Mieszkanie nr 48

Stałem przed drzwiami jednego z mieszkań dużego bloku. Znajdowało się ono na szóstym piętrze po numerem 48. W rękach trzymałem sporą paczkę solidnie obwiniętą bezbarwną taśmą. Zapukałem, ale nikt nie raczył otworzyć. Dzwonek był roztrzaskany, więc nie pozostało mi nic innego jak tylko dalej pukać z nadzieją, że ktoś w końcu mnie wpuści. Nagle usłyszałem okropny krzyk i jęk dochodzące z mieszkania. Dźwięk tłuczonych talerzy przeplatał się z wulgarnymi odzywkami. Nie zastanawiając się długo, z całej siły staranowałem drzwi i z hukiem wpadłem do środka. Wokoło panował okropny bałagan. Szybko wstałem i pobiegłem do kuchni, z której ewidentnie dobiegały odgłosy poważniejszej kłótni. Ostrożnie wychyliłem się, by ocenić sytuację. Na podłodze w kałuży leżała krwi leżała martwa kobieta. Miała poderżnięte gardło i poobcinane wszystkie palce u dłoni. Chciałem zadzwonić po pogotowie, ale bałem się, że mężczyzna mnie zauważy. Po cichu poszedłem więc do toalety, gdzie zamierzałem zaczekać, aż osobnik wyjdzie z mieszkania. Wystarczyło tylko trochę cierpliwości. Przerażony próbowałem zabarykadować drzwi rzazie, gdyby chciał wejść do środka. Gdy jednak spojrzałem w stronę wanny, zrobiło mi się tak słabo, że straciłem przytomność na dobre kilka minut. Po ocknięciu się zerwałem się na równe nogi i powoli zacząłem rozbierać moją barykadę, żeby jak najszybciej stamtąd wyjść. W wannie bowiem leżało poćwiartowane ciało małego dziecka. Nie miałem już wątpliwości, że wejście do mieszkania było najgorszym, co mogłem zrobić. Od sadystycznego mordercy dzieliły mnie tylko drzwi łazienki. Słyszałem go cały czas. Jego gniew nie ustał nawet na chwilę. Wciąż rzucał, czym popadnie. Pot lał się zemnie strumieniami. Byłem uwięziony w tym kiblu, z poszatkowanymi zwłokami w wannie, a po mieszkaniu szalał rozjuszony psychol. Jedyne co mogłem zrobić to zależeć jakąś broń. Przeszukałem wszystkie półki, ale oprócz kilku maszynek do golenia nie było tam nic, czym można się było skutecznie bronić. Wtedy zobaczyłem poruszającą się klamkę. To już był mój koniec. Psychol jak opętany szturmował drzwi, by w końcu wyrwać cały zamek a tym samym otworzyć je. Gdy tylko mnie zobaczył, jego oczy zalały się krwią. W ręku trzymał duży nóż kuchenny, którym machał na wszystkie strony, rozbijając przy okazji duże wiszące lustro. Rzucił się na mnie, nie pozwalając nawet na żaden odruch. Przerażony nie wiedziałem co robić. Zamknąłem oczy, ale gdy je otworzyłem, on cały czas tam był. Poczułem okropny i zobaczyłem, jak wnętrzności wylewają się ze mnie niczym z rozprutego worka. Momentalnie straciłem czucie we wszystkich kończynach. Bezwładnie upadłem, rozcinając sobie twarz o kawałki potłuczonego szkła.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • KarolaKorman 07.11.2016
    ,, piętrze po numerem 48. '' - pod
    ,,kałuży leżała krwi leżała'' - 2x leżała
    ,,zabarykadować drzwi rzazie, '' - w razie
    ,,lał się zemnie strumieniami.'' - ze mnie
    ,,co mogłem zrobić to zależeć jakąś broń'' - znaleźć
    ,, nawet na żaden odruch. '' - odruch może być bezwarunkowy lub np. wymiotny to bardziej pasowałoby ruch
    ,,Poczułem okropny i zobaczyłem, '' - tu czegoś brakuje, może słowo: ból
    Czyli marny koniec Cię spotkał dostawco paczek :( Nie oceniam, pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania