Poprzednie częściMgła (1)

Mgła (5)

George

Nie mogłem dłużej usiedzieć w miejscu. To oczekiwanie wykańczało mnie psychicznie i fizycznie. W końcu, poniosły mnie nerwy i wszedłem tam, gdzie Ryan, znajomy lekarz rodzinny, kategorycznie zakazał mi wchodzić. Wkroczyłem do izolatki dla obłożnie chorych dokładnie w momencie, gdy Ryan zamykał oczy tej kobiety. Zatkało mnie. Popatrzyłem na nią; leżała na łóżku polowym, pozbawiona życia. Jej dłoń o nienaturalnie białej skórze zwisała bezwładnie wzdłuż łóżka.

Spełniły się moje najgorsze obawy. Ta kobieta umarła. Choć z każdym dniem jej stan się pogarszał, to ja wciąż odpierałem od siebie tę świadomość, to ciężko było mi się z tym pogodzić. Za każdym razem, gdy ją odwiedzałem, i patrzyłem na jej rozdrapane do krwi ręce, to serce mi się krajało. Zrozumiałem, że śmierć była dla niej upragnionym wybawieniem od cierpienia.

Bez słowa wyszedłem z izolatki. Śmierć tej kobiety podłamała mnie na duchu. Musiałem odetchnąć, pobyć przez chwilę sam, przemyśleć sobie parę rzeczy.

Zszedłem na parter centrum handlowego i skierowałem się do wyjścia. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że wszystkie wyjścia zostały pozamykane i były strzeżone. Na zewnątrz było bardzo niebezpiecznie.

Nie miałem się gdzie podziać. Pałętałem się bez celu przez całą noc, nie mogąc zmrużyć oka ani na chwilę. Wciąż o niej myślałem, choć prawie wcale jej nie znałem. Nie wiedziałem nawet jakie imię nosiła.

***

Następnego dnia, uzbrojony w karabin szturmowy i latarkę przemierzałem supermarket. Moja partnerka ładowała do wózka wszystko, co nadawało się do spożycia. Ja miałem za zadanie ubezpieczać ją w razie ataku potworów.

Supermarket wyglądał na pozostawiony sam sobie. Nie było w nim elektryczności, w efekcie czego mięso, wędliny i sery zaczynały się psuć. Przez powybijane szyby do środka wpadało zimne, wilgotne powietrze.

Powoli zaczynałem zachowywać się jak paranoik. Przy każdym, nawet najmniejszym szeleście, podskakiwałem jak oszalały. Zewsząd spodziewałem się ataku jaszczurów. Nie byłem już tą samą osobą, co wczoraj. Śmierć tej kobiety zmieniła mnie. Stałem się nad wyraz ostrożny.

Idąc wzdłuż półek sklepowych, zauważyłem naprzeciw siebie jakiś ruch. Zatrzymałem się gwałtownie, to samo kazałem zrobić swojej partnerce. Czekałem na dalszy rozwój wydarzeń.

Wtem doszedł do moich uszu odgłos obrzydliwego mlaskania. Nakierowałem promień latarki na miejsce, z którego dało się słyszeć ten dźwięk. Promień odbił się w czerwonych ślepiach jaszczura.

Kobieta za mną wydała z siebie okrzyk przerażenia. Ja nie czułem żadnego strachu. Zabijanie jaszczurów było konieczną powinnością.

Powoli, bez żadnych gwałtownych ruchów, wycelowałem w jaszczura, który żywił się zepsutym mięsem.

Dosłownie kilka sekund dzieliło mnie od naciśnięcia spustu, kiedy usłyszałem potężny huk z mojej lewej strony. W następnej chwili ogromna półka sklepowa, pełna puszek i słoików, obaliła się na mnie.

KONIEC CZĘŚCI PIĄTEJ

Następne częściMgła (6)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • NataliaO 24.09.2014
    super , bardzo lubię ,, Mgła ,, :))
  • NataliaO 24.09.2014
    5daje
  • Anonim 08.07.2015
    Fajnie oddałaś wpływ tej.. inwazji? Na zachowanie poszczególnych jednostek. Jeden zabija jaszczury bo wie, że tak trzeba, drugi jest przewrażliwiony i każdy szelest jest dla niego preludium ataku. I chwała! Powiadam chwała! Za to, że użyłaś słów "karabin szturmowy", zamiast karabin maszynowy! Bo to jest KOLOSALNA różnica :D Gdybym przeczytał jeszcze "karabinek automatyczny", albo jeszcze lepiej nazwę modelu to już w ogóle orgazm na umyśle :D Ja sobie wyobraziłem M16A2 - typowo amerykański karabin, ale to tak btw ;) 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania