miasto z filcu
w ciągłym deszczu zamarzam
oddech
bardziej głęboki niż ciepły
w nadziei że rozgrzeje
wciągam powietrze
ten maj
zamiast bzem
pachnie brudnymi kałużami
układają się jak kwiaty
mokre psy zanurzają w nich
swoje leniwe ogony
machają odmierzając ziewające
minuty
szklane miasto
nie przyjmie już więcej łez
nasiąknęło jak gąbka
między kroplami przemyka
sfilcowany od wiatru
człowiek
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania