MIAŁEM CZTERY LATA NAUCZYŁ CZYTAĆ TATA
'trzy razy księżyc odmienił się złoty
a ja ze strachu zbrudziłem galoty'
Ojciec Zadżumionych 1970
Juliusz Słowacki feat Jacko z Kwidzyńca
przez całą długą noc tak smętną jak
tylko czternastowieczne
noce zimnego października potrafią
być słuchałem imienia
róży.
'wtedy umberto
przywdział strój merlina i zamachał
gwałtownie różdżką. wnet
zapachło smrodem świńskiej krwi
cienkim winem klasztornym suszonym bobem /moim ulubionym/
i jadem tojadu. pod czworgiem oczu bystrych dwójką
ślepych malachiaszaberengarajorgego wstałem
pozwiedzać własną bibliotekę'.
kocham książki nie -
zwykle mocno i nie jest to dziwne choć na zdrowy
rozum powinienem być nieskazitelnym
analfabetą. wcześnie nauczyłem się czytać a zaraz potem
dominik wyciągnął ze swojej magicznej tekturowej
walizki
/'z wołkowyska
ja jej przywióz tu takich nie robią'/ cienką
broszurę wydaną w białymstoku i kazał 'ty ją połknij - to
sławna książka wielkiego polaka jest!' -a wielki
polak narysowany
na okładce gapił się profilem
na
mnie
jednym
okiem. przez trzy dni po
ojcu zadżumionych cierpiałem
na sraczkę gorączkę nie
mogłem jeść płakałem szorowałem ręce
pod kranem zdobionym napisem
mariewnwerder i dwiema
swastykam. nocami prześladował mnie
słowacki. 'po dziś dzień mam przez
niego dreszcze i coś jeszcze'.
zaraz potem od chrzestnej matki dostałem
na urodziny trzy kwiatki i opowieści
z zaczarowanego lasu hawthorne’a
z pięknymi ilustracjami srokowskiego tak nie -
bywale pięknymi że znów kilka dni
gorączkowałem rzygałem. przez kilka lat
miałem dreszcze na samą
myśl o meduzie gorgonie. a mimo to
kocham. kocham książki ich zapach dotyk
fakturę okładek gdy pieszczą dłonie Światło
i światło co świeci w ciemności pomimo
wersów rotha który daremnie usiłował
kompleksem portnoya zniechęcić do seksu
osiemnastolatka
nazwij to snem
ale gdy Wielki Bibliotekarz zabierze mnie do
swojej Biblioteki stanę się molem książkowym
który nie tyka zatrutego papieru
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania