Między oddechem a słowem

Ona

Przyszedłeś jak wiosna,

choć był jeszcze luty

Świat nagle otworzył oczy,

a ja — niema jak posąg —

czekałam.

 

Twoje spojrzenie

paliło jak ogień.

Serce uczyło się biegu,

oddech gubił rytm.

 

Stałam w świetle

pewna,

że miłość ma głos.

Ty miałeś ciszę.

 

On

Byłaś jak świt —

nie można go dotknąć

bez oślepienia.

 

Wszystkie moje słowa,

dotąd zuchwałe i pewne,

odlatywały się jak ptaki spłoszone nagłym

ruchem.

 

Jedno słowo

krążyło pod skórą

jak gwiazda szukająca nieba

-

jednak byłem tchórzem.

 

Ona

Więc miłość przeszła obok,

ledwie muskając ramiona.

Odeszła tam,

gdzie się jej nie bałeś,

a ja zostałam

z tęsknotą.

 

Dziś mam ogród codzienności,

światło w oknach,

ciepło w dłoniach.

 

A jednak czasem w snach,

gdy Cię spotykam,

gwiazdy wirują tak szybko

jak wtedy.

 

On

Czas nie cofa oddechu.

I słów, które dojrzewają w ciszy zbyt długo.

 

Gdy wreszcie nauczą się unosić

nie ma już nieba,

w które mogły lecieć.

 

Razem

Minęliśmy się

między oddechem,

a słowem.

Średnia ocena: 1.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Dona65 2 miesiące temu
    Źle ustawione wersety, nierówno.
    Popraw moderatorze.
  • Dona65 2 miesiące temu
    Poprawiłam, wolałam, żeby był bardziej prawdziwy.
  • Dona65 2 miesiące temu
    Znaczy wiersz, niektóre słowa.
    Nierówności nie mogłam poprawić. W oryginale wszystko było ok.
  • Dona65 2 miesiące temu
    To już naprawdę ostatni mój wiersz. Wracam do pracy po urlopie. Pa Kochani.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania