Miasto Łódź
Nie warto uciekać..
nawet na dźwięk syreny strażackiej
lub butelek pocieranych o kocie łby…
zgrzytanie kapsli z których
można było kiedyś wykrzesać ogień
stać nie uciekać
gdyż zawsze powróci się do...
do?
do swojej świętości
urojonej
urojonej?
a więc schemat?
schemat?
A może schemat linii tramwajowych w mieście
Łodzi?
wyprostowanych w dal stalowych kikutów
słupów nośnych dźwigarów belek podporowych
którymi przylepiono do brzucha planety wielkiego potwora dymiącego
szyjącego tkającego plującego
parującego
ładującego bele nici
ziejącego kwasem siarkowym
produkującego fistaszki
omawiającego metraż mieszkań i nudzącego się
wielkich ubiustowań
emerytek jak Kariatydy lub Atlanty
cerberujących ulicę
przebieg dzikich prowadnic:
korzeni
które zastygły uderzając w skały dalekich Gór
Gór Skalistych ?
Gór Jakichkolwiek?
Gór!!!
Miasto Łódź uderzyło głucho w granit zardzewiałym korpusem
i zadęło z wysiłku
w trąbę fabryki Poznańskiego
dawno już
zamkniętej
i dobiegając do
zbiorowiska pomników
poprzewracało w figlarnych podskokach historię ruchu robotniczego
zamieniając czapki
na głowach
myląc bohaterów odwiecznych
z aktorami i statystami zawsze negatywnej opowieści
tymi których
twarze
w skowycie i zatrzymane w skręcie konwulsji
nie kąsają
okiem nie łypią przekrwionym
gdyż są to Pompeje
opowieść
jest to trwała
tak jak trwałe są dzisiaj Pompeje
ale to był drobiazg
naszego bohatera walka z tamtym pomnikiem
obok którego przejeżdżają
mieszkańcy miasta
zawsze beznamiętni bladzi zmarli pasażerowie tramwajów i autobusów którym deszczowe miesiące wyśpiewują tak samo nieudane requiem
Miasto Łódź przebudzone
stepowało
żonglując patykami latarń
sypiąc piaskiem i cementem
w kierunku
jezior
umierało swoim długim
snem
Tylko tak można umierać w rytm czegoś
dalekiego
chociaż nazwanego
A. wszystkie rytmy Karaibów
B. skorupiaki
Komentarze (1)
Jeżdżę łódzkimi tramwajami z Lutomierska, przez Konstantynów, a dalej aż na dworzec Łódź-Fabryczna; włóczę się po peronach, łażę zupełnie bez celu. W dusznych knajpach chciwie wdycham zapachy pleśni i tytoniu papierosów wypalonych 20 lat temu, znów jadę, nigdzie się nie zatrzymując. Rozmawiam z przypadkowo spotkanymi przechodniami, czytam książki, które potem zostawiam w nocnych autobusach.
Pociągi tak samo nocne jak ja sam co pewien czas wywożą mnie do dalekich krain - zawsze coś odkrywam i szybko o wszystkim zapominam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania