"Miasto 44"
Zośka była za mim. Jak coś przeoczonego, za nim.
Na plecach jej dłonie. Uchylonej w tańcu.
Przestali grać, poczuł uderzenie w żebra.
Zazdrośnik dostał z głowy, przyboczni zwątpili.
Poprawił: któryś jeszcze chętny, to jest mój brat skurwysyny.
Pamiętajcie, ja się z jednym nie biję.
Otworzył się nad nim przed kwasotą win patykiem w klepsydrach pisanych.
Kiedyś sam uderzył, przemieniając zniewagę w krew i płacz.
Mówili, że ma to samo pociągnięcie z garści.
Nie odpalał tego dynamitu, kiedy mógł być człowiekiem.
Komentarze (7)
No proszę, "kozackie" opowieści.
ty, brat i jeszcze może szwagier i trzęsiecie tanc-budą.
trzeba się jakoś podrasować, by być człowiekiem.
NO!
Ale ty masz komentów na innych portalach, Hiobie bez żony.
Ci zawsze mogą stoczyć się jeszcze nizej.
Zawsze będzie daleko do ciebie, mały pedałku, pozdrów żonę.
A powiedz, ś.p Czerwosz znał się na poezji czy nie?
Grain, siedziałeś kiedyś w więzieniu?
Czemu nie 41?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania