeniu, to widać miałam rację co do słabego punktu. Potwór wydał z siebie ogłuszający skowyt i upadł na ziemię, zaledwie metr od Georga. Z rany zaczęła się sączyć czarna maź, która bulgotała i syczała. Potwór po chwili wyglądał na martwego.
Otarłam pot z czoła i popatrzyłam na Georga`a. Czułam się już nieco pewniej: przynajmniej wiedziałam z czym przyszło mi walczyć, choć to nie oznaczało, że strach mnie opuścił. Bałam się i to straszliwie.
Lepiej się pospieszyć – stwierdził George i przyspieszył tempo pracy.
Widać było, że zależy mu na jak najszybszym wydostaniu się z tego bagna. Przyznałam mu w duchu rację: dubeltówka nie była zbyt dobrą bronią na jaszczury, konieczne było użycie czegoś silniejszego. Dostawałam dreszczy na myśl o tym, że nie wiadomo było, ile tych potworów mogło się czaić w tej przeklętej mgle.
Nerwowo chodziłam w tę i we wte. Nie mogąc znieść oczekiwania, podeszłam do Georga, by zobaczyć, jak mu idzie. Wtem coś poruszyło się za mną i poczułam dotkliwy ból w lewej łydce. Odwróciłam się najszybciej, jak tylko potrafiłam i moje oczy rozszerzyły się z przerażenia. Jaszczur, którego uważałam za nieżywego, doczołgał się do mnie i zadrapał mnie w nogę. W zemście trzasnęłam go dubeltówką w łeb. Poskutkowało. Potwór z wywalonym ozorem rozwalił się na ziemi.
Spojrzałam na swoją nogę. Przez rozdarty materiał widziałam cztery zadrapania, które wyglądały na szczęście na niezbyt groźne, choć wywoływały straszliwy ból.
Jeżeli myślałam, że to koniec kłopotów, to się grubo myliłam. Najpierw dotarł do mnie ten charakterystyczny syk, potem zobaczyłam, że ze mgły wyłania się kolejny jaszczur. Miałam co prawda broń, ale bez naboi nie wyglądało już to tak różowo.
George, daj mi naboje – syknęłam przez zęby, zapominając o tym, że nie byłam z nim na „ty”.
Potwór powoli sunął w moją stronę. Z przedniej łapy ciekła mu ta gęsta, bulgocząca maź. Zgadłam, że to ten jaszczur, który skoczył na pick-upa i to jego właśnie musiałam zranić.
Nie mam ich, cholera, gdzieś je posiałem! – wywrzaskiwał za mną George.
Zaczęłam trząść się ze strachu jak osika, bo wiedziałam, że nasze szanse na przeżycie maleją z minuty na minutę. Nie miałam jednak zamiaru poddać się bez walki. Byłam gotowa uderzyć stwora czymkolwiek, byleby trzymał się ode mnie i George`a z daleka.
Ostrzegawczo machnęłam w stronę jaszczura dubeltówką, ale on tylko oblizał się ostentacyjnie. Musiałam to w końcu przyznać: byliśmy już martwi.
KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ
Komentarze (7)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania