Mięsożerna waginka

Myślałem o Klementynie, dniami i nocami, a nawet w przerwach pomiędzy jednym i drugim. Po raz pierwszy zobaczyłem ją na plakacie reklamującym sieć kosmetyków dla panów w podeszłym wieku, a potem przypadkowo wpadłem na nią w sklepie mięsnym, gdy kupowała kilogram suchej beskidzkiej i dwa pęta podwawelskiej. W świecie rządzącym przez kościste modelki, które jedzą na śniadanie łupiny z jabłek, popijając wodą typu light, kobieta, która spożywa takie rarytasy, nie przejmując się wagą ani spojrzeniami postronnych osób, naprawdę przyciąga uwagę.

Od kilku słów przeszliśmy do czynów. Zaprosiła mnie do siebie, gdzie zaczęła oddawać się ucztom mięsnym. Sam ledwie skubnąłem, bo nie chciałem, żeby jej zabrakło, choć nie spodziewałem się, iż ktokolwiek może aż tyle zjeść. Zwłaszcza szczupła (ale nie koścista) panna. Musiała mieć wręcz kosmiczną przemianę materii. Pożarła chyba tyle samo mięsa i wędlin ile sama ważyła. Dodała, że dziś wyjątkowo mało zjadła, gdyż została weganką, a im nie wypada jeść nic pochodzenia zwierzęcego. Oczywiście trochę to nie grzech.

W końcu namówiłem ją by udała się do lekarza, bo zdecydowanie coś było nie tak z jej przemianą materii. Cały czas jadła, a nie grubła. Doktor po gruntownym zbadaniu jej pochwy, stwierdził, że nie ma żadnych dziwnych zaburzeń. Za moją namową jednak przystąpił także do badań nieco bardziej gastrycznych. Wtedy odkrył prawdę.

- Pana dziewczyna jest doprawdy niezwykła – oświadczył. Natomiast obowiązuje mnie tajemnica lekarska i nie mogę zdradzić, że ma ona w przełyku normalną czarną dziurę.

- Ale jak to możliwe?

- Niech pan pyta fizyka, nie mnie.

Niestety to nie był koniec problemów. Wkrótce potem Klementyna zniknęła. Jak się okazało została grzecznie i taktownie uprowadzona przez grupę naukowców, którzy wykonywali na niej tak długie i tak intensywne badania, iż już nigdy nie zobaczyłem jej żywej. Przysłali mi tylko dziesięć złotych zadośćuczynienia i ulotkę z napisem „Ku chwale nauki”.

Wkrótce do ogólnej produkcji trafiły kosze na śmieci z czarną dziurą wewnątrz. Wszystko co do nic trafiało przepadało. Nie trzeba było się przejmować recyklingiem, czy globalnym zanieczyszczeniem. Co wleciało do czarnej dziury, już nigdy nie powróciło. Rewolucyjna technologia miała też swoje minusy. Kilka osób wpadło przypadkiem do takiego kosza i zniknęło, ale to była mała cena jaką należało ponieść dla dobra ekologicznego planety. Moja dziewczyna byłaby dumna, że jej przełyk posłużył do tak zacnych celów.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Celina 9 miesięcy temu
    Wszystko co do nic trafiało przepadało. "do nich".
    A poza tym niezłe.
  • Pan Buczybór 9 miesięcy temu
    I gdzie tam mięsożerna waginka? Cóż za mylący tytuł... Poza tym całkiem niezłe, choć jak na ciebie dość mało odjechane
  • fanthomas 9 miesięcy temu
    Pewnie jakiś chochlik się wdarł do tytułu ;)
  • Marek Adam Grabowski 9 miesięcy temu
    Przyciągnął mnie tytuł (ponoć stworzony przez chochlika). Opowiadanie, fantastycznie zakręcone; będące w pewnym sensie inteligentnym żartem. Pozdrawiam! 5
  • Piotrek P. 1988 9 miesięcy temu
    Dziwne, ciekawe, zaskakujące, klimatyczne, szalone i zabawne. 5, pozdrawiam :-)
  • maga 9 miesięcy temu
    Genialne! Czarna dziura! Pozdr. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania