Poprzednie częściMgła nad Wisłą

Mgła nad Betonem

Tego listopadowego popołudnia 1974 roku Łódź tonęła w gęstym, siarczystym smogu, który czynił betonowe osiedle Bałuty jeszcze bardziej przygnębiającym. Na czwartym piętrze bloku przy ulicy Waryńskiego, w ciasnym pokoju pachnącym zaduchiem i tytoniem, czas się zatrzymał. Wnętrze, oświetlone jedynie słabym, bladym światłem wpadającym przez koronkowe firanki, trzymało w sobie martwą ciszę.

Ciało w brązowym płaszczu leżało na wytartym dywanie. Jego kapelusz leżał obok, w nienaturalny sposób, na boku. Kapitan Marek Kowalski, z charakterystycznym wąsem i papierosem „Sport” w kąciku ust, klęczał nad nim. Twarz miał skamieniałą w wyrazie zmęczenia i determinacji. Jego siwy płaszcz, choć niemodny, trzymał fason.

Zza jego pleców, sierżant Nowak, młody milicjant z opaską „MO” na rękawie, patrzył szeroko otwartymi oczami. Stał w progu, blokując drogę ciekawskim spojrzeniom, i nerwowo bazgrał w notatniku. – Kaput? – zapytał głupio, chociaż odpowiedź była oczywista.

– Kaput, Nowak. Kaput. A teraz przymknij te drzwi, bo to nie jest przedstawienie dla sąsiadów – odparł Kowalski, nie odrywając wzroku od denata. Zbliżył lupę do radioodbiornika Unitra Eltra, stojącego na stoliku. Urządzenie, dumny produkt socjalistycznego przemysłu, było w tym pokoju jedynym oknem na świat. Kowalski zauważył, że tylny panel obudowy jest podejrzanie obluzowany. – Pokaż no, co tam skrywasz, przyjacielu – szepnął do siebie.

Ciało nie miało przy sobie żadnych dokumentów, tylko kilka jednorazowych banknotów. W jego torbie, leżącej na krześle, znajdował się tylko bochenek chleba i pół litra „Wódki Wyborowej”. To nie było zwykłe morderstwo z zazdrości, jak sądził na początku Kowalski. To śmierdziało czymś większym.

Kowalski przytknął lupę bliżej wnętrza Unitra Eltra. Zamiast standardowych podzespołów, głęboko w środku, owinięta w kawałek bibułki, leżała mała, srebrna kapsułka. W środku: mikrofilm. I wtedy wszystko stało się jasne. Ofiara nie była zwykłym robotnikiem, ale łącznikiem w ilegalnej siatce przemytu informacji lub technologii. Unitra Eltra była jego skrytką.

– Nowak! – krzyknął Kowalski, wstając gwałtownie. – Wezwij techników. I powiedz tym z Służby Bezpieczeństwa, żeby się pospieszyli. Mamy robotę. Tego, co w kalendarzu z 'Orłem' nazywają 'operacją', nie zamyka się jednym banknotem. To był dopiero początek. – Kowalski wiedział, że mgła nad Łodzią, choć gęsta, skrywała mroczne tajemnice PRL-u, a on, jako jeden z nielicznych, potrafił je odkryć.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania