Między palcami
Kiedyś czas
miał ciężar mokrych ubrań
wnoszonych do domu latem.
Jedno popołudnie
potrafiło trwać
dłużej niż dziś cały rok.
Teraz tygodnie
sklejają się ze sobą
jak mokre kartki,
których nie da się już
oddzielić bez zniszczenia.
Dopiero co
rozpinano przede mną wiosnę,
a już światło
kurczy się przy ścianach.
Ludzie znikają powoli —
z wizyt,
ze świąt,
z kontaktów w telefonie.
Zostaje kubek.
Książka.
Sweter na oparciu krzesła.
Czas wcale nie mija.
To my
mamy coraz mniejsze dłonie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania