MGLISTY REWIR

PROLOG: Neonowa noc i zimny deszcz

Deszcz w Nowym Edynburgu zawsze smakował metalem. Miasto, zbudowane na gigantycznych platformach nad bagnami dawnej Szkocji, tonęło w wiecznej mgle, którą rozświetlały jedynie jaskrawe, holograficzne reklamy syntetycznego alkoholu i neuro-wszczepów. W tym mieście ludzkie życie miało swoją cenę, ale ludzkie wspomnienia były warte znacznie więcej.

Elias Vance był prywatnym detektywem, choć w oficjalnych rejestrach figurował jako „Extractor”. Specjalizował się w sprawach, z którymi cyber-policja nie chciała mieć nic wspólnego – w kradzieżach pamięci cyfrowej bezpośrednio z ludzkich mózgów. Sam był reliktem dawnych czasów: nosił wysłużony, ortalionowy płaszcz, a zamiast nowoczesnych implantów bojowych wolał polegać na starym, kinetycznym rewolwerze i intuicji.

Tego wieczoru siedział w swoim biurze nad barem „Pod Rdzawą Śrubą”, gdy drzwi otworzyły się, a do środka wszedł zapach drogich, zakazanych perfum z naturalnych jaśminów.

ROZDZIAŁ 1: Klientka z wyższych sfer

Kobieta, która stanęła w świetle mrugającego neonu, wyglądała jak postać z innego świata. Miała na sobie biały płaszcz ze zmiennokształtnego jedwabiu, który idealnie odpychał krople brudnego deszczu. Nazywała się Elena Vance – zbieżność nazwisk była przypadkowa, ale to, co przyniosła, zmieniło wszystko.

– Panie Vance – zaczęła, a jej głos, choć spokojny, drżał od skrywanego przerażenia. – Mój ojciec, główny architekt kwantowych sieci miejskich, został zamordowany trzy godziny temu. Policja twierdzi, że to napad rabunkowy. Ale oni kłamią.

Elias nalał jej szklankę prawdziwej, nie-syntetycznej whisky.

– Dlaczego pani tak uważa?

Elena podwinęła rękaw płaszcza, odsłaniając elegancki, podskórny interfejs na nadgarstku. Wyciągnęła z kieszeni mały, kryształowy dysk – nośnik pamięci.

– Zanim umarł, zdołał zgrać ostatnie dwadzieścia minut swoich wspomnień i wysłać je na mój prywatny serwer. Ktoś wyczyścił jego fizyczny mózg do zera, używając wojskowego wirusa „Lete”. Ten dysk to jedyny dowód. Próbowano mnie już dziś zabić dwa razy. Nie mam komu ufać.

Elias spojrzał w jej głębokie, piwne oczy. Widział w nich determinację i coś, co dawno zniknęło z tego miasta – czyste, ludzkie emocje, nieprzefiltrowane przez żadne modyfikatory nastroju.

– Dobrze – powiedział, chwytając swój płaszcz. – Zobaczmy, co widział pani ojciec. Ale musimy się spieszyć. Jeśli to wojskowy wirus, jego twórcy już tu idą.

ROZDZIAŁ 2: Śledztwo w sercu maszynerii

Aby odtworzyć wspomnienia z kryształu, musieli udać się do Dolnego Rewiru – labiryntu rur, kabli i nielegalnych klinik, gdzie prawo dyktowali technomanci. Gdy przedzierali się przez tłum zmutowanych cyber-ćpunów i nielegalnych handlarzy organami, Elias i Elena mimowolnie zbliżyli się do siebie. W pewnym momencie, gdy z cienia wyskoczyła grupa ulicznych bandytów, Elias zareagował błyskawicznie. Kilka celnych strzałów z rewolweru i huk rozrywanej kinetyczną siłą mechaniki ostudził zapał napastników.

Gdy uciekali przed pościgiem, Elias złapał Elenę za rękę, wciągając ją w wąską, parującą szczelinę między budynkami. Ich ciała zderzyły się w ciasnej przestrzeni. Deszcz bębnił o blachę nad ich głowami, a bliskość była tak intensywna, że Elias poczuł ciepło jej oddechu na swojej szyi. Spojrzeli na siebie. W tym brutalnym, mechanicznym świecie, ta krótka sekunda ciszy między nimi wydała się potężniejsza niż jakakolwiek technologia. Pocałunek był szybki, pełen desperacji i smaku deszczu, ale przypomniał im, o co tak naprawdę walczą – o przetrwanie tego, co w nich ludzkie.

Dotarli do kryjówki starego pasera, Tocka. Podłączyli kryształ do archaicznego dekodera.

Na ekranie holograficznym pojawiły się rozmyte wspomnienia ojca Eleny. Widzieli jego gabinet, a potem postać w masce – to był dyrektor korporacji Omni-Tech, która zarządzała całym miastem. Ojciec Eleny odkrył przerażającą prawdę: Omni-Tech nie budował nowej sieci komunikacyjnej. Tworzyli „Projekt Archon” – sztuczną inteligencję, która miała podpiąć się pod interfejsy mózgowe wszystkich mieszkańców i powoli, niezauważalnie, modyfikować ich myśli, eliminując wolną wolę w imię „absolutnego porządku”.

– Mój boże... – szepnęła Elena, zakrywając usta. – Chcą zamienić miasto w rój.

W tym samym momencie ściany pomieszczenia eksplodowały. Do środka wpadli cyber-żołnierze Omni-Techu w lustrzanych pancerzach.

ROZDZIAŁ 3: Strzały w chmurach

– Bierz kryształ i uciekaj na dach! – krzyknął Elias, rzucając stół w stronę napastników i otwierając ogień ze swojego rewolweru.

Walka była chaotyczna i krwawa. Elias, dzięki doskonałej znajomości terenu, zdołał wyeliminować dwóch napastników, ale sam oberwał odłamkiem w ramię. Sycząc z bólu, wdrapał się po drabinie ewakuacyjnej na dach, gdzie Elena próbowała uruchomić starą, towarową platformę latającą.

Mgła na dachu była tak gęsta, że ledwo widzieli własne dłonie. Nagle z chmur wyłonił się luksusowy aerocar Omni-Techu. Wyszedł z niego sam dyrektor, trzymając w ręku magnetyczny emiter fal.

– Oddajcie dysk, panno Vance. Projekt Archon i tak ruszy. Ludzkość potrzebuje kontroli, bez niej jesteście tylko chaosem – powiedział zimno.

Elias, krwawiąc, stanął przed Eleną, zasłaniając ją własnym ciałem.

– Może i jesteśmy chaosem, ale wolnym.

Elena nie czekała. Wykorzystując chwilę odwrócenia uwagi, wpięła kryształ do panelu sterowania platformy towarowej i przeciążyła jej reaktor energetyczny.

– Elias, skacz! – krzyknęła.

Złapali się za ręce i rzucili w dół, w otchłań mgły, ułamek sekundy przed tym, jak cała platforma eksplodowała gigantyczną, błękitną kulą EMP (impulsu elektromagnetycznego). Fala uderzeniowa rozdarła aerocar dyrektora i spaliła wszystkie cybernetyczne układy napastników.

EPILOG: Czyste niebo

Uderzyli w gigantyczną sieć wychwytującą odpady trzy poziomy niżej. Byli poturbowani, brudni i obijający się o metal, ale żyli. Impuls EMP zniszczył nie tylko napastników – wymazał też główne serwery Omni-Techu w tej dzielnicy, bezpowrotnie niszcząc bazę danych „Projektu Archon”.

Kilka godzin później, gdy nad Nowym Edynburgiem powoli wstawał świt – rzadki widok, w którym słońce zdołało przebić się przez rzedniejącą mgłę – Elias i Elena siedzieli na krawędzi platformy widokowej.

Elena delikatnie opatrywała ramię detektywa. Jej biały płaszcz był zniszczony, ale na jej twarzy gościł spokój.

– Co teraz zrobimy? – zapytała cicho, opierając głowę na jego zdrowym barku.

Elias spojrzał na miasto, które po raz pierwszy od lat nie pulsowało tak agresywnie neonami. Wiele systemów padło, ludzie wychodzili na balkony, zdezorientowani, ale dziwnie wolni od szumu informacyjnego.

– To, co ludzie robią od zawsze – odpowiedział Elias, obracając w palcach pustą łuskę po naboju. – Będziemy żyć. I pamiętać. Razem.

Elena uśmiechnęła się, a jej dłoń mocno zacisnęła się w jego dłoni. W świecie pełnym sztucznego światła i zaprogramowanych uczuć, ich miłość była jedyną rzeczą, której żaden algorytm nie potrafił przewidzieć.

KONIEC

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Grisza 2 dni temu

    No muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. Powiastka z pozoru banalna, ale bardzo sprawnie napisana i - co najważniejsze - w miarę sensownie zakończona. Mówi się, że żeby napisać dobry kryminał, trzeba zasiąść do pisania znając zakończenie. Oczywiście, jest to Philip Marlow przeniesiony do cyberprzyszłości (ktoś tu jest miłośnikiem Chandlera), ale sam w ogólniaku pisałem podobne powiastki meandrując między Raymondem, a Alistairem. Daję piąteczkę i czekam na inne...

  • M.R. Gabriel 2 dni temu

    ​Widać, że masz fajny pomysł na ten świat i próbujesz kreować go na własnych zasadach. Kontrast głównego bohatera – faceta z rewolwerem – z wszechobecną cybernetyzacją to super motyw, który warto rozwijać. Jednak samej opowieści brakuje trochę napięcia. Sceny walki wprowadzane są bez dreszczyku, przez co atmosfera delikatnie siada. Fabuła gna do przodu, a w tym tempie trudno nawiązać relację z bohaterami. Rozumiem, że jest to krótka forma, ale właśnie w takich potrzebne jest trafianie w punkt. Ja daję czwórkę, ale jesteś na dobrej drodze rozwoju. Powodzenia!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania