Miejsce z cyklu : myśli rozsypane...
Gdy odziedziczyłam Boga po prababci,
nie wiedziałam, że śpi w jednej z drewnianych skrzyń.
Zaplątał się między białymi krukami
a setkami wspomnień w starych albumach.
On mnie nie zawołał, ja Go nie szukałam.
Wszelakie modlitwy składałam w szufladzie,
by poukładane równo intencjami
czekały cierpliwie na odwieczne „potem”.
Świadomość, że tam są, zasypałam kurzem.
Może mimowolnie, ale tak skutecznie
że udawało mi się chwilami zapomnieć.
Czasami bolały, gdy smutek powracał.
Przez pękniętą szybę patrzyłam na staw,
Gdzieś pomiędzy oknem, a bezduszną ciszą
tkwił dziecięcy światy więzionej wyobraźni.
Dziś nie potrafiłam już wrócić do niego.
Woda wgryzła się w brzeg miękkimi dziąsłami.
Zmarszczki na tafli pogłębiały starość
wierzby, przygarbionej pod brzemieniem szeptów.
Ulubione miejsce babcinego Boga.
Komentarze (3)
Tez bardzo ładne. Tak jakby nostalgia, albo poczucie braku czegoś, tak?
Piękny wiersz. Kolejny. Podziwiam Twoją lekkość pisania, umiejętność kreowania metaforami, spacerowaniem ot, tak, od niechcenia po wielu płaszczyznach jednocześnie, nadawania swoim wierszom klimatyczności. Głęboki ukłon w Twoją stronę. Pozdrawiam. ówczesny
Każdy ma takiego babcinego Boga. Też ja mam zachowany szkaplerz, który dała mi babcia. I pamiętam jej bajki o Bogu. I kapliczkę pod którą babcia ustawiała kwiaty dla Boga. Tam on mieszkał mówiła. Pozdrawiam ciepło 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania