Miasteczko z akcentem na miast
Małe miasteczko, a nawet mieścina. Wszyscy żyją po jednej stronie.
Druga strona owiana tajemnicą poliszynela. Wiadomości przekazywane,
od pokoleń z ust do ust, zawsze nadgryzione.
Dzień w miasteczku zaczyna się o stałej godzinie, wyciem syren i szczekaniem psów.
Czasami kolejność odwrócona, żeby nie popaść w rutynę.
Centrum, to rynek ze starym, dębowym parkiem. Starszym niż rogaliński.
Oprócz dębów, liczne lipy, klony, modrzewie.
Gdzie nie usiądziesz tam wszędobylska jemioła, która całuje i truje. Truje i całuje.
Operuje zgrabnie tanimi chwytami, tłumacząc, że natura ją tak obdarzyła.
Kto to widział, ssawki zamiast własnych korzeni.
Improwizacji nie ma końca.
Każdy człowiek, który całe życie udawał kogoś innego, tak naprawdę był sobą.
Kimś, to wyparł własną tożsamość, na rzecz nowego wizerunku.
Czyżby, to zazdrość złotówki do dolara?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania