Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

MILCZĄCA WIEŚ NIEOBECNYCH. ( drastycznie okropne: Wiejskie opowiadanie gore ) (ale romantyczne)

MILCZĄCA WIEŚ NIEOBECNYCH.

(drastycznie okropne: Wiejskie opowiadanie Gore ) (ale romantyczne)

 

Jak bardzo musi być znudzonym, człowiek: z własnej woli brnący w doczesność, zaklętą bezpieczeństwem... będącym zmową milczenia?..

 

PROLOG

 

Zwytężając zwierzęcy wzrok swych połowicznie wilczych ślepi, spuścił uszy ku karkowi, szczerząc kły pośród przerażającego najeźdźcę, przeciągu warknięcia: nie trwałego nazbyt długo, gdy zdecydowany sus ku tętnicy szyjnej, zerwał jego własną do ziemi: kutym w ogniu łańcuchem, uwięzłym kajdanami obroży, nie tyle wobec samej lichopsinnej budy, jak szwabskiego kamaszu: dociskającego wolność Aryjsko należną: uznaną uprzednio, jako będąca nieinakszą. Zanim karabinowy pocisk, przeszywając jego czaszkę, utkwił krwawy rozbryzg w skromnym kraterze gruntu, powstałym pod jego pyskiem, miał szczęście nie rozumieć ani słowa obelg: rzucanych pochodniami na dachy Chłopskich Chałup: w nieprzerwanym akompaniamencie boleści... agonalnych wrzasków, jakby kacia codzienność, postanawiając opuścić mury zamczyska:.. zechciała nie przestać istnieć dlatego docześnie...

 

1.

 

Jak na złość: przeciętny człowiek, już nazajutrz: nie zawsze odczuwa dekadę, kolejną od daty swojego własnego " zboczenia na złą drogę ", rodzimie: zwanego małżeństwem. Są i tacy, którzy, z tego powodu: zamiast budowy fortyfikacji, gromadzenia balistycznego arsenału, a także niezbędnych zapasów:.. postanawiają wspólnie się tym cieszyć. Chyba tylko dlatego, prowadząc ciężki, terenowy samochód, nie chciał patrzyć w jej oczy, mając świadomość, iż także to, wobec niej samej: uczyni jedynie z rozsądku. Szczerze?: zaczął nawet zastanawiać się, czy to aby nie najlepszy powód, żeby... zechcieć przywyknąć do nieinnej okoliczności, niczym zawodowy Koroner, do widoku poziomu zmasakrowania ludzkich zwłok, nieustępliwie Prosektorantowi: pałaszującemu kanapkę, przyglądając się obiektowi swoich poczynań. Owszem, sprecyzował własne już przed uruchomieniem silnika: płaci za wycieczkę, płaci za każdy brak, płaci za paliwo, płaci... za wszystko: co skłoniło go do zastanowienia, czy aby przypadkiem nie umknęło mu uprzednio, że w ten sposób: płaci... za nią samą, tylko dlatego, żeby ją spotkać. Jak na odwczorajszą żonę, obecnie: do czegokolwiek innego, okazała mu się być... zupełnie niepotrzebną, a częściej: zwyczajnie zbędną, wobec bycia jakkolwiek życiowo inspirującą: niczym trumna, chrzczonemu Proboszczową Dłonią, dziecku. Cóż... no niby to niewiele za takowy nakład finansów, jednak: przynajmniej w turystycznym schronisku, poszczyci się spojrzeniami zazdrości, wobec tyłu obciśle dresowych spodni, jak i solidnie odepchniętego biustem, upiersia bluzy: jego własnej, należycie posłusznej wczorajszym urzędowym nabytkiem, tak zwanej: żony... Ponieważ: jakkolwiek ironicznie to zabrzmi: od czegokolwiek innego, zwłaszcza ponadto: zdąrzył już odwyknąć, niczym narkoman, zabezpieczony murami piwnicy szpitala odwykowego, przed krzywieniem kolejnych igieł na swych dworcowożylnych zrostach. Najbardziej bolało go jednak, że ta... kobieta: siedząca na fotelu obok, nawet malowniczo leśnogórski krajobraz, zbywa zachwytem jakcodziennego zapatrzenia w upychany świadomością, ekran telefonu: własną osobowość, postrzegając zresztą nieinaczej. A z tego powodu, wolał zbyć niniejszą okoliczność szyderczym parsknięciem zniesmaczenia brechtu, niż zwyczajnie:.. poprostu się do niej odezwać, niczym starofrancuski Prokurator, w ten sposób wskazujący gilotynę: zaniechawszy podpisu ułaskawienia. Inaczej... nie był w stanie jej zrozumieć, woląc już usiłować zliczać obroty głębokobieżnikowych opon, sporadycznie utkwione w zdradliwym miejscu... jak obecne: zwłaszcza w takowym towarzystwie: niczym szemrana speluna, zapraszająca ulicznolatarnianym szeptem stałych bywalców: najbogatszych, niemo cudzysłowiowaną przy głoszeniu: świetlaną wizją wspólnej przyszłości...

 

2.

 

Zamyśliła się zupełnie, analizując przychody obecnych polubień, wobec niedalece zamierzchłych, w takim stopniu, iż widniejące pod jej fotografiami cyfry, pozbawiły, umykając spostrzeżeniu, chęci napawania się zatafelnymi wspaniałościami krajobrazu. Czując dopiero stanowcze wkurwienie szczęk hamulcowych, impetem wciskające pas bezpieczeństwa w jej ogromny biust, postanowiła spojrzeć na tego... zwyczajnie olazłego codziennością nudziarza, ledwo powstrzymując się od zauważenia: " jak jeździsz... chamski prostaku. ". Wywracając wobec tapicerowanego nieboskłonu swymi brązowymi oczyma, zbywając go machnięciem dłoni, kliknęła przycisk zwolnienia zarówno przędłej w syntetycznych włóknach materii, jak i samochodowych drzwi, wmawiając sobie, iż nie będzie zmuszona tłumaczyć temu... mężczyźnie, iż: całokształt bagażu, gentlemańskim gestem: zataszczy osobiście...

 

Ulga. Nie cokolwiek innego, jak przenajszczersza ulga: nie tylko od towarzystwa, skłaniającego ku ronieniu procesów myślowych w elektroniczną pułapkę sieci: tylko dlatego, aby nie rozmyślać o świadomości jego istnienia, ale także: z powodu uporczywie dokuczliwego... bólu dupy, mieszanym niczym szachowym gambitem, z nieustępliwym drętwieniem kolan. I tylko dlatego, nie blokując telefonu, postanowiła udawać, że obecnie: nie dzieje się cokolwiek, powodującego inny stan rzeczy: aby bezpretensjonalnie napawać się ukradkowymi spojrzeniami, wobec litego niezdaryzmu, próbującego objąć jak największą połać bagażnika, usiłując tym nie upaść. A skoro już nawet ten podrzędny klaun zagościł w jej życiu... od niechcenia zablokowała telefon, trzeciokursowo przebrzmiałą impetacją jebnięcia klapą bagażnika, uznając, że... zwłaszcza dlatego: już nie może być gorzej...

 

3.

 

Skoro już najwyższy majestat, darząc przenajszczerszą knąbrnością, pozwolił mu dostąpić zaszczytu wyręczenia jej dosłownie we wszystkim, zostawił owy z tym samą: bezsłownie brzmiącym jebnięciem najętymi turystycznie drzwiami skromnego pokoju, olśniewując własnym odejściem wpizdu: dokładnie, jak sobie tego życzyła, o czym: mogła z całą pewnością już nawet nie wspominać: pozwalając mu na odwiedzenie niniejszo skromnego, a mimo wszystko: uroczo klimatycznego, baru. Utrzymany w zabytkowo pozamiejskim stylu, powiódł go aleją, pomiędzy bitymi toporniedesznie stołami, towarzyszącymi dostawieniem nieustępliwych mocą usiadu, takowych właśnie oparciowych ław: ku rzeźbionej zdobnym gzymsem w twardym drewnie, raczej... ambonie sądowniczej, aniżeli... zwykłej świadomości: barowej ladzie, dzielącej go bejcowaną słoizną znaczeń sękami, wobec... sędziwej, jak owowiejszczna, zwyschła dawno temu studnia: kościście zwychudłej Staruszki, zdającej się niezwykłą Wiejskim Życiem, do uskarżeń wobec życiowych boleści. Maniakalną dokładnością polerując białobawełnianą szmatką, grubościenną grawerką ornamentu, szklanę do whisky: nawet jemu zdającą się zwyczajnie ciężką, własną ołowianoszkielistością, zwróciła ku niemu przelotne spojrzenie, pytając ciekawizm bezwiednego pozbawienia osobowości:

 

- Pan prowadzi?.. - rozległo się oschlestarczym tchnieniem szeptu.

 

Choć pytanie wydaje się banalnie oczywistym, nie spodziewał się go należycie, aby jąkliwą lawiracją, pośród rwanych myślami sylab: przejść, także z ich powodu... aż do udzielania wyjaśnień. Co zdziwiło nie mniej zasadniczo, musiały one zostać objęte zrozumieniem: płynąc złociściepiennym potokiem, na dno krystalicznie przejrzystego pokalu, który stawiany przed nim na grubokartonowej, znanej każdemu, barowej podkładce: rozbrzmiał głuchym postukiem, wobec dalszej dociekliwości:

 

- Pan na długo?.. - nie rozumiał, czemu ów starczy szept: zwyczajnie go przeraża.

 

- Ja?:. do wtorku, to znaczy... ten, noo... o!: na trzy dni!.. - odnalazł wreszcie drogę, zwywalenia lawiracji wśród własnych myśli.

 

- Bo Pan... - tym razem szept zbliżył cięte zmarszczkami oblicze, bezpośredniej bliskości jego twarzy - ... nic nie wie... jak tutejszy. - co już zabrzmiało mu niczym przekleństwo jednej z dawnych Wiedźm: wygnanej wobec własnej niewinności.

 

4.

 

Leżąc półwygodnie: chyba tylko z powodu kolejnych, ciężkokorzennych piw: nie umożliwiających własną mocą zwalalności z nóg, nie zaznać błogości odpoczynku: inaczej, jak usiłując wstać... rozmyślał: nie tylko o parszywym charakterze rodzonej siostry, szczebioczącym narzekawczą wideorozmowę,

z którąkolwiek, tak zwaną: " przyjaciółką ".. chwaląc myślą Najwyższego, iż nie muszą spać w jednym łóżku. Doskonale pamiętał, iż zawsze: próby takowe, kończyły się zajadłą bójką. Odetchnął zatem ulżyście, niczym znaleziony przypadkiem, jedyny ocalały z lotniczej katastrofy, przecierając znieczuloną alkoholem twarz, dłońmi: niczym Skrzypek, dowiadujący się, że przed jego występem: pożar zabrał narzędzie pracy: wraz z całą Filharmonią. Faktycznie: zrozumiał właśnie, iż z powodu mienia siostry: wszelakie blondliwości: zwyczajnie go wkurwiają, jednak: już dawno zwykł zbywać to obojętnością. Nie mniej jednak: o wiele uporczywiej, zmierzając myślowym labiryntem, nie opuszczały go przemyślenia, rzekomo " zamierzchłej masakry ", z powodu której: niniejsza wioska, przez kilka kolejnych żniw... opustoszała zupełnie, co utwierdzone w sędziwość słów: coraz bardziej zacierało w świadomości fikcję, a napewno dostatecznie, aby nie chcieć przestać jej wierzyć. Tylko... z jakiego powodu, nazistowska czystka etniczna: oszczędnością amunicji, przeprowadzona " z należytą godnością, bo szwabską ręką ", miałaby, po pierwsze: dotknąć tylko tą miejscowość, po drugie: po co właściwie?: skoro powiedziano mu, o strzelaniu do łańcusznych podwórku psisk: z broni palnej, aby brakiem kul: tłumaczyć litą makabrę, ponadto po trzecie: gdzie, do jasnej cholery: są owe " zbiorowe groby: wygasłe jako doły krematoryjne, których rzucone kolejowymi szynami ruszta, zaprosiły samego Antychrysta na ostatnią wieczerzę mieszkańców. ".. Myśli niniejsze, uciszyły czeluścią umysłu, notoryczny trajkotycznie szczebiot jego siostry, z którą, oprócz wczorajszego spadku, łączyła jednocześnie opatrująca go, Notarialna Klauzula: jasno głosząca, iż oprócz środków obecnych, reszta zostanie im obojgu wypłacona w dwóch równych połowach: zaraz po tym, gdy spędzą razem na tyle czasu, aby wzajemnie się uszanować... Co dokumentując fakturami z obecnego pensjonatu, postanowili aktorsko odegrać, składając kłamliwe zaświadczenia, przed wskazaną Instancją: ucałowując banknotowe wizerunki, niczym Judasz Jezusowe Oblicze. Nic ponadto, ponieważ: nie wyobrażał sobie życia: zwłaszcza dalszego, z tą... Panią. Kuźwa... I przeraziła go myśl, że... o dziwo: nie ucieszył się świadomością, jak niewiele go jeszcze zostało...

 

Wszechobecna, snująca się grubostrużyście, mgła: nie zdążyła zaznać świadomości prawdy... własnego istnienia: będąc dlatego siarczyścieduszącym, przezgęszczonym swądem: odoru płonących kubatur, a wraz z nimi trzody chlewnej, nieustępliwie ludzkim zwłokom. Nietrawieni czarcią miłością, zwisali bezwładnie... zarówno z ostrzami iglic przeciwwilczych ogrodzeń, przeszedłwszymi nawylotnio, stercząc majestatyczną dumą ocieku purpurą, wobec ciał zaległych ponad Ojcowizną, jak i wszelako mieszczonych pętli szubienniczych, z której najbardziej kunsztowna: eksponowana została ciałem Klechy: dzwonniczą liną, uwisłego za oknem kościelnej wieży. Aleja płynąca szkarłatem, zamiast zdobnego majestatu szlachetności rubinów, posiadała rozległe połacie sporadyki ludzkich wnętrzności, plecionych strzępami dawnych im żyć. Zbliżał się nią do czarnopłaszczystego szwaba, za rantem fiutogłowiego hełmu, kryjącego wredność wodzowej mordy, pod maską przeciwgazową, co pozwalało mu bez problemów okładać kilkuletnie dziecko, trzymaną za włosy... odrąbaną głową kobiety, możliwe... że za życia: będącej jego mamą. Postanowił... zatłuc skurwiela. Zasadniczo: jakkolwiek, nie pozwalając mu się o tym dowiedzieć, inaczej... niż zdychając. Zaledwie o krok, mroczna postać odwróciła się... eksponując przed jego twarzą, agonalny wyraz morderstwa: uwieszony marionetycznie klejoną krwią plątaniną: wybuchając niskoszyderczym śmiechem...

 

Wyrwany czułemu dotykowi brutalności koszmaru, wybiegł z łóżka, na środek pensjonalnego najmem, podłogowego gobelinu. Kiedy tylko groza opuściła jego umysł, zostając poczuciem rzeczywistości, mimo wszystko uznał, że... czegoś... bardzo ważnego: brakuje obecnie w jego życiu. Tylko, właściwie czego?: co docierało jakby stanowiąc świadomość bycia zmarłym, wobec bezwiednego mijania przechodniów. Właściwie... czemu jeszcze... ktokolwiek nie okazuje podłości: darząc upokorzeniem boleści docinków: niczym tłum, rzucający w okutego dybami nieszczęśnika... pomidorową zgnilizną. Nic w tym dziwnego, skoro był w pokoju: obecnie, zupełnie sam... czego nie uzasadniał chęcią powrotu, jakkolwiek wredny troskliwością liścik, z pod ręki nieobecnej, czym fakt tenże: ustąpił sennemu przerażeniu, szczerym uśmiechem niekrytej radości.

 

5.

 

Spacerując niespiesznie, uznała fascynacją mijaną kubaturę, zauważając, iż nieustępliwie przypomina poprzednią, jak i kilka wcześniejszych... nawet samym faktem, iż... emanuje z niej, nie cokolwiek innego, jak zwyczajny smutek. Uczucia owego, nie zmieniał nawet ciepły blask, emanujący oknami w szarzyznę wieczoru. Zastanowienie owo, przeniknęło jej umysł, dostatecznie, aby zrozumiała, że właściwie... znowu jest pod pensjonatem. Co najdziwniejsze: przeszła ją właśnie może nie myśl, a szczere przeczucie, że... już kiedykolwiek, nie będzie inaczej: niczym wartkość nurtu rzeki, swoją nieustępliwością ścierania skały, decydując o zaistnieniu swego przyszłego miejsca spoczynku: pośród spękanej skwarem spękliny...

 

EPILOG

 

Hydrauliczne nożyce wozu Straży Pożarnej, cięły pogięty energią kolizji, samochodowy wrak, z łatwością chirurgicznego skalpelu, znaczącego medycznym kunsztem zadawania ran śmierci, wobec kruchości ludzkiego ciała. Różnobarwne, stroboskopowe lampy dachowe, rozpraszając zmrok, pozwalały jednocześnie doświetlić wsparte reflektorami, niniejszo oczywiste jarzmo doczesności, zaznające kresu, ujęciem garści sklejonych krwią, kobiecego odcieniu blondu włosów, mimo powodowanej tym uplątliwości, uwieszających w dłoni czarnoubranego koronera... amputowaną niewiadomo, ludzką głowę: z oczami rozwartymi ostatnią sekundą przerażenia: wyłamującego dolną szczękę... wiecznym trwaniem powodowanego nim, agonalnego wrzasku...

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania