Między oddechem a słowem
Ona
Przyszedłeś jak wiosna,
choć był jeszcze luty
Świat nagle otworzył oczy,
a ja — niema jak posąg —
czekałam.
Twoje spojrzenie
paliło jak ogień.
Serce uczyło się biegu,
oddech gubił rytm.
Stałam w świetle
pewna,
że miłość ma głos.
Ty miałeś ciszę.
On
Byłaś jak świt —
nie można go dotknąć
bez oślepienia.
Wszystkie moje słowa,
dotąd zuchwałe i pewne,
odlatywały się jak ptaki spłoszone nagłym
ruchem.
Jedno słowo
krążyło pod skórą
jak gwiazda szukająca nieba
-
jednak byłem tchórzem.
Ona
Więc miłość przeszła obok,
ledwie muskając ramiona.
Odeszła tam,
gdzie się jej nie bałeś,
a ja zostałam
z tęsknotą.
Dziś mam ogród codzienności,
światło w oknach,
ciepło w dłoniach.
A jednak czasem w snach,
gdy Cię spotykam,
gwiazdy wirują tak szybko
—
jak wtedy.
On
Czas nie cofa oddechu.
I słów, które dojrzewają w ciszy zbyt długo.
Gdy wreszcie nauczą się unosić
nie ma już nieba,
w które mogły lecieć.
Razem
Minęliśmy się
między oddechem,
a słowem.
Komentarze (4)
Popraw moderatorze.
Nierówności nie mogłam poprawić. W oryginale wszystko było ok.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania